15.06.2024, 00:25 ✶
- Tak, na razie nie ma co się martwić na zapas. Co ma być to będzie - powiedział z nieco zawieszoną głową jak dziecko strofowane przez matkę, że powinien być bardziej ostrożniejszy. Cóż mimo tego jak idealnie widziała go Nora w swoich oczach, to jednak miał wiele niedoskonałości, które mniej lub bardziej sprawnie ukrywał przed innymi - ale czasami wychodziły dość dobitnie na światło dzienne.
- To dobrze, bo teraz będziemy musieli przesadzić te sadzonki - kimże byłby, gdyby nie rzucił "bystrego" żartu w odpowiedzi na komentarz siostry, by go potem skręcało przez tydzień, że powstrzymał się przed tym. To wszak było pewne, że jeśli była tylko okazja do żartu niewygórowanych lotów, czasami wręcz drętwego to Thomas na dziewięćdziesiąt dziewięć procent go powie.
Zerknął na zaproponowany przez Norę kawałek jej ogrodu - przez chwilę go jakby oceniając, żeby wiedzieć czy faktycznie nada się on na słoneczniki. Sam fakt, ze posiadał miejsce obok swojej klubokawiarni, gdzie mogła sadzić różne rośliny był niezwykłym przywilejem w Londynie, a już zwłaszcza tym magicznym - dlatego za sam fakt, że odstępowała mu kawałek wiele dla niego znaczył, szczególnie wiedząc jak bardzo lubiła zielarstwo.
- Myślę, że to idealne miejsce, dobrze dopełnia wygląd ogrodu - zgodził się, bo z nich dwojga to ona miała lepszy zmysł i poczucie smaku. Postawił niedaleko wskazanego miejsca skrzynkę i wyjmując różdżkę podwinął rękawy. Wyczarował szpadel, aby ułatwić sobie grzebanie w ziemi i zabrał się do roboty, wszak wykopanie siedmiu dołków to nie była wcale tak mozolna praca.
- I tak po prostu je teraz wrzucamy do środka i zasypujemy? - to wydawało się tak proste, ale jednocześnie coś nie dawało mu spokoju, jakby o czymś zapomniał.
- To dobrze, bo teraz będziemy musieli przesadzić te sadzonki - kimże byłby, gdyby nie rzucił "bystrego" żartu w odpowiedzi na komentarz siostry, by go potem skręcało przez tydzień, że powstrzymał się przed tym. To wszak było pewne, że jeśli była tylko okazja do żartu niewygórowanych lotów, czasami wręcz drętwego to Thomas na dziewięćdziesiąt dziewięć procent go powie.
Zerknął na zaproponowany przez Norę kawałek jej ogrodu - przez chwilę go jakby oceniając, żeby wiedzieć czy faktycznie nada się on na słoneczniki. Sam fakt, ze posiadał miejsce obok swojej klubokawiarni, gdzie mogła sadzić różne rośliny był niezwykłym przywilejem w Londynie, a już zwłaszcza tym magicznym - dlatego za sam fakt, że odstępowała mu kawałek wiele dla niego znaczył, szczególnie wiedząc jak bardzo lubiła zielarstwo.
- Myślę, że to idealne miejsce, dobrze dopełnia wygląd ogrodu - zgodził się, bo z nich dwojga to ona miała lepszy zmysł i poczucie smaku. Postawił niedaleko wskazanego miejsca skrzynkę i wyjmując różdżkę podwinął rękawy. Wyczarował szpadel, aby ułatwić sobie grzebanie w ziemi i zabrał się do roboty, wszak wykopanie siedmiu dołków to nie była wcale tak mozolna praca.
- I tak po prostu je teraz wrzucamy do środka i zasypujemy? - to wydawało się tak proste, ale jednocześnie coś nie dawało mu spokoju, jakby o czymś zapomniał.