12.06.2024, 21:02 ✶
Olivia nie miała pojęcia, że Millie ma z nią jakiś problem. Isaac nigdy jej o tym nie wspominał. Co więcej - w szkole raczej jej unikała, bo w chwili, gdy związała się z Bagshotem, jej myśli frunęły w innym kierunku. W kierunku teraźniejszości, gdy razem chowali się w schowku na miotły, a także przyszłości, bo przecież ten związek miał datę ważności i doskonale o tym wiedziała i on, i ona. A także przyszłości, którą sobie sama zaplanowała, bo przecież się nagle obudziła i stwierdziła, że już wie, kim chce być w życiu.
Chociaż to było niezbyt trafne stwierdzenie, bo przecież nie do końca wiedziała, ale trudno. Przynajmniej w końcu udało jej się obrać jakiś kierunek.
Gdy Moody weszła z hukiem, Olivia drgnęła. Zmrużyła oczy, bo gdzieś dzwonił jakiś dzwon, ale nie była pewna, w którym kościele. Millie zachowywała się... W sumie jak typowy klient, który miał w dupie dobre maniery - to nie była nowość w jej pracy. Dlatego nie lubiła stać za ladą, ale czasem musiała, gdy matka wyjeżdżała albo dostarczała zamówienia. Dlatego też dzisiaj też tutaj była. Quirke sięgnęła po receptę, którą dziewczyna rzuciła jak ochłap. Przeleciała ją szybko wzrokiem.
- Zaraz wszystko podam, mama chyba mi wspominała o podobnych zamówieniach - powiedziała, wciąż nie odrywając oczu od równo nakreślonych liter. - Millie Moody... Czy my nie chodziłyśmy razem do szkoły?
Zapytała, składając papierek na dwoje. Włożyła go pod ladę, na stosik zrealizowanych recept, i odwróciła się do Moody bokiem, by wzrokiem zacząć szukać odpowiednich fiolek z zamówienia. Gdzieś tu były...
Chociaż to było niezbyt trafne stwierdzenie, bo przecież nie do końca wiedziała, ale trudno. Przynajmniej w końcu udało jej się obrać jakiś kierunek.
Gdy Moody weszła z hukiem, Olivia drgnęła. Zmrużyła oczy, bo gdzieś dzwonił jakiś dzwon, ale nie była pewna, w którym kościele. Millie zachowywała się... W sumie jak typowy klient, który miał w dupie dobre maniery - to nie była nowość w jej pracy. Dlatego nie lubiła stać za ladą, ale czasem musiała, gdy matka wyjeżdżała albo dostarczała zamówienia. Dlatego też dzisiaj też tutaj była. Quirke sięgnęła po receptę, którą dziewczyna rzuciła jak ochłap. Przeleciała ją szybko wzrokiem.
- Zaraz wszystko podam, mama chyba mi wspominała o podobnych zamówieniach - powiedziała, wciąż nie odrywając oczu od równo nakreślonych liter. - Millie Moody... Czy my nie chodziłyśmy razem do szkoły?
Zapytała, składając papierek na dwoje. Włożyła go pod ladę, na stosik zrealizowanych recept, i odwróciła się do Moody bokiem, by wzrokiem zacząć szukać odpowiednich fiolek z zamówienia. Gdzieś tu były...