14.06.2024, 11:01 ✶
– Słuchaj... oboje wiemy, że ja czy Ty sięgnęlibyśmy po każdą możliwość by przegnać widma z Kniei, a tych, którzy to zrobili skazali na los podobny do tych, który spotkał płaczącą ziemię. – Pogodny i życzliwy ton Samuela nieoczekiwanie zaciągnął się powagą i mrokiem, której raczej nikt nie spodziewałby się po chłopaku. Dla McGonagalla nie było w tym miejscu żadnych kompromisów. Wiedział, że czarnoksiężnicy, którzy to zrobili, wykorzystali magię Kniei do swoich celów i zostawili ją poranioną. Żaden cel nie mógłby uświęcić takiego środka. – Więc może Ci, którzy głowią się jak ją załatać... – blask krwi Blacków przeminął tak gwałtownie jak się pojawił – Nie chcą ranić kogoś innego przy tym. A potrzeba pewnie energii, bardzo dużo energii, by to zamknąć. Nie wiem Rose, to dopiero pierwszy miesiąc. Nie umieraj zbyt szybko co? – rzucił do niej nieśmiały uśmiech, ale też przy okazji zrozumiał mocno czemu próbowała wymóc na nim przysięgę.
I choćby Greengrassowie mieli swoje metody (w to nie wątpił) to on miał swoje, ptasie ciało, którym przemierzał czasami czubki drzew. Ale był tchórzem, nie zajrzał głębiej, nie chciał prosić się o problemy, o śmierć niezasłużoną. Z drugiej strony unikał grup poszukiwawczych które działały w maju, nie służył im pomocą i doświadczeniem, w myśl złotej zasady jego matki. Nie angażuj się. Jego sumienie go zjadało...
Doszli na wrzosowiska trochę w milczeniu, bo chłopak musiał poukładać sobie rzeczy. Poprowadził ją do jednego z bardziej zrujnowanych domków, których dawne ściany mogły spokojnie robić za ławkę. Tu mogli rozmawiać swobodnie. Tu mogli patrzeć na ciemną ścianę cierpiącego lasu i cierpieć razem z nim.
– Obiecuję Ci Rose – powiedział nagle, przebijając nocną bańkę cieszy, nie patrząc nawet na nią tylko na drzewa, ale dla niego Greengrassówna była już częścią lasu, jej korzenie sięgały korzeni wzbijających się ku niebu drzew. – Obiecuję, że nie wejdę tam sam jeden. Nie będę się narażał i próbował rozwiązać sprawy na własną rękę. Wiem jak działa mrówkojad i jak działają mrówki, wiem że nie jestem mrówkojadem. Ale jeśli zbiorą się ludzie, którzy będą mieli pomysł jak przegonić widma... myślałem o tym dużo i zgłoszę się wiesz? Żeby pomóc – trzymał swoje zielone, kwitnące serce o lekko nadsuszonych sytuacją liściach na swoich dłoniach i pokazywał jej. Taki był. Kochał las, ale też nie był w stanie więcej odmawiać pomocy ludziom. Szczególnie teraz, szczególnie gdy Knieja nie potrafiła obronić się sama.
I choćby Greengrassowie mieli swoje metody (w to nie wątpił) to on miał swoje, ptasie ciało, którym przemierzał czasami czubki drzew. Ale był tchórzem, nie zajrzał głębiej, nie chciał prosić się o problemy, o śmierć niezasłużoną. Z drugiej strony unikał grup poszukiwawczych które działały w maju, nie służył im pomocą i doświadczeniem, w myśl złotej zasady jego matki. Nie angażuj się. Jego sumienie go zjadało...
Doszli na wrzosowiska trochę w milczeniu, bo chłopak musiał poukładać sobie rzeczy. Poprowadził ją do jednego z bardziej zrujnowanych domków, których dawne ściany mogły spokojnie robić za ławkę. Tu mogli rozmawiać swobodnie. Tu mogli patrzeć na ciemną ścianę cierpiącego lasu i cierpieć razem z nim.
– Obiecuję Ci Rose – powiedział nagle, przebijając nocną bańkę cieszy, nie patrząc nawet na nią tylko na drzewa, ale dla niego Greengrassówna była już częścią lasu, jej korzenie sięgały korzeni wzbijających się ku niebu drzew. – Obiecuję, że nie wejdę tam sam jeden. Nie będę się narażał i próbował rozwiązać sprawy na własną rękę. Wiem jak działa mrówkojad i jak działają mrówki, wiem że nie jestem mrówkojadem. Ale jeśli zbiorą się ludzie, którzy będą mieli pomysł jak przegonić widma... myślałem o tym dużo i zgłoszę się wiesz? Żeby pomóc – trzymał swoje zielone, kwitnące serce o lekko nadsuszonych sytuacją liściach na swoich dłoniach i pokazywał jej. Taki był. Kochał las, ale też nie był w stanie więcej odmawiać pomocy ludziom. Szczególnie teraz, szczególnie gdy Knieja nie potrafiła obronić się sama.