On dziękował za to szczęście, że nie skończyło się gorzej, ale Nikolai wiedział, komu powinien za to dziękować i bynajmniej nie była to Sieć Fiuu.
Ach, tak. Rozszczepienie. Bardzo nieprzyjemny skutek uboczny nieudanej deportacji. Z jednego miejsca znikasz w całości, a w następnym pojawiasz się bez brwi, kawałka ucha, z ośmioma palcami zamiast dziesięciu, albo bez dwóch zębów. W gorszych przypadkach otwiera ci ranę na ramieniu, urywa ci nogę, albo faktycznie głowę. Oczywiście, te najgorsze przypadki, które mogą skończyć się trwałym kalectwem lub śmiercią, były nieliczne, ale nie oznaczało to, że nie istniało prawdopodobieństwo ich zaistnienia. Samemu Nikolaiowi zdarzyło się to raz, może dwa, ale na szczęście nie były to poważne wypadki - na ranę nałożyło się maść, zabezpieczyło bandażem i po kilku dniach nie było już nawet śladu. Magia była cudowna.
-Ta... Coś o tym wiem - może nie chodziło konkretnie o literówkę, ale przez akcent został źle zrozumiany i wylądował tam, gdzie wylądował.
-W takim razie czym podróżujesz? Raczej nie chodzisz wszędzie pieszo, prawda? Chyba że wolisz miotły - pociągiem raczej też nie przemieszcza się po Londynie, a i też poza miastem komunikacja nie zawsze była dogodna.
Na ten dzień nic konkretnego nie planował, więc spokojnie mógł się z Neilem jeszcze przejść.
-Nic na dzisiaj nie planowałem, więc tym się przejmować nie musisz - wzruszył ramionami.
Mogli też jeszcze na chwilę wejść do hipogryfów. Nikolai i tak będzie musiał jeszcze później sprawdzić, jak miał się Arno, czy mu się polepszyło, czy wciąż osłaniał się skrzydłem i nie chciał nikogo w swoim pobliżu.