13.06.2024, 07:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2024, 10:54 przez Charlotte Kelly.)
- Minus dziesięć punktów od Gryffindoru za bezczelność i kolejne minus dziesięć za ślepotę. Ja nigdy nie miałam żadnych pryszczy.
A przynajmniej nie dłużej niż przez pięć minut. Charlotte już w szkole dbała o swój wygląd niemal obsesyjnie, i spora część jej kieszonkowych trafiała do punktu wysyłkowej sprzedaży specyfików Potterów. Cierpiała okrutnie, że umundurowanie uczniowskie nie pozwalało jej rozwinąć skrzydeł i w efekcie przykładała ogromną wagę do fryzur oraz dbałości o cerę.
Wpakowała się do środka, z kieszeni wyciągając różdżkę. Już w drodze do salonu osuszyła nieco ubranie i włosy, zrzuciła buty, a potem usadowiła się na kanapie. I dopiero teraz zmierzyła Jonathana uważnym spojrzeniem.
- Randka? - spytała, bo włosy miał jakby bardziej błyszczące niż zwykle, a ubranie jakby nieco bardziej eleganckie niż w te dni, gdy zostawał w domu. - A co, wolisz mnie w tej wersji? - zapytała na pytanie o to, czy tak zostanie. z uśmiechem sugerującym, że to jedno z tych pytań pułapek, w których i odpowiedź twierdząca, i przecząca może spotkać się z jednaką karą. Oczywiście, to był bardzo słodki uśmiech, ale słodkie uśmiechy Charlotte bywały mylące. Póki się jej nie znało.
Nie, żeby nie wiedziała, że Selwyn z tego wybrnie.
Wydobyła z torebki papierosy i odpaliła jednego z nich, a potem wygodniej rozwaliła się na kanapie. Najwyraźniej randka czy nie, nigdzie się nie wybierała. Dom Jonathana był duży, zawsze mogła schować się w jakimś pokoju gościnnym. Znaczy się, wyświadczyć mu uprzejmość i tam posiedzieć, by wtargnięciem nie psuć mu spotkania, bo przecież Charlotte Kelly przed nikim się nie chowała.
- Poltergeist i klątwa - wyjaśniła i zaciągnęła się dymem. - Samo powinno przejść. Zastanawiałam się, czy go nie dorwać i nie zmusić, by powtarzał zaklęcie, ale tak sobie idąc tu uświadomiłam, że wtedy mogłabym spotykać się albo z chłopcami młodszym od mojej córki, albo z facetami o bardzo dziwnych gustach. Byłam już bliska skręcenia tu po drodze w ciemny zaułek, może ten jeden by za mną poszedł i mogłabym połamać mu ręce - westchnęła z pewnym żalem. Pewnie przez strój i sposób poruszania wziął ją za pannę wątpliwej moralności, i za nią wędrował. Charlotte ostatecznie zrezygnowała z zamysłu łamania go zaklęciem przez tę burzę, i tak okropnie zmokła. - Nigdy nie zrozumiem, czemu tak lubisz mieszkać wśród mugoli, Johnny.
A przynajmniej nie dłużej niż przez pięć minut. Charlotte już w szkole dbała o swój wygląd niemal obsesyjnie, i spora część jej kieszonkowych trafiała do punktu wysyłkowej sprzedaży specyfików Potterów. Cierpiała okrutnie, że umundurowanie uczniowskie nie pozwalało jej rozwinąć skrzydeł i w efekcie przykładała ogromną wagę do fryzur oraz dbałości o cerę.
Wpakowała się do środka, z kieszeni wyciągając różdżkę. Już w drodze do salonu osuszyła nieco ubranie i włosy, zrzuciła buty, a potem usadowiła się na kanapie. I dopiero teraz zmierzyła Jonathana uważnym spojrzeniem.
- Randka? - spytała, bo włosy miał jakby bardziej błyszczące niż zwykle, a ubranie jakby nieco bardziej eleganckie niż w te dni, gdy zostawał w domu. - A co, wolisz mnie w tej wersji? - zapytała na pytanie o to, czy tak zostanie. z uśmiechem sugerującym, że to jedno z tych pytań pułapek, w których i odpowiedź twierdząca, i przecząca może spotkać się z jednaką karą. Oczywiście, to był bardzo słodki uśmiech, ale słodkie uśmiechy Charlotte bywały mylące. Póki się jej nie znało.
Nie, żeby nie wiedziała, że Selwyn z tego wybrnie.
Wydobyła z torebki papierosy i odpaliła jednego z nich, a potem wygodniej rozwaliła się na kanapie. Najwyraźniej randka czy nie, nigdzie się nie wybierała. Dom Jonathana był duży, zawsze mogła schować się w jakimś pokoju gościnnym. Znaczy się, wyświadczyć mu uprzejmość i tam posiedzieć, by wtargnięciem nie psuć mu spotkania, bo przecież Charlotte Kelly przed nikim się nie chowała.
- Poltergeist i klątwa - wyjaśniła i zaciągnęła się dymem. - Samo powinno przejść. Zastanawiałam się, czy go nie dorwać i nie zmusić, by powtarzał zaklęcie, ale tak sobie idąc tu uświadomiłam, że wtedy mogłabym spotykać się albo z chłopcami młodszym od mojej córki, albo z facetami o bardzo dziwnych gustach. Byłam już bliska skręcenia tu po drodze w ciemny zaułek, może ten jeden by za mną poszedł i mogłabym połamać mu ręce - westchnęła z pewnym żalem. Pewnie przez strój i sposób poruszania wziął ją za pannę wątpliwej moralności, i za nią wędrował. Charlotte ostatecznie zrezygnowała z zamysłu łamania go zaklęciem przez tę burzę, i tak okropnie zmokła. - Nigdy nie zrozumiem, czemu tak lubisz mieszkać wśród mugoli, Johnny.