20.10.2022, 17:51 ✶
Parsknął cichym śmiechem. Wprawdzie w ciągu swojego życia zaangażował się w parę poważnych, nawet względnie trwałych związków, jednak do tej pory żaden duch nie wyraził nim większego zainteresowania. Może to kwestia tego, że jego ciało było za mało przezroczyste? Kto wie, kto wie... Mimo wszystko nie zamierzał tak po prostu odpuścić, więc postanowił brnąć dalej w swoją historię.
— Rozważałem tę wersję — przyznał powoli, kiwając potakująco głową, jakby uwaga Brenny w żaden sposób go nie zaskoczyła. Przeczesał teatralnie palcami włosy na drugi bok, jakby chcąc w ten sposób podkreślić, że jest w pełni świadomy atrybutów, jakimi obdarzyła go natura. Sięgnął po tosta, wgryzając się w niego z satysfakcją. — Tyle że gdyby faktycznie zależało mu na mojej uwadze to prędzej czy później objawiłby się w moim pokoju. A tak to buszuje tylko tutaj. Może trafił tu przy okazji któregoś przyjęcia, gdy dużo się tu działo.
Bądź co bądź poltergeisty lubowały się we wszechogarniającym chaosie, a trudno było zaprzeczyć, że dom, w którym akurat przebywali, do najspokojniejszych nie należał. Owszem, można było tutaj odpocząć i się zrelaksować, jednak w momencie, gdy cała rodzina zaczynała pracować nad jakimś projektem, to nie działali z zaangażowaniem na poziomie 10% czy nawet 100%. Dużo bardziej prawdopodobne było to, że pracowali na 110%. Dodać do tego jeszcze ekscytację potencjalnych gości, a rezydencja malowała się na doskonałe schronienie dla spragnionego psot duszka.
— Co racja, to racja. Chociaż osobiście mam wrażenie, że żonaty facet, nawet i z siódemką dzieci mógłby wzbudzić podejrzenia co poniektórych dziennikarzy — mruknął, biorąc kolejnego gryza, uważając przy tym, aby nie ubrudzić swojej koszuli okruchami. — Przydałby się ktoś w okolicach 80 lat, najlepiej znanego, żeby główny temat artykułu przeszedł w razie czego na klątwołmacza np. „Młody Longbottom widziany u szanowanego klątwołamacza znanego z XYZ, który może się poszczycić wieloma nagrodami z zakresu pozbywania się uciążliwych klątw. Kolejny dowód na efektywność starej szkoły nauki łamania klątw?”.
Na sugestię, że mógłby w jakikolwiek sposób obniżyć swoje osobiste standardy, złapał się wolną ręką w okolice serca, klepiąc się parę razy po piersi, jakby chciał się uspokoić. Przecież to był czysty skandal! Oczywiste było, że przy wspomnieniu o stronie numer pięć podawał jedynie p-r-z-y-k-ł-a-d, a nie odnosił się do tego, jak by wyglądała rzeczywistość! Eh, niby siostra znała go odkąd tylko przyszła na ten świat, a czasami kompletnie go nie rozumiała.
— Nie najgorszy pomysł, siostrzyczko. — Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu. — Może trzeba będzie poruszyć tę kwestię przy spotkaniu z komendantem. Może uda mu się coś wyłuskać z budżetu, żeby posłać młodych na szkolenie. Niektórym by się przydało lekkie zejście na ziemię. Zrozumieliby, że nie tylko uganiamy się za przestępcami, ale też mamy potąd roboty papierkowej.
Wypuścił głośno powietrze z płuc. Kiedy pracowało się w departamencie dłużej niż te dwa, trzy lata, to można było zauważyć, że właściwie spędzali równie dużo czasu, doprowadzając papierologię do porządku, co siedząc w terenie. Cóż, takie było życie, gdy w każdej chwili w życie mógł wejść nowy dekret, ustawa, czy jeszcze Merlin jeden wie co, czym zajmował się departament przestrzegania czarodziejskiego prawa.
— Nie umieszczaj tej ostatniej informacji na zaproszeniach. Jeszcze się podniecą i będą zawiedzeni, jak licytacja pójdzie zgodnie z planem — wyrzucił z siebie, wlepiając wzrok w bliżej nieokreślony element kredensu naprzeciwko.
Na wieść o licytacji, zaczął przeglądać w głowie listę kontaktów. Było parę osób, do których mogliby się zgłosić o wsparcie w tym przedsięwzięciu. Jedną wielką niewiadomą było jednak to, czy potencjalni sojusznicy mieli ochotę na angażowanie się w akcje charytatywne. Zerknął kątem oka na siostrę. Z drugiej strony, jeśli to Brenna pójdzie zbierać fanty, to ma sporą szansę przekonać do tej akcji całkiem sporo osób.
— Rozważałem tę wersję — przyznał powoli, kiwając potakująco głową, jakby uwaga Brenny w żaden sposób go nie zaskoczyła. Przeczesał teatralnie palcami włosy na drugi bok, jakby chcąc w ten sposób podkreślić, że jest w pełni świadomy atrybutów, jakimi obdarzyła go natura. Sięgnął po tosta, wgryzając się w niego z satysfakcją. — Tyle że gdyby faktycznie zależało mu na mojej uwadze to prędzej czy później objawiłby się w moim pokoju. A tak to buszuje tylko tutaj. Może trafił tu przy okazji któregoś przyjęcia, gdy dużo się tu działo.
Bądź co bądź poltergeisty lubowały się we wszechogarniającym chaosie, a trudno było zaprzeczyć, że dom, w którym akurat przebywali, do najspokojniejszych nie należał. Owszem, można było tutaj odpocząć i się zrelaksować, jednak w momencie, gdy cała rodzina zaczynała pracować nad jakimś projektem, to nie działali z zaangażowaniem na poziomie 10% czy nawet 100%. Dużo bardziej prawdopodobne było to, że pracowali na 110%. Dodać do tego jeszcze ekscytację potencjalnych gości, a rezydencja malowała się na doskonałe schronienie dla spragnionego psot duszka.
— Co racja, to racja. Chociaż osobiście mam wrażenie, że żonaty facet, nawet i z siódemką dzieci mógłby wzbudzić podejrzenia co poniektórych dziennikarzy — mruknął, biorąc kolejnego gryza, uważając przy tym, aby nie ubrudzić swojej koszuli okruchami. — Przydałby się ktoś w okolicach 80 lat, najlepiej znanego, żeby główny temat artykułu przeszedł w razie czego na klątwołmacza np. „Młody Longbottom widziany u szanowanego klątwołamacza znanego z XYZ, który może się poszczycić wieloma nagrodami z zakresu pozbywania się uciążliwych klątw. Kolejny dowód na efektywność starej szkoły nauki łamania klątw?”.
Na sugestię, że mógłby w jakikolwiek sposób obniżyć swoje osobiste standardy, złapał się wolną ręką w okolice serca, klepiąc się parę razy po piersi, jakby chciał się uspokoić. Przecież to był czysty skandal! Oczywiste było, że przy wspomnieniu o stronie numer pięć podawał jedynie p-r-z-y-k-ł-a-d, a nie odnosił się do tego, jak by wyglądała rzeczywistość! Eh, niby siostra znała go odkąd tylko przyszła na ten świat, a czasami kompletnie go nie rozumiała.
— Nie najgorszy pomysł, siostrzyczko. — Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu. — Może trzeba będzie poruszyć tę kwestię przy spotkaniu z komendantem. Może uda mu się coś wyłuskać z budżetu, żeby posłać młodych na szkolenie. Niektórym by się przydało lekkie zejście na ziemię. Zrozumieliby, że nie tylko uganiamy się za przestępcami, ale też mamy potąd roboty papierkowej.
Wypuścił głośno powietrze z płuc. Kiedy pracowało się w departamencie dłużej niż te dwa, trzy lata, to można było zauważyć, że właściwie spędzali równie dużo czasu, doprowadzając papierologię do porządku, co siedząc w terenie. Cóż, takie było życie, gdy w każdej chwili w życie mógł wejść nowy dekret, ustawa, czy jeszcze Merlin jeden wie co, czym zajmował się departament przestrzegania czarodziejskiego prawa.
— Nie umieszczaj tej ostatniej informacji na zaproszeniach. Jeszcze się podniecą i będą zawiedzeni, jak licytacja pójdzie zgodnie z planem — wyrzucił z siebie, wlepiając wzrok w bliżej nieokreślony element kredensu naprzeciwko.
Na wieść o licytacji, zaczął przeglądać w głowie listę kontaktów. Było parę osób, do których mogliby się zgłosić o wsparcie w tym przedsięwzięciu. Jedną wielką niewiadomą było jednak to, czy potencjalni sojusznicy mieli ochotę na angażowanie się w akcje charytatywne. Zerknął kątem oka na siostrę. Z drugiej strony, jeśli to Brenna pójdzie zbierać fanty, to ma sporą szansę przekonać do tej akcji całkiem sporo osób.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞