13.06.2024, 21:02 ✶
Nie, mugole mieli lepiej i byli lepsi, dokładnie tak! Jak mógłby mówić cokolwiek innego, skoro to wokół nich czuł się swobodnie, jak w domu, to ich najlepiej rozumiał i oni najlepiej rozumieli jego. Rosół robiony własnymi rękami matki smakował dużo lepiej niż czarodziejskie potrawy w restauracjach. Tak, przy tym będzie ostawać do końca życia, już na zawsze.
Są koneserzy latania na miotle, ale on ewidentnie do nich nie należał. Z resztą czy Nikolai należał? Pod ręką miał dużo lepszy środek transportu. No i jaki respekt by budziło gdyby przyleciał gdzieś na hipogryfie!
Spróbował mu wytłumaczyć, trochę się plącząc, ale widział po oczach, że jego przemowa nie była na tyle składna i sensowna, żeby wywołać za tymi pięknymi oczyma jakąkolwiek myśl dającą znać, że rozumie o czym mówi. No nic.... Westchnął i zaśmiał się. Wszystko było dużo prostsze niż się wydawało, a Neil idealnie wiedział, ze Nikolai rozpozna samochód, jeszcze jak dostał kolor, to już w ogóle.
-Dokładnie tak.- pokiwał mu głową i odebrał torbę. Dopił herbatę, zapakował się i w końcu wyszli z domu, znów do lasu.
-No wiesz... Czerwone to szybkie, prawda? Wszystko co bojowe i szybkie jest czerwone. Czasami jeszcze czarne, ale patrząc na konne wyścigi to więcej tam rudzielców niż karych czy siwków. Czerwone.- zakończył podsumowując ze wzruszeniem ramionami. No oczywiste, że czerwone to szybkie, a zielone to hipisi.
-Swoją drogą ty musisz prowadzić, ja nie mam pojęcia gdzie jestem...- dodał, lekko zawstydzony, wskazując dłonią przed sobą, żeby się Petrov nie krępował z przejęciem roli lidera spaceru.
-Swoją drogą, wiesz może gdzie w tym lesie są brzozy? Ich liście też by mi się przydały, a jakoś tak nie umiałem ich wyłapać spojrzeniem. Niby takie charakterystyczne.- działanie odkażające i moczopędne zawsze było mile widziane, oczywiście w granicach rozsądku, ale zimą jak najbardziej się przyda, kiedy cała rodzina zgodnie dostanie wilka od siedzenia na zimnie, bo krowy same się nie wydoją.
Są koneserzy latania na miotle, ale on ewidentnie do nich nie należał. Z resztą czy Nikolai należał? Pod ręką miał dużo lepszy środek transportu. No i jaki respekt by budziło gdyby przyleciał gdzieś na hipogryfie!
Spróbował mu wytłumaczyć, trochę się plącząc, ale widział po oczach, że jego przemowa nie była na tyle składna i sensowna, żeby wywołać za tymi pięknymi oczyma jakąkolwiek myśl dającą znać, że rozumie o czym mówi. No nic.... Westchnął i zaśmiał się. Wszystko było dużo prostsze niż się wydawało, a Neil idealnie wiedział, ze Nikolai rozpozna samochód, jeszcze jak dostał kolor, to już w ogóle.
-Dokładnie tak.- pokiwał mu głową i odebrał torbę. Dopił herbatę, zapakował się i w końcu wyszli z domu, znów do lasu.
-No wiesz... Czerwone to szybkie, prawda? Wszystko co bojowe i szybkie jest czerwone. Czasami jeszcze czarne, ale patrząc na konne wyścigi to więcej tam rudzielców niż karych czy siwków. Czerwone.- zakończył podsumowując ze wzruszeniem ramionami. No oczywiste, że czerwone to szybkie, a zielone to hipisi.
-Swoją drogą ty musisz prowadzić, ja nie mam pojęcia gdzie jestem...- dodał, lekko zawstydzony, wskazując dłonią przed sobą, żeby się Petrov nie krępował z przejęciem roli lidera spaceru.
-Swoją drogą, wiesz może gdzie w tym lesie są brzozy? Ich liście też by mi się przydały, a jakoś tak nie umiałem ich wyłapać spojrzeniem. Niby takie charakterystyczne.- działanie odkażające i moczopędne zawsze było mile widziane, oczywiście w granicach rozsądku, ale zimą jak najbardziej się przyda, kiedy cała rodzina zgodnie dostanie wilka od siedzenia na zimnie, bo krowy same się nie wydoją.