Wszystko było, niestety, zawodne i nic nie było w stanie tego zmienić. Bo czy mugolski sprzęt nie mógł cię również zaskoczyć - nagle się zepsuje, nagle pęknie, urwie się, spadnie. Jeszcze z pomocą magii można to naprawić jednym ruchem ręki i zwykłym Reparo, ale ile mugole musieli się natrudzić, kiedy coś in się niespodziewanie zepsuło, a szczególnie wtedy, gdy było bardzo potrzebne, to mogli powiedzieć już tylko mugole, albo mugolami. Nikolai żadnym z nich nie był, więc ocenić nie mógł.
Nie przepadał za lataniem na miotle, tak? W sumie nie było to takie dziwne - niejedna osoba wolała jednak podróżować bliżej ziemi, bez obawy, że się spadnie z wysokości, że się wleci w klucz ptaków, albo miotła zacznie świrować, bo ktoś nałoży na nią klątwę, albo zacznie psuć się ze starości albo przez wadliwą serię. Uniósł jedną brew, gdy Neil wspomniał o "samochodzie".
Spacer był miłą perspektywą, bo miło mu się z Neilem rozmawiało, ale nie chciał trzymać go na siłę, gdy miał na głowie jeszcze sporo obowiązków i planów na cały dzień. A trzeba mieć przecież jeszcze czas, by odpocząć.
Znów padła ta nazwa. "Samochód". I znów brew powędrowała w górę.
-Co to jest ten "samochód"? To jakiś dziwny, angielski wynalazek? - rosyjska szkoła magii nie przyjmowała w swoje mury czarodziei mugolskiego pochodzenia ani tych, których krew zmieszała się z mugolską, a i Nikolai nie miał okazji, by kiedykolwiek porozmawiać z jakimś mugolem i poznać ich świat.
Był więc, niestety, zielony w tej kwestii i chociaż zdarzało mu się widywać czasami mugoli, używających dziwnych przyrządów, to jednak nigdy nie mógł o nie zapytać. A niektóre nazwy brzmiały bardzo intrygująco.
-Pewnie. To niedaleko stąd. Powiedz mi tylko, jak ten twój "samochód" wygląda, to może łatwiej będzie go nam znaleźć - w końcu co dwie pary oczu, to nie jedna, czyż nie?