15.06.2024, 00:02 ✶
Patrick nie wiedział, kiedy do jego uszu zaczęły docierać pierwsze szepty. Chyba było to po tym, jak po raz kolejny próbował uruchomić aurowidzenie i jak z nosa pociekła mu krew. Albo później, gdy opierał się rękoma o spękane mury kościoła i próbował w jałowej ziemi dostrzec coś, czego nie mógł zobaczyć. Pierwsza przyszła Clare. Gdybyś mnie naprawdę kochał, to nigdy nie pozwoliłbyś mi umrzeć! Kiedy się kogoś naprawdę kocha, można mu wybaczyć wszystko. Była rozczarowana, trochę obrażona, zła i niesprawiedliwa. Ale świadomość, że nie była prawdziwa działała otrzeźwiająco. Jesteś do mnie taki podobny, taki uderzająco podobny. Głos ojca miał cierpki posmak. Duma mieszała się w nim z szaleństwem.
Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem – odpowiadał mu w myślach, coraz głębiej orając palcami czarną ziemię. Wybrałeś nieodpowiednią stronę, synu. Gdybyś tylko nie miał tylu obiekcji… Głos Dumbledore’a był rozczarowany i pełen złości. Myślałem chłopcze, że masz więcej oleju w głowie. Nie wybrałem cię po to na swoją prawą rękę, byś wpuścił Voldemorta do Limbo! Babcia tylko zanosiła się szlochem. Sebastian był wściekły. Zawsze przychodzisz do mnie jak masz jakiś problem! Tylko wtedy! Florence okrutna i obojętna. Myślałeś, że będę na ciebie czekała całe życie? Mam dość ciebie i twoich problemów. Brenna chciała go zdradzić.
Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę, powtarzał jej w myślach. Już się nawet nie buntował przed jej zdradą. Już nie irytowało go, że pozostawała tak obrzydliwie nielojalna, że nawet nie zadała sobie trudu, by spróbować go zrozumieć. Orał paznokciami ziemię z nadzieją, że nie zaatakuje go zanim wreszcie nie znajdzie czaszki.
Jej odnalezienie było jak odkupienie. Patrick wiedział, że wyciągnięcie jej z ziemi, tak totalnie bez przygotowania było ryzykowane. Ale nie mieli czasu by się przygotować. Z każdą minutą to miejsce coraz bardziej na nich wpływało. Niszczyło ich, szeptało do nich, chciało ich zmusić do poddania się. Pomiędzy tym wszystkim, pomiędzy godzinami spędzonymi w ruinach kościoła, coraz bardziej przekonywał siebie, że albo oni zwyciężą, albo zostanę zwyciężeni.
A gdy przewrócił się na ziemię, bo zaklęcie chroniące ten przeklęty czarnomagiczny artefakt rozbłysło, poczuł ulgę. Ból głowy zelżał. Głosy ucichły. Świat wrócił na realności. Głosy wróciły, tym razem realne.
Patrick rzucił się by owinąć kryształową czaszkę koszulką. Podniósł wzrok na wstającego Atreusa.
- Już nie jesteś czarny. Nie jesteśmy czarni – wychrypiał.
Brenna jednak nie chciała go zdradzić. A krzyk Sebastiana, choć pełen pretensji, zabrzmiał dużo przyjaźniej niż pełne wściekłości szepty, które docierały do niego wcześniej. Trzymał w rękach owiniętą w koszulkę czaszkę i na razie pozostawał na tyle zmęczony, że nie był w stanie podnieść się z miejsca.
- Ja się już doigrałem – odpowiedział mu. – Jeśli poczujesz się lepiej to możesz mi przyłożyć.
/nie wykonuję postacią ataku, bo jako MG, nie będę rozsądzać własnych działań, także papryk jest tutaj dla dekoracji
Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem. Nie jestem – odpowiadał mu w myślach, coraz głębiej orając palcami czarną ziemię. Wybrałeś nieodpowiednią stronę, synu. Gdybyś tylko nie miał tylu obiekcji… Głos Dumbledore’a był rozczarowany i pełen złości. Myślałem chłopcze, że masz więcej oleju w głowie. Nie wybrałem cię po to na swoją prawą rękę, byś wpuścił Voldemorta do Limbo! Babcia tylko zanosiła się szlochem. Sebastian był wściekły. Zawsze przychodzisz do mnie jak masz jakiś problem! Tylko wtedy! Florence okrutna i obojętna. Myślałeś, że będę na ciebie czekała całe życie? Mam dość ciebie i twoich problemów. Brenna chciała go zdradzić.
Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę, powtarzał jej w myślach. Już się nawet nie buntował przed jej zdradą. Już nie irytowało go, że pozostawała tak obrzydliwie nielojalna, że nawet nie zadała sobie trudu, by spróbować go zrozumieć. Orał paznokciami ziemię z nadzieją, że nie zaatakuje go zanim wreszcie nie znajdzie czaszki.
Jej odnalezienie było jak odkupienie. Patrick wiedział, że wyciągnięcie jej z ziemi, tak totalnie bez przygotowania było ryzykowane. Ale nie mieli czasu by się przygotować. Z każdą minutą to miejsce coraz bardziej na nich wpływało. Niszczyło ich, szeptało do nich, chciało ich zmusić do poddania się. Pomiędzy tym wszystkim, pomiędzy godzinami spędzonymi w ruinach kościoła, coraz bardziej przekonywał siebie, że albo oni zwyciężą, albo zostanę zwyciężeni.
A gdy przewrócił się na ziemię, bo zaklęcie chroniące ten przeklęty czarnomagiczny artefakt rozbłysło, poczuł ulgę. Ból głowy zelżał. Głosy ucichły. Świat wrócił na realności. Głosy wróciły, tym razem realne.
Patrick rzucił się by owinąć kryształową czaszkę koszulką. Podniósł wzrok na wstającego Atreusa.
- Już nie jesteś czarny. Nie jesteśmy czarni – wychrypiał.
Brenna jednak nie chciała go zdradzić. A krzyk Sebastiana, choć pełen pretensji, zabrzmiał dużo przyjaźniej niż pełne wściekłości szepty, które docierały do niego wcześniej. Trzymał w rękach owiniętą w koszulkę czaszkę i na razie pozostawał na tyle zmęczony, że nie był w stanie podnieść się z miejsca.
- Ja się już doigrałem – odpowiedział mu. – Jeśli poczujesz się lepiej to możesz mi przyłożyć.
/nie wykonuję postacią ataku, bo jako MG, nie będę rozsądzać własnych działań, także papryk jest tutaj dla dekoracji