15.06.2024, 00:06 ✶
- No tak, my nie skrzaty, nie pójdziemy sobie jak nam dasz skarpetkę - zachichotał w kubek z własnego żartu, chyba powinien się niedługo zdrzemnąć, skoro tak bawiły go własne dowcipy.
- Nie robiłbym tego z wielką chęcią, tylko wiesz, dla większego dobra, żal byłoby odwiedzać cię w Mungu bo padłaś z przemęczenia - odetchnął, nie był chyba najlepszą osobą do prawienia kazań na temat dbania o siebie, ale czymże byłby świat gdyby nie odrobina hipokryzji. Może by miał większą siłę przebicia, gdyby nie fakt, ze dbał o siebie tak samo jak Voldemort o bezpieczeństwo mugoli. Cóż, nie było to aż tak istotne, nie wyglądała co prawda na chronicznie przemęczoną jak tak ją obserwował - ale kto zabroniłby mu się martwić o ludzi, którzy są mu bliscy? Westchnął. - Po prostu o siebie dbaj, jesteś dorosła i wiesz co dla ciebie najlepsze - dodał jeszcze wiedząc, że to będzie ciężki temat do dyskusji.
Pokiwał głową kiedy przedstawiła mu plan na działanie. Co prawda to dość dużo sobą jak na jednego poltergeista, ale nie zamierzał oponować, może ten był wyjątkowo agresywnie nastawiony, nie to co Irytek.
- Całkiem pracowicie, będziemy się uwijać jak pszczoły w nowym ulu, żeby dostosować go do użytku - pokiwał głową słuchając jej wywodu na temat tego jakie prace mają zaplanowane i co trzeba będzie kupić. Pokręcił głową.
- Na spokojnie, w czasie obiadu chyba będzie lepiej podjąć decyzję o tym co najpierw potrzebne do zakupu będzie. Jak już uporamy si z porannymi zadaniami - definitywnie trzeba będzie zakasać rękawy, aby ten dom nadał się jako kryjówka Zakonu, ale byli na dobrej drodze. Przecież to ich największa siła, wspólne działanie i pomaganie sobie.
Wiedziony jej pytaniem uniósł spojrzenie, pozwalając sobie na zapatrzenie się w obrazek, który prezentował się przed nim. Wschodzące promienie słońca, które powoli coraz bardziej rozświetlały okolicę. Niemalże dziki, zarośnięty ogród skryty w porannej mgle. Wciągnął głęboko powietrze przez nos, lubił ten zapach porannej rosy, był orzeźwiający. Uśmiechnął się pogrążony w nostalgii tej chwili. Ileż takich poranków już przeżył? Ile razy widział jak kolejny dzień wstaje - ale zawsze było to tak samo niezwykłym wydarzeniem dla niego. Ostatni raz w taki świat mógł podziwiać nim wprowadził się do Nory, jak jeszcze podczas podróży zajmował się łamaniem klątw tu i ówdzie. Sam już nie wiedział, dlaczego ten moment przywołał tak wiele wspomnień, może to kwestia, że wschodzące słońce dawało nadzieję na nowe lepsze jutro?
- Jest niesamowicie, mógłby podziwiać ten widok codziennie - wyrwało mu się w pewnej chwili nim otrząsnął się całkowicie ze swoich myśli. - Ogrodem zająć się możemy jak już skończymy z domem - dodał z lekkim śmiechem. To fakt, że i ogród wymagał nieco opiekuńczej ręki, ale na razie, był piękny taki jaki był. Tworzył swój niepowtarzalny klimat przez to jaki był zapuszczony.
- Nie robiłbym tego z wielką chęcią, tylko wiesz, dla większego dobra, żal byłoby odwiedzać cię w Mungu bo padłaś z przemęczenia - odetchnął, nie był chyba najlepszą osobą do prawienia kazań na temat dbania o siebie, ale czymże byłby świat gdyby nie odrobina hipokryzji. Może by miał większą siłę przebicia, gdyby nie fakt, ze dbał o siebie tak samo jak Voldemort o bezpieczeństwo mugoli. Cóż, nie było to aż tak istotne, nie wyglądała co prawda na chronicznie przemęczoną jak tak ją obserwował - ale kto zabroniłby mu się martwić o ludzi, którzy są mu bliscy? Westchnął. - Po prostu o siebie dbaj, jesteś dorosła i wiesz co dla ciebie najlepsze - dodał jeszcze wiedząc, że to będzie ciężki temat do dyskusji.
Pokiwał głową kiedy przedstawiła mu plan na działanie. Co prawda to dość dużo sobą jak na jednego poltergeista, ale nie zamierzał oponować, może ten był wyjątkowo agresywnie nastawiony, nie to co Irytek.
- Całkiem pracowicie, będziemy się uwijać jak pszczoły w nowym ulu, żeby dostosować go do użytku - pokiwał głową słuchając jej wywodu na temat tego jakie prace mają zaplanowane i co trzeba będzie kupić. Pokręcił głową.
- Na spokojnie, w czasie obiadu chyba będzie lepiej podjąć decyzję o tym co najpierw potrzebne do zakupu będzie. Jak już uporamy si z porannymi zadaniami - definitywnie trzeba będzie zakasać rękawy, aby ten dom nadał się jako kryjówka Zakonu, ale byli na dobrej drodze. Przecież to ich największa siła, wspólne działanie i pomaganie sobie.
Wiedziony jej pytaniem uniósł spojrzenie, pozwalając sobie na zapatrzenie się w obrazek, który prezentował się przed nim. Wschodzące promienie słońca, które powoli coraz bardziej rozświetlały okolicę. Niemalże dziki, zarośnięty ogród skryty w porannej mgle. Wciągnął głęboko powietrze przez nos, lubił ten zapach porannej rosy, był orzeźwiający. Uśmiechnął się pogrążony w nostalgii tej chwili. Ileż takich poranków już przeżył? Ile razy widział jak kolejny dzień wstaje - ale zawsze było to tak samo niezwykłym wydarzeniem dla niego. Ostatni raz w taki świat mógł podziwiać nim wprowadził się do Nory, jak jeszcze podczas podróży zajmował się łamaniem klątw tu i ówdzie. Sam już nie wiedział, dlaczego ten moment przywołał tak wiele wspomnień, może to kwestia, że wschodzące słońce dawało nadzieję na nowe lepsze jutro?
- Jest niesamowicie, mógłby podziwiać ten widok codziennie - wyrwało mu się w pewnej chwili nim otrząsnął się całkowicie ze swoich myśli. - Ogrodem zająć się możemy jak już skończymy z domem - dodał z lekkim śmiechem. To fakt, że i ogród wymagał nieco opiekuńczej ręki, ale na razie, był piękny taki jaki był. Tworzył swój niepowtarzalny klimat przez to jaki był zapuszczony.