Zapłaci za zakupy? Bogata. Pytanie, z jakiego powodu. Istotność tego wynikała z tego, że Ururu był bardzo podejrzliwy. Bogaci byli wysoko postawieni pracownicy ministerstwa, czystokrwiści arystokraci... i inne podejrzane indywidua.
— Dziękuję — rzucił krótko nie chcąc wdawać się w szczegóły.
— Tak, poproszę... — odpowiedział czując dziwną pustkę w żołądku, która jako takim głodem nie była. Ale mózg upierał się, że skoro tyle czasu spędził w śpiączce, to trzeba było uzupełnić braki.
Ururu zamyślił się nad wypowiedzią Heather. Za jego czasów kwestia urodzenia miała jeszcze znaczenie, ale coraz częściej znane nazwiska nie szczyciły się znamienitym rodowodem. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i ambicje, zdecydowanie cieszyły go zwiększające się możliwości.
— Cóż, znacznie przeceniają Mugoli, to pewne — Ururu nie bał się o niemagiczny świat. Mieli przewagę liczebną, a i pewnie technologicznie rozwinęli się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Marquez nawet nie przypuszczał jak bardzo. Ale chętnie by się dowiedział.
Konsumpcja pomarańczy orzeźwiła go trochę. Zamyślił się na chwilę. Zastanowił, co teraz powinien zrobić ze sobą. W końcu obudził się po tylu latach... Czy ludzie, których wcześniej znał, wciąż tu gdzieś byli? Stracił cały dobytek, który, choć niewielki, zawierał ogrom jego notatek i książek.
W końcu umysł nie wytrzymał tylu nowości. Ostatnia cząstka pomarańczy potoczyła się po podłodze, gdy Ururu stracił przytomność.