Inferius spłonął doszczętnie. Jeden z problemów mieli z głowy. Jarał się kawałek dalej od nich, nie utrudniając za bardzo możliwości przemieszczania się dalej. Nicholas był już przyzwyczajony do obecności różnych zapachów i woni czarnej magii.
Cisza jaka zapadła na nowo, została przerwana przez decyzję Rodolphusa. Nicholas spojrzał w jego kierunku, aktywując swoją różdżką światło. Skoro Atreus miał iść znów przed nimi, nie oponował. Aurorskie mięso armatnie najlepiej puścić przodem. Niech wykonuje swoje zadanie. Travers na moment przyglądał się Lestrange’owi, dla pewności czy doszedł do siebie wystarczająco. Jeżeli tak było, ruszył za Bulstrode’m, który teleportował się przed nim.
Dalsza droga zaczynała być mniej uciążliwa, kiedy korytarz się poszerzał wzdłuż i wszerz. Dzięki temu nie trzeba było łamać sobie kręgosłupa a móc się wyprostować. Zdecydowana ulga. Martwiąca jednak była długość trasy i głębokość jaskini. Końca nie było widać do momentu ujrzenia jakiejś groty. Znajome dźwięki. Nicholas westchnął na myśl o tym, że będzie trzeba znów zająć się tymi Inferiusami. Armią, gromadą, nie wiadomo jak dużą liczebnością.
Bulstrode zaczął jako pierwszy, rzucając ogniste zaklęcie, które pognało do celu. Mając już przykład z wcześniejszej sytuacji, Nicholas uniósł swoją różdżkę i również rzucił mocniejsze zaklęcie ognia w kierunku wnętrza groty. Uważając przy tym, aby nie zranić towarzysza. Wybrał na to bezpieczniejszą odległość.
Rzut na kształtowanie, zaklęcie ognia.
Slaby sukces...
Akcja nieudana