14.06.2024, 19:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2024, 19:23 przez Charlotte Kelly.)
Spojrzenie Charlotte było pełne powątpiewania. Och, jasne, Selwyn był tym denerwującym rodzajem mężczyzny, który mógł wyglądać dobrze nawet uchlany niemal do nieprzytomności, i wiek póki co wcale nie odcisnął na nim swojego piętna w znaczący sposób, ale ona też znała te wszystkie specyfiki od Potterów, tak samo jak doskonale orientowała się w jego garderobie. (Zajrzenie mu do szafy, by popatrzeć, co kupił sobie ostatnio, wcale nie było czymś, czego by się nie dopuściła, z szacunku do prywatności gospodarza.)
No cóż, może postanowił po prostu się wystroić. Jej też zdarzało się założyć najlepszą sukienkę tylko dlatego, że uznała, że będzie malowniczo wyglądać stojąc w niej na balkonie i popijając wino.
– Sprytna odpowiedź, Johny. Nie żebym się nie spodziewała – roześmiała się, przyjmując od niego szampana, teraz w jednej dłoni trzymając papierosa, a w drugiej wysoki kieliszek. Jonathan nigdy nie wpadał w takie pułapki, bo był może Gryfonem i czasem – zdaniem Charlotte przynajmniej – po gryfońsku wyłączał myślenie, ale potrafił być też niesamowicie sprytny. – Nie martw się, nieważne, czy wyglądam na szesnaście czy trzydzieści lat… - …bo oczywiście na czterdzieści trzy absolutnie nie wyglądała, przynajmniej nie we własnym mniemaniu… - …zawsze jestem równie urzekająca, błyskotliwa oraz zabawna – wyrecytowała i uniosła naczynie do ust. Mogłaby też wspomnieć, że zawsze jest równie okropną osobą, ale przecież tym nie zamierzała się przechwalać. – Och, czy to nie ten prezent od stryjenki Octavii? – zapytała, gdy wypiła zawartość i obejrzała naczynie pod światło.
– Pewnie, że nikt by mu nie uwierzył, zwłaszcza gdyby opowiadał o magii.
Do kodeksu tajności Charlotte miała bardzo lekki stosunek. Mianowicie uważała, że nie używa się magii przy mugolach, kiedy istnieje duża szansa, że cię za to złapią. A prawdę powiedziawszy, szansa zwykle była mała. Dzisiaj natomiast? Wyglądała na szesnaście lat! Kto skojarzyłby wybryki nastolatki z pracownicą Ministerstwa po czterdziestce?
– Czy nie lubimy kogoś w Ministerstwie? Mogłabym pójść dziś do jego żony i powiedzieć, że szukam mojego taty – oświadczyła w przypływie natchnienia, podsuwając Jonathanowi kieliszek bardzo sugestywnym gestem i sygnalizując, że chce więcej alkoholu. Potrzebowała całego, cholernego morza alkoholu. – Obawiam się, że na ulicy nikt nie śpiewał, za to gdy tutaj szłam, minęłam jakiegoś bezdomnego, sikającego w bramie – powiedziała Charlotte bezlitośnie. Jak na kogoś, kto wyszedł za mugolaka, patrzyła na mugoli i mugolski świat trochę z góry. Ale cóż, nie biegała za nimi ciskając cruciatusy i pierwsza rzucała się z zębami i pazurami na jakieś tam próby ograniczania praw mugolaków, bo w końcu jej dzieci nie były czystej krwi.
No cóż, może postanowił po prostu się wystroić. Jej też zdarzało się założyć najlepszą sukienkę tylko dlatego, że uznała, że będzie malowniczo wyglądać stojąc w niej na balkonie i popijając wino.
– Sprytna odpowiedź, Johny. Nie żebym się nie spodziewała – roześmiała się, przyjmując od niego szampana, teraz w jednej dłoni trzymając papierosa, a w drugiej wysoki kieliszek. Jonathan nigdy nie wpadał w takie pułapki, bo był może Gryfonem i czasem – zdaniem Charlotte przynajmniej – po gryfońsku wyłączał myślenie, ale potrafił być też niesamowicie sprytny. – Nie martw się, nieważne, czy wyglądam na szesnaście czy trzydzieści lat… - …bo oczywiście na czterdzieści trzy absolutnie nie wyglądała, przynajmniej nie we własnym mniemaniu… - …zawsze jestem równie urzekająca, błyskotliwa oraz zabawna – wyrecytowała i uniosła naczynie do ust. Mogłaby też wspomnieć, że zawsze jest równie okropną osobą, ale przecież tym nie zamierzała się przechwalać. – Och, czy to nie ten prezent od stryjenki Octavii? – zapytała, gdy wypiła zawartość i obejrzała naczynie pod światło.
– Pewnie, że nikt by mu nie uwierzył, zwłaszcza gdyby opowiadał o magii.
Do kodeksu tajności Charlotte miała bardzo lekki stosunek. Mianowicie uważała, że nie używa się magii przy mugolach, kiedy istnieje duża szansa, że cię za to złapią. A prawdę powiedziawszy, szansa zwykle była mała. Dzisiaj natomiast? Wyglądała na szesnaście lat! Kto skojarzyłby wybryki nastolatki z pracownicą Ministerstwa po czterdziestce?
– Czy nie lubimy kogoś w Ministerstwie? Mogłabym pójść dziś do jego żony i powiedzieć, że szukam mojego taty – oświadczyła w przypływie natchnienia, podsuwając Jonathanowi kieliszek bardzo sugestywnym gestem i sygnalizując, że chce więcej alkoholu. Potrzebowała całego, cholernego morza alkoholu. – Obawiam się, że na ulicy nikt nie śpiewał, za to gdy tutaj szłam, minęłam jakiegoś bezdomnego, sikającego w bramie – powiedziała Charlotte bezlitośnie. Jak na kogoś, kto wyszedł za mugolaka, patrzyła na mugoli i mugolski świat trochę z góry. Ale cóż, nie biegała za nimi ciskając cruciatusy i pierwsza rzucała się z zębami i pazurami na jakieś tam próby ograniczania praw mugolaków, bo w końcu jej dzieci nie były czystej krwi.