13.06.2024, 10:23 ✶
Nie było dla nikogo tajemnicą, że Konwen, rządzony przez Macmillanów, od lat ocierał się o niewygodne dla Ministerstwa Magii praktyki. Poglądy Arcykapłanów nie były dla nikogo tajemnicą, lecz nikt nigdy ich nie kwestionował - potęga magii, rytuałów oraz ogromna wiedza tej rodziny w połączeniu z działaniem w szarej strefie tworzyła mieszankę wybuchową. To była kwestia czasu, gdy ktoś pęknie i zrobi coś, co niekoniecznie spodoba się Ministerstwu. Pozostawało pytanie: kiedy to się stanie?
Percival Macmillan, mąż Isobell, z reguły trzymał się z boku. To jego żona rządziła Konwenem i była najważniejsza, co mężczyzna wielokrotnie podkreślał. To ona miała decydujący głos, choć nikomu nie mógł umknąć fakt, że oboje doskonale się dopasowali i nie tylko szanowali swoje zdanie, ale również wiele decyzji podejmowali we wspólnym porozumieniu. Czy tak było i tym razem? Czy podczas Beltane, gdy Isobell ratowała Aurorów, którzy weszli do Limbo, Percival również miał swój udział? Nie było go oficjalnie podczas tego wydarzenia, lecz nikt nie mógł stwierdzić z całkowitą pewnością, że nie stał z boku i nie obserwował. W końcu oboje z Isobell do mistrzostwa opanowali poruszanie się w cieniach, na granicy dobra i zła, o ile ta granica w ogóle istniała.
Atreus został odprowadzony przez jedną z kapłanek do gabinetu Percivala. Pomieszczenie było surowe - niemal nagie ściany, duże dębowe biurko oraz wszechobecny zapach ziół i kadzideł wwiercał się w nozdrza, powodując nieprzyjemne wrażenie duchoty. Macmillan siedział w fotelu, lecz gdy drzwi do pomieszczenia się otworzyły, wstał.
- Pan Bulstrode - kiwnął mu na powitanie głową. Percival fizycznie był zaprzeczeniem stereotypowego kapłana. Dobrze zbudowanej sylwetki nie mogła ukryć nawet długa szata. Gładko ogolona twarz miała zaledwie kilka zmarszczek mimicznych wokół ust i na czole, a zaczesane w tył półdługie włosy nie nosiły jeszcze śladów siwizny. Głos miał głęboki, spokojny - pokusił się nawet o lekkie uniesienie kącików ust, gdy Atreus wszedł do pomieszczenia. Percival wskazał mu drewniane, ciemne krzesło naprzeciwko biurka, a sam poprawił odpalone kadzidło, wetknięte w okrągłą, kamienną podstawkę z dziurkami. Dym powoli unosił się pod sufit, roztaczając wokół woń lawendy, piżma i czegoś jeszcze, czego Bulstrode nie mógł zidentyfikować. Nie czuł jednak, by było to kadzidło o magicznych właściwościach poza tymi naturalnymi, bo przecież woń lawendy od wieków kojarzyła się z ukojeniem nerwów. - Zawsze znajdę czas dla potrzebujących. A z pańskiego listu wynika, że jest pan w potrzebie niecierpiącej zwłoki.
Powiedział, zasiadając na fotelu. Złożył dłonie na blacie biurka i wbił spojrzenie w Atreusa. Milczące, ale nieoceniające. Wydawał się być spokojny, mimo że sprawa, którą mieli poruszyć, na pewno do spokojnych nie należała.
- Wspominał pan o tym, co pana trapi. Czy mógłby pan odnieść się szczegółowo i w kolejności do wymienionych w liście zagadnień? - Percival lekko przekrzywił głowę. Jego ciemne oczy błyszczały w półmroku, który panował w gabinecie.