13.06.2024, 22:08 ✶
No cóż. Niestety z niektórymi faktami kłócić się nie mógł, a nawet gdyby i tak się kłócił, to pewnie spędziliby ten dzień na staniu w korytarzu i wymienianiu się złośliwościami.
Pokrecił głową.
– Randka? Nie, po prostu niektórzy wyglądają dobrze, nawet gdy zostają w domu moja droga. Taki dar od bogów. – Mógł jej zaufać we wszystkim, opowiedzieć o każdym swoim problemie, ale... Ale chyba nie był w stanie powiedzieć jej o tej drobnej sprawie, przez którą wyglądał dzisiaj, tak jak wyglądał. Było mu zbyt głupio. Może gdyby zdobył się na odwagę, gdy tylko wrócił z Francji, lub gdy dostał pierwszy list... A tak to nie dość, że musiałby się tłumaczyć z tego wszystkiego, to jeszcze z faktu, że tak długo to przed nimi ukrywał. Lepiej było milczeć. Listy kiedyś przestaną przychodzić.
O nie, nie, nie. Znał ten uśmiech. Za żadne skarby nie odpowiadał na to pytanie wprost. Nie z nim takie numery.
– Lottie, jestem zdania, że nawet w wieku stu lat będziesz w stanie znaleźć się na okładce Czarownicy, jako najbardziej olśniewająco czarownica Wielkiej Brytanii, ale jednak kiedy teraz z tobą rozmawiam odczuwam pewny błąd poznawczy. – A tak poza tym to młodziutka twarz przyjaciółki, wręcz boleśnie przypominała mu o tym, że on młodszy już nie będzie. Z całej siły powstrzymał się, aby nie unieść palców do czoła i dotykiem nie sprawdzić, czy jedna ze zmarszczek nagle się nie pogłębiła.
– Hm... Jestem pewny, że nikt i tak by mu nie uwierzył, gdyby powiedział, że to nastolatka to zrobiła, więc... – Zawiesił głos podchodząc do ukrytego w globusie barku, taki był ekstrawagancki, by wyciągnąć z niego dwa kieliszki i szampana. On jak coś mógłby potwierdzić, że Charlotte cały czas była tu z nim. – Ludzie bywają obrzydliwi.
Jednak na wzmiankę o miejscu zamieszkania, Selwyn, w przeciwieństwie do pogody za oknem, nieco rozchmurzył się.
– Tu nie chodzi o samych mugoli Lottie – powiedział, podając jej napełniony już alkoholem kieliszek, a sam usiadł na fotelu obok. Może powinien mieć więc obiekcji wobec dawania nastolatkom szampana, ale po pierwsze, to nie była nastolatka, a Charlotte, która za takie wahania pewnie by go zabiła, a po drugie gdy oboje byli w jej wieku, to sami podkradali alkohol z barków rodziców, gdy ci akurat postanowili się spotkać. Jonathan zerknął przez okno. Na dworze panowała burza, ale miasto nie traciło nic ze swojego uroku. – Jesteśmy w samym sercu Londynu. Niedaleko West Endu i... Wszystkiego. Nie mów, że nie czułaś tego życia, które bije z tego miejsca! Tego śpiewu!
Pokrecił głową.
– Randka? Nie, po prostu niektórzy wyglądają dobrze, nawet gdy zostają w domu moja droga. Taki dar od bogów. – Mógł jej zaufać we wszystkim, opowiedzieć o każdym swoim problemie, ale... Ale chyba nie był w stanie powiedzieć jej o tej drobnej sprawie, przez którą wyglądał dzisiaj, tak jak wyglądał. Było mu zbyt głupio. Może gdyby zdobył się na odwagę, gdy tylko wrócił z Francji, lub gdy dostał pierwszy list... A tak to nie dość, że musiałby się tłumaczyć z tego wszystkiego, to jeszcze z faktu, że tak długo to przed nimi ukrywał. Lepiej było milczeć. Listy kiedyś przestaną przychodzić.
O nie, nie, nie. Znał ten uśmiech. Za żadne skarby nie odpowiadał na to pytanie wprost. Nie z nim takie numery.
– Lottie, jestem zdania, że nawet w wieku stu lat będziesz w stanie znaleźć się na okładce Czarownicy, jako najbardziej olśniewająco czarownica Wielkiej Brytanii, ale jednak kiedy teraz z tobą rozmawiam odczuwam pewny błąd poznawczy. – A tak poza tym to młodziutka twarz przyjaciółki, wręcz boleśnie przypominała mu o tym, że on młodszy już nie będzie. Z całej siły powstrzymał się, aby nie unieść palców do czoła i dotykiem nie sprawdzić, czy jedna ze zmarszczek nagle się nie pogłębiła.
– Hm... Jestem pewny, że nikt i tak by mu nie uwierzył, gdyby powiedział, że to nastolatka to zrobiła, więc... – Zawiesił głos podchodząc do ukrytego w globusie barku, taki był ekstrawagancki, by wyciągnąć z niego dwa kieliszki i szampana. On jak coś mógłby potwierdzić, że Charlotte cały czas była tu z nim. – Ludzie bywają obrzydliwi.
Jednak na wzmiankę o miejscu zamieszkania, Selwyn, w przeciwieństwie do pogody za oknem, nieco rozchmurzył się.
– Tu nie chodzi o samych mugoli Lottie – powiedział, podając jej napełniony już alkoholem kieliszek, a sam usiadł na fotelu obok. Może powinien mieć więc obiekcji wobec dawania nastolatkom szampana, ale po pierwsze, to nie była nastolatka, a Charlotte, która za takie wahania pewnie by go zabiła, a po drugie gdy oboje byli w jej wieku, to sami podkradali alkohol z barków rodziców, gdy ci akurat postanowili się spotkać. Jonathan zerknął przez okno. Na dworze panowała burza, ale miasto nie traciło nic ze swojego uroku. – Jesteśmy w samym sercu Londynu. Niedaleko West Endu i... Wszystkiego. Nie mów, że nie czułaś tego życia, które bije z tego miejsca! Tego śpiewu!