12.06.2024, 19:41 ✶
- I co z tego? - Olivia wydęła policzki w czystym, niemal dziecięcym oburzeniu. A potem bezczelnie odpakowała cukierka i wepchnęła go sobie do ust, przewracając ostentacyjnie oczami. Jakby mówiła no zjadłam, i co mi zrobisz?. Nie będzie przecież słuchać upominek ze strony przyjaciela: nie był jej ojcem. A gdyby to nawet był jej ojciec, to i tak nic by z tego sobie nie zrobiła, bo była przecież dorosłą kobietą i mogła robić to, co chciała.
Pewnie by coś jeszcze powiedziała, gdyby nie blondynka, która wróciła. Jej mina nie wyrażała nic szczególnego. Odchrząknęła lekko, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Pan Charles państwa przyjmie, proszę za mną - powiedziała przyjaźnie, wskazując otwartą dłonią na jedne drzwi. Na nich znajdowała się tabliczka z imieniem i nazwiskiem dziennikarza, który najwyraźniej zajmował się grami losowymi i sprawdzał wygrane. Gabinet był nieduży, w zasadzie to ciężko go było nazwać gabinetem. Ot - pokoik z dwoma krzesłami, biurkiem i fotelem, na którym siedział wysoki mężczyzna koło czterdziestki. Oprócz tego regały i komody zawalone stertą papierzysk i teczek oraz segregatorów. Na biurku dryfowało magiczne pióro, jakby tylko czekając na znak, że może zacząć pisać. Na widok Leona i Olivii wstał.
- Ach, pan Leonard Bletchley, nasz zwycięzca, tak? - zapytał, zerkając z ciekawością na Olivię.
- Olivia Quirke. Tylko mu towarzyszę - odpowiedziała ruda, wzruszając ramionami. Na tę odpowiedź mężczyzna tylko pokiwał głową.
- Mógłbym zobaczyć los, panie Bletchley? Proszę usiąść, może się państwo czegoś napiją? Kawy, herbaty, wody?
Pewnie by coś jeszcze powiedziała, gdyby nie blondynka, która wróciła. Jej mina nie wyrażała nic szczególnego. Odchrząknęła lekko, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Pan Charles państwa przyjmie, proszę za mną - powiedziała przyjaźnie, wskazując otwartą dłonią na jedne drzwi. Na nich znajdowała się tabliczka z imieniem i nazwiskiem dziennikarza, który najwyraźniej zajmował się grami losowymi i sprawdzał wygrane. Gabinet był nieduży, w zasadzie to ciężko go było nazwać gabinetem. Ot - pokoik z dwoma krzesłami, biurkiem i fotelem, na którym siedział wysoki mężczyzna koło czterdziestki. Oprócz tego regały i komody zawalone stertą papierzysk i teczek oraz segregatorów. Na biurku dryfowało magiczne pióro, jakby tylko czekając na znak, że może zacząć pisać. Na widok Leona i Olivii wstał.
- Ach, pan Leonard Bletchley, nasz zwycięzca, tak? - zapytał, zerkając z ciekawością na Olivię.
- Olivia Quirke. Tylko mu towarzyszę - odpowiedziała ruda, wzruszając ramionami. Na tę odpowiedź mężczyzna tylko pokiwał głową.
- Mógłbym zobaczyć los, panie Bletchley? Proszę usiąść, może się państwo czegoś napiją? Kawy, herbaty, wody?