13.06.2024, 16:43 ✶
Spojrzał na Morpheusa trochę krzywo, trochę może nie rozumiejąc w pierwszej chwili co właściwie do niego mówił. Czy on mu naprawdę wyglądał na Oriona? Pewnie w innej sytuacji zaraz by się tutaj obraził okropnie, ale po chwili zastanowienia stwierdził, że może Longbottom jest już tak pijany, że sam nie wie co się dookoła niego dzieje. Może mu jakiś drink się rzucił na oczy, albo tak obracał na parkiecie te ze dwa razy młodszą od niego dziewczynę, że nie rejestrował nic poza skrzypieniem własnych kolan. Dlatego Bulstrode uśmiechnął się do niego lekko, przetasowując karty.
- Zgadnij - jedno krótkie słowo, w którym pobrzękiwało pewne wyzwanie. Ton niby charakterystyczny dla Atreusa, ocierający się mocno o złośliwostkę. Był jasnowidzem, prawda? Więc niech otworzy to swoje trzecie oko.
- Spalony Los - odpowiedział Thomasowi, leniwie bawiąc się talią. - Czy na pieniądze, to już wasza wola. Możemy grać na małe sumy. Każdy dobiera na początku rundy po trzy karty. Potem następuje czas na podbicie, wyrównanie albo spasowanie zakładu. Jak spasujecie, odpadacie z rundy. Każdy może wymienić od zera do dwóch kart. Po wymianie znowu jest szansa na podbicie, wyrównanie lub spasowanie. Potem ten kto nie spasował pokazuje swoje karty - te trzymane w dłoniach odłożył częściowo na stół, a resztę zaczął przeglądać.
- To teraz co wygrywa. Trójka, czyli wszystkie karty mają ten sam numer - wyłożył trzy czwórki. - Strit, czyli karty mają następujące po sobie numery - odsunął dwie niepotrzebne czwórki, dokładając do niej piątkę i szóstkę. - Nieparzyste-parzyste. Tak jak nazwa mówi mamy na ręce karty albo z samymi parzystymi albo z samymi nieparzystymi. Tak, numery mogą się powtarzać - wyłożył im przykładowe rozkłady. - No i na końcu Para. Dwie karty na ręce mają ten sam numer - ostatni przykład i koniec prezentacji. Lekkim ruchem zebrał rozłożone karty ze stołu i zaczął wtasowywać je do talii. - A co jeśli mamy remis w danym rozdaniu? Wtedy sumujemy karty i ten kto ma większą liczbę wygrywa.
I to chyba tyle. Bulstrode jeszcze przez chwilę spoglądał na przesuwane między palcami kartoniki, zastanawiając się czy powinien cos jeszcze dodać, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że najwyżej będzie coś wyjaśniał w trakcie gry.
Przyjął kieliszek z zadowolonym uśmiechem, na toast wznosząc go ku górze i wypijając, podobnie jak Morpheus, połowę kieliszka. Ale kiedy ten wspomniał o Florence, wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej grzeczny.
- Obawiam się, że jeśli pokusiłbym się o tego typu zakłady, wygrywając czy nie, mógłbym zapomnieć o powrocie do domu. Z resztą, kto mówi że ręka mojej siostry wciąż jest do oddania? - zapytał, a kąciki ust drgnęły w szelmowskim wyrazie. Za Atreusem wciąż krążyła rewelacja z Lammas, że ktoś się jej wcześniej oświadczyły i teraz węszył każdą okazję, żeby znaleźć winnego.
- Zgadnij - jedno krótkie słowo, w którym pobrzękiwało pewne wyzwanie. Ton niby charakterystyczny dla Atreusa, ocierający się mocno o złośliwostkę. Był jasnowidzem, prawda? Więc niech otworzy to swoje trzecie oko.
- Spalony Los - odpowiedział Thomasowi, leniwie bawiąc się talią. - Czy na pieniądze, to już wasza wola. Możemy grać na małe sumy. Każdy dobiera na początku rundy po trzy karty. Potem następuje czas na podbicie, wyrównanie albo spasowanie zakładu. Jak spasujecie, odpadacie z rundy. Każdy może wymienić od zera do dwóch kart. Po wymianie znowu jest szansa na podbicie, wyrównanie lub spasowanie. Potem ten kto nie spasował pokazuje swoje karty - te trzymane w dłoniach odłożył częściowo na stół, a resztę zaczął przeglądać.
- To teraz co wygrywa. Trójka, czyli wszystkie karty mają ten sam numer - wyłożył trzy czwórki. - Strit, czyli karty mają następujące po sobie numery - odsunął dwie niepotrzebne czwórki, dokładając do niej piątkę i szóstkę. - Nieparzyste-parzyste. Tak jak nazwa mówi mamy na ręce karty albo z samymi parzystymi albo z samymi nieparzystymi. Tak, numery mogą się powtarzać - wyłożył im przykładowe rozkłady. - No i na końcu Para. Dwie karty na ręce mają ten sam numer - ostatni przykład i koniec prezentacji. Lekkim ruchem zebrał rozłożone karty ze stołu i zaczął wtasowywać je do talii. - A co jeśli mamy remis w danym rozdaniu? Wtedy sumujemy karty i ten kto ma większą liczbę wygrywa.
I to chyba tyle. Bulstrode jeszcze przez chwilę spoglądał na przesuwane między palcami kartoniki, zastanawiając się czy powinien cos jeszcze dodać, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że najwyżej będzie coś wyjaśniał w trakcie gry.
Przyjął kieliszek z zadowolonym uśmiechem, na toast wznosząc go ku górze i wypijając, podobnie jak Morpheus, połowę kieliszka. Ale kiedy ten wspomniał o Florence, wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej grzeczny.
- Obawiam się, że jeśli pokusiłbym się o tego typu zakłady, wygrywając czy nie, mógłbym zapomnieć o powrocie do domu. Z resztą, kto mówi że ręka mojej siostry wciąż jest do oddania? - zapytał, a kąciki ust drgnęły w szelmowskim wyrazie. Za Atreusem wciąż krążyła rewelacja z Lammas, że ktoś się jej wcześniej oświadczyły i teraz węszył każdą okazję, żeby znaleźć winnego.