14.06.2024, 23:51 ✶
W jej oczach Desmond i Oleander byli niczym stare małżeństwo, a że nie pracowała w sądzie rodzinnym, to nie interesowała się powodem, dla którego wzięli tymczasowy rozwód (tymczasowy, bo wierzyła, że ich konflikt nie jest na tyle poważny, by na zawsze przekreślać ich przyjaźń - przecież ona bezustannie kłóciła się z Lorettą o jej nowych facetów i zawsze się godziły, gdy okazywało się, że Severine miała co do nich rację, choć nigdy tego nie przyznawała). Chłopakowi jednak bardzo zależało na tym, aby się wygadać, może poskarżyć, więc zamierzała dać mu ku temu przestrzeń. Jeśli przy okazji miał jakieś brudy na tego wkurzającego gówniarza jej najwspanialszego braciszka, to nawet lepiej.
— Najpierw wolałabym poznać twoją wersję — odezwała się po chwili — Uznaj powiedzenie mi prawdy za moją zapłatę.
Bo przecież nie będzie rozmawiać z Oleandrem pro bono, o nie. Jeszcze takich chorych pomysłów zdezelowany ćpaniem umysł nie śmiał jej podsuwać. Jednocześnie nie miała w sobie na tyle autorefleksji, by odczuwać wstyd - no bo z jakiego powodu miałaby się wstydzić?
— Dobra, poczekaj tu — oświadczyła, powoli podnosząc się z kanapy. Teoretycznie głowę miała mocną, ale nawet największy weteran zachwieje się pod wpływem wyimaginowanego wiatru - szczególnie, że narzuciła sobie dość szybkie tempo. Tak więc korzystając ze wsparcia mebli wyszła na korytarz, a potem do kuchni, bowiem kłamała z sypialnią - don't shit where you eat do niej nie przemawiało i musiała robić na opak, dlatego też skrytkę z narkotykami umieściła w najbardziej oczywistym miejscu, jakim była cukiernica z etyką z zupełnie niezwracającym uwagę opisem - opium. Przyniosła je więc z powrotem do salonu, razem z dwiema eleganckimi fajkami, po czym postawiła narkotyk przed Desmondem z pewną dozą nabożeństwa.
— Najpierw wolałabym poznać twoją wersję — odezwała się po chwili — Uznaj powiedzenie mi prawdy za moją zapłatę.
Bo przecież nie będzie rozmawiać z Oleandrem pro bono, o nie. Jeszcze takich chorych pomysłów zdezelowany ćpaniem umysł nie śmiał jej podsuwać. Jednocześnie nie miała w sobie na tyle autorefleksji, by odczuwać wstyd - no bo z jakiego powodu miałaby się wstydzić?
— Dobra, poczekaj tu — oświadczyła, powoli podnosząc się z kanapy. Teoretycznie głowę miała mocną, ale nawet największy weteran zachwieje się pod wpływem wyimaginowanego wiatru - szczególnie, że narzuciła sobie dość szybkie tempo. Tak więc korzystając ze wsparcia mebli wyszła na korytarz, a potem do kuchni, bowiem kłamała z sypialnią - don't shit where you eat do niej nie przemawiało i musiała robić na opak, dlatego też skrytkę z narkotykami umieściła w najbardziej oczywistym miejscu, jakim była cukiernica z etyką z zupełnie niezwracającym uwagę opisem - opium. Przyniosła je więc z powrotem do salonu, razem z dwiema eleganckimi fajkami, po czym postawiła narkotyk przed Desmondem z pewną dozą nabożeństwa.