15.06.2024, 01:28 ✶
– Śluby czystości – mruknął rozbawiony, wpatrując się w różową pianę, tak krystalicznie białą jak przysłowiową niewinność Longbottoma. – To kiedy wpadasz do biura z ciastkami dla kolegów z pracy twojego szanownego małżonka?
W końcu obiecał w lipcu Shafiqowi ciastka za pojawienie się w pracy. Nie powiedział jednak od kogo mają one być.
Morpheus miał duże szczęście, że miał właśnie igłę w brzuchu, bo inaczej Jonathan rozważyłby pociagniecie go za kostkę i wrzucenie do wody. Naprawdę! Nie przynieść przyjaciołom prezentu na ślub, którego nawet nie było! Skandal!
– I co dalej? – spytał, zanurzając się nieco w wodzie z udawanym oburzeniem. – Czy jeśli będę na skraju śmierci raz, to potem nie przyniesiesz kwiatów na pocieszenie, gdy będę kiedyś umierał naprawdę? Żadnej wiązanki na moim pogrzebie? – Oh, to był dobry pomysł... Powinien zrobić kiedyś symulację własnego pogrzebu, tak by w razie czego dyrygować wszystkim, jak mieli się zachowywać na faktycznej ceremonii. Sięgnął po kieliszek z alkoholem. Niestety prawdziwe pogrzeby miały tę wadę, że chociaż było się w samym centrum atencji, to ciężko było cieszyć się z tego faktu.
Rozbawiony zerknął na Charlotte.
– Przecież mówiłem ci, że jestem pełen niespodzianek. Nigdzie nie powiedziałem, że muszą być one pozytywne dla ciebie. Zresztą, jak mówię, bylbym pożądanym towarem przez czarnoksieżników. Musiałem jakoś się bronić – odparował w odpowiedzi na "zarzuty" o nieczekanie do ślubu.
– Hm... Na razie mam raczej listę tych osób, które zastępca zastępcy prędko nie będą – mruknął, przyglądając się zawartości swojego kieliszka. Niestety wyjazd ich obojga zawsze niósł ze sobą strasznie dużo zachodu, a Rita, chociaż niewątpliwie zdolna, była na razie jedynie stażystką i za krótko pracowała w ich biurze o iście lovecraftowskim skórci, aby zostawić ją ze wszystkimi obowiązkami. – Wiecie co? Nie mam żadnego miejsca, do którego najchętniej bym pojechał. Może po prostu coś wylosujmy? Zaszalejmy. – Byle nie Francja. Mógł nawet jechać na Grenlandie, byle nie do Francji, w której sercu dalej miał swój apartament, do którego, jeszcze jako ambasador, planował wszystkich zapraszać na wakacje, nawet lata po zmianie stanowiska, tylko po to, aby nigdy nawet nie wspomnieć o możliwości wycieczki do Paryża, gdy już wrócił do kraju. Z dnia na dzień, Francja przestała być wspaniałym krajem z duszą, a zaczęła być paskudnym miejscem pełnym suchych croissantów, wrednych Francuzów i podłych róż.
– Jak to się stało ogóle stało, że powstały te plotki? – zagadał Morpheusa, upijając łyka wina. On i Charlotte chodzili przecież i mówili, że biorą ślub, więc ktoś mógł rzeczywiście wpaść na pomysł, że są zaręczeni, ale wątpił, czy Longbottom robiłby to samo, a za każdą plotką stała jakaś historia.
W końcu obiecał w lipcu Shafiqowi ciastka za pojawienie się w pracy. Nie powiedział jednak od kogo mają one być.
Morpheus miał duże szczęście, że miał właśnie igłę w brzuchu, bo inaczej Jonathan rozważyłby pociagniecie go za kostkę i wrzucenie do wody. Naprawdę! Nie przynieść przyjaciołom prezentu na ślub, którego nawet nie było! Skandal!
– I co dalej? – spytał, zanurzając się nieco w wodzie z udawanym oburzeniem. – Czy jeśli będę na skraju śmierci raz, to potem nie przyniesiesz kwiatów na pocieszenie, gdy będę kiedyś umierał naprawdę? Żadnej wiązanki na moim pogrzebie? – Oh, to był dobry pomysł... Powinien zrobić kiedyś symulację własnego pogrzebu, tak by w razie czego dyrygować wszystkim, jak mieli się zachowywać na faktycznej ceremonii. Sięgnął po kieliszek z alkoholem. Niestety prawdziwe pogrzeby miały tę wadę, że chociaż było się w samym centrum atencji, to ciężko było cieszyć się z tego faktu.
Rozbawiony zerknął na Charlotte.
– Przecież mówiłem ci, że jestem pełen niespodzianek. Nigdzie nie powiedziałem, że muszą być one pozytywne dla ciebie. Zresztą, jak mówię, bylbym pożądanym towarem przez czarnoksieżników. Musiałem jakoś się bronić – odparował w odpowiedzi na "zarzuty" o nieczekanie do ślubu.
– Hm... Na razie mam raczej listę tych osób, które zastępca zastępcy prędko nie będą – mruknął, przyglądając się zawartości swojego kieliszka. Niestety wyjazd ich obojga zawsze niósł ze sobą strasznie dużo zachodu, a Rita, chociaż niewątpliwie zdolna, była na razie jedynie stażystką i za krótko pracowała w ich biurze o iście lovecraftowskim skórci, aby zostawić ją ze wszystkimi obowiązkami. – Wiecie co? Nie mam żadnego miejsca, do którego najchętniej bym pojechał. Może po prostu coś wylosujmy? Zaszalejmy. – Byle nie Francja. Mógł nawet jechać na Grenlandie, byle nie do Francji, w której sercu dalej miał swój apartament, do którego, jeszcze jako ambasador, planował wszystkich zapraszać na wakacje, nawet lata po zmianie stanowiska, tylko po to, aby nigdy nawet nie wspomnieć o możliwości wycieczki do Paryża, gdy już wrócił do kraju. Z dnia na dzień, Francja przestała być wspaniałym krajem z duszą, a zaczęła być paskudnym miejscem pełnym suchych croissantów, wrednych Francuzów i podłych róż.
– Jak to się stało ogóle stało, że powstały te plotki? – zagadał Morpheusa, upijając łyka wina. On i Charlotte chodzili przecież i mówili, że biorą ślub, więc ktoś mógł rzeczywiście wpaść na pomysł, że są zaręczeni, ale wątpił, czy Longbottom robiłby to samo, a za każdą plotką stała jakaś historia.