20.10.2022, 18:12 ✶
Brenna tak naprawdę nie brała pod uwagę wersji z poltregeistem. Z klątwą już prędzej, bo to naprawdę było zbyt absurdalne, jak na zjawisko naturalne. Mimo to zrobiła taką minę, jakby poważnie rozważała słowa Erika.
- Może to duch kuchennej i dlatego nie wychodzi z kuchni. Ale musi być to jakoś związane z tobą, bo gdy wczoraj gotowałam makaron, wszystko było w porządku. Za to przedwczoraj, kiedy robiłam śniadanie, a ty zajrzałeś, czy jestem gotowa do pracy…
Wyrzuciła w górę ręce, jakby chcąc w ten sposób zobrazować: BUM! Wprawdzie wybuch nie był poważny, ale ledwo Erik zbliżył się do środka, patelnia, na której robiła jajecznicę, zaczęła się palić. Tak, Brenna nie bez powodów zawsze gotując miała pod ręką różdżkę… I żeby to dotyczyło tylko jej! Ale kiedy ich biedna skrzatka gotowała albo matka przyrządzała ciasto, a Erik znajdował się w pobliżu, też działy się różne dziwne przypadki...
- Wybacz, ale nic z tego. I tak zamieszczą twoje zdjęcie, właśnie dlatego, że nie masz osiemdziesięciu lat. Pozostaje iść w kamuflażu. Damy ci perukę ze złotymi lokami i różową sukienkę, jestem pewna, że nikt się nie zorientuje – oświadczyła z poważną miną. Sto dziewięćdziesiąt dwa centymetry wzrostu, zapewne jakiś olbrzym wśród przodków. Nikt nic nie będzie podejrzewał. Ani trochę.
Ale całkiem na poważnie Brenna odnotowała sobie w myślach, aby dorwać w Biurze kogoś, kto zna się trochę na klątwach i dowiedzieć się, czy takie klątwy dało się rzucić. Zapach spalenizny wciąż wwiercał się w jej wrażliwy nos, a patelnia… Cóż, nie, nie będzie jej szorować ręcznie.
- Chłoszczyć – rzuciła wyciągając różdżkę. Ręcznie by się tego przypalenia nie pozbyła. A raczej by się pozbyła, ale nie miała ochoty przeznaczać na to godziny. – Po kiego z budżetu? Sama mogę je przeprowadzić. Tak ich wytresuję, że żaden przecinek im nie umknie. Wprowadzimy specjalny system nagród i kar. Ładnie napisałeś raport, ciocia Brenna daje ci cukierka. Źle napisałeś raport, ciocia Brenna wysyła cię do kąta i wszyscy wiedzą, czemu tam trafiłeś…
Być może marnowała się w BUM.
Może powinna robić karierę przedszkolanki.
- Ale pomyśl, ilu gości by to sprowadziło! – stwierdziła z rozbawieniem, doskonale słyszalnym w głosie. – Ale dobrze, pozostawię je te zdjęcia w szufladzie, jako plan awaryjny. Mam zresztą inne pomysły. W każdym razie, ty możesz oczarować tego i owego, żeby dorzucił coś jako fanty do licytacji… Myślałam, że torty zamówimy u Nory i może zatrudnimy kelnerów, bo skrzat nie da sobie rady sam z obsługą całego przyjęcia. Przydałoby się też znaleźć kogoś do dodatkowej ochrony. I porozmawiać z głową rodu, o zapieczętowaniu przejść w głąb domu. Masz jakąś ideę na dekoracje?
Zasadniczo „inne pomysły” to była diabelska idea, jaka przyszła jej do głowy.
Wystawi na licytację kolację z Erikiem.
Uniosła tosta do ust. Biorąc gryza, spojrzała na brata z namysłem, rozważając, czy informować go, że właśnie został gwoździem programu. Ale wtedy popsułaby niespodziankę…
- Może to duch kuchennej i dlatego nie wychodzi z kuchni. Ale musi być to jakoś związane z tobą, bo gdy wczoraj gotowałam makaron, wszystko było w porządku. Za to przedwczoraj, kiedy robiłam śniadanie, a ty zajrzałeś, czy jestem gotowa do pracy…
Wyrzuciła w górę ręce, jakby chcąc w ten sposób zobrazować: BUM! Wprawdzie wybuch nie był poważny, ale ledwo Erik zbliżył się do środka, patelnia, na której robiła jajecznicę, zaczęła się palić. Tak, Brenna nie bez powodów zawsze gotując miała pod ręką różdżkę… I żeby to dotyczyło tylko jej! Ale kiedy ich biedna skrzatka gotowała albo matka przyrządzała ciasto, a Erik znajdował się w pobliżu, też działy się różne dziwne przypadki...
- Wybacz, ale nic z tego. I tak zamieszczą twoje zdjęcie, właśnie dlatego, że nie masz osiemdziesięciu lat. Pozostaje iść w kamuflażu. Damy ci perukę ze złotymi lokami i różową sukienkę, jestem pewna, że nikt się nie zorientuje – oświadczyła z poważną miną. Sto dziewięćdziesiąt dwa centymetry wzrostu, zapewne jakiś olbrzym wśród przodków. Nikt nic nie będzie podejrzewał. Ani trochę.
Ale całkiem na poważnie Brenna odnotowała sobie w myślach, aby dorwać w Biurze kogoś, kto zna się trochę na klątwach i dowiedzieć się, czy takie klątwy dało się rzucić. Zapach spalenizny wciąż wwiercał się w jej wrażliwy nos, a patelnia… Cóż, nie, nie będzie jej szorować ręcznie.
- Chłoszczyć – rzuciła wyciągając różdżkę. Ręcznie by się tego przypalenia nie pozbyła. A raczej by się pozbyła, ale nie miała ochoty przeznaczać na to godziny. – Po kiego z budżetu? Sama mogę je przeprowadzić. Tak ich wytresuję, że żaden przecinek im nie umknie. Wprowadzimy specjalny system nagród i kar. Ładnie napisałeś raport, ciocia Brenna daje ci cukierka. Źle napisałeś raport, ciocia Brenna wysyła cię do kąta i wszyscy wiedzą, czemu tam trafiłeś…
Być może marnowała się w BUM.
Może powinna robić karierę przedszkolanki.
- Ale pomyśl, ilu gości by to sprowadziło! – stwierdziła z rozbawieniem, doskonale słyszalnym w głosie. – Ale dobrze, pozostawię je te zdjęcia w szufladzie, jako plan awaryjny. Mam zresztą inne pomysły. W każdym razie, ty możesz oczarować tego i owego, żeby dorzucił coś jako fanty do licytacji… Myślałam, że torty zamówimy u Nory i może zatrudnimy kelnerów, bo skrzat nie da sobie rady sam z obsługą całego przyjęcia. Przydałoby się też znaleźć kogoś do dodatkowej ochrony. I porozmawiać z głową rodu, o zapieczętowaniu przejść w głąb domu. Masz jakąś ideę na dekoracje?
Zasadniczo „inne pomysły” to była diabelska idea, jaka przyszła jej do głowy.
Wystawi na licytację kolację z Erikiem.
Uniosła tosta do ust. Biorąc gryza, spojrzała na brata z namysłem, rozważając, czy informować go, że właśnie został gwoździem programu. Ale wtedy popsułaby niespodziankę…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.