14.06.2024, 20:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2024, 20:59 przez Florence Bulstrode.)
Ogród, dopadam Perseusa
Można było się sprzeczać, czy Perseus Black miał szczęście, czy pecha, że Florence Bulstrode dostrzegła go akurat chwilę przed tym, jak zdążył przedstawić się Elliotowi jako pan Malfoy, były Minister Magii. Ruszyła ku niemu, unosząc jedną dłonią materiał czerwone sukni, nie chcąc, by sunął po ziemi. Zdziwiło ją trochę, że nie widzi u jego boku panny młodej, ale być może tak będzie lepiej.
– Można na słowo? Na osobności, Perseusie – powiedziała, tonem który niby wskazywał na pytanie, ale też na to, że odpowiedzi odmownej nie przyjmie łatwo. Perseus był równy jej pod każdym względem, wieku, wykształcenia i pochodzenia, i nie było żadnych powodów, aby mogła traktować go z góry, i doskonale o tym wiedziała. Ale ot zawsze miała stanowcze usposobienie, a poza tym jeśli życzył sobie rozmawiać w pobliżu innych ludzi, oczywiście mogła to zrobić. Ot nie chciała wywoływać sceny na weselu. Kolejnej z wielu scen, po masowych przemianach w kapibary, bójkach i bogowie wiedzieli czym jeszcze. Całe szczęście, że Florence nie miała okazji zobaczyć wszystkich, weselnych dramatów…
– Czy serwowane gościom drinki to niefortunna pomyłka, objaw poczucia humoru wyjątkowo niskich lotów czy może Blackowie postanowili upokorzyć swoich gości? – spytała, zwodniczo łagodnie, bo w istocie była zirytowana i to mocno, a zirytowanie nie towarzyszyło przecież Florence często. Mogłaby też zapytać, czy to Black oszalał, czy może jego żona była kretynką, ale Florence uważała się za damę i oczywiście takie słowa nie przeszłyby jej przez usta. – A może ktoś postanowił zrujnować wesele?
Była kochanka Perseusa, rodzina byłego męża Vespery, któreś z Malfoyów, którzy stawili się tu w komplecie, i zrobili zamieszanie, bo uznali, że upokorzono tutaj Eunice i cały ród przy okazji, ślubem w trzy miesiące po rozwodzie – to też musiała brać pod uwagę, że on był tutaj ofiarą, i być może nie zasługiwał na to duszenie, które mu obiecano.
– Dzięki tym zabawnym drinkom, jutro prasa rzuci się na moją rodzinę jak stado rozwścieczonych hien, a kto wie, czy panna młoda zaraz nie postanowi uciec z kelnerem – dodała chłodno. Och, chyba że o tym wiedziała. Bo jeżeli nie, któż to wie, czy nie wypije zaraz czegoś i nie zakocha się w serwującym drinka kelnerze?
Można było się sprzeczać, czy Perseus Black miał szczęście, czy pecha, że Florence Bulstrode dostrzegła go akurat chwilę przed tym, jak zdążył przedstawić się Elliotowi jako pan Malfoy, były Minister Magii. Ruszyła ku niemu, unosząc jedną dłonią materiał czerwone sukni, nie chcąc, by sunął po ziemi. Zdziwiło ją trochę, że nie widzi u jego boku panny młodej, ale być może tak będzie lepiej.
– Można na słowo? Na osobności, Perseusie – powiedziała, tonem który niby wskazywał na pytanie, ale też na to, że odpowiedzi odmownej nie przyjmie łatwo. Perseus był równy jej pod każdym względem, wieku, wykształcenia i pochodzenia, i nie było żadnych powodów, aby mogła traktować go z góry, i doskonale o tym wiedziała. Ale ot zawsze miała stanowcze usposobienie, a poza tym jeśli życzył sobie rozmawiać w pobliżu innych ludzi, oczywiście mogła to zrobić. Ot nie chciała wywoływać sceny na weselu. Kolejnej z wielu scen, po masowych przemianach w kapibary, bójkach i bogowie wiedzieli czym jeszcze. Całe szczęście, że Florence nie miała okazji zobaczyć wszystkich, weselnych dramatów…
– Czy serwowane gościom drinki to niefortunna pomyłka, objaw poczucia humoru wyjątkowo niskich lotów czy może Blackowie postanowili upokorzyć swoich gości? – spytała, zwodniczo łagodnie, bo w istocie była zirytowana i to mocno, a zirytowanie nie towarzyszyło przecież Florence często. Mogłaby też zapytać, czy to Black oszalał, czy może jego żona była kretynką, ale Florence uważała się za damę i oczywiście takie słowa nie przeszłyby jej przez usta. – A może ktoś postanowił zrujnować wesele?
Była kochanka Perseusa, rodzina byłego męża Vespery, któreś z Malfoyów, którzy stawili się tu w komplecie, i zrobili zamieszanie, bo uznali, że upokorzono tutaj Eunice i cały ród przy okazji, ślubem w trzy miesiące po rozwodzie – to też musiała brać pod uwagę, że on był tutaj ofiarą, i być może nie zasługiwał na to duszenie, które mu obiecano.
– Dzięki tym zabawnym drinkom, jutro prasa rzuci się na moją rodzinę jak stado rozwścieczonych hien, a kto wie, czy panna młoda zaraz nie postanowi uciec z kelnerem – dodała chłodno. Och, chyba że o tym wiedziała. Bo jeżeli nie, któż to wie, czy nie wypije zaraz czegoś i nie zakocha się w serwującym drinka kelnerze?