- Takie nastawienie podoba mi się bardziej. Nie ma co się mazać, mówię ci, że na pewno będzie dobrze. - Były to przecież tylko kwiatki, najwyżej zdechną, kupią nowe, a jak trzeba będzie, to Norka sama popracuje nad taką odmianą, która przetrwa kilka sezonów, w końcu nie była taka najgorsza w temacie roślin (wręcz przeciwnie), mogła więc pomyśleć nad stworzeniem nowej, magicznej odmiany. Może to nie była wcale taka najgorsza myśl?
Chwilę zajęło jej zrozumienie jego żartu, Norka nie była super bystra, więc roześmiała się z delikatnym opóźnieniem, nie było jednak tak źle, bo czasem zajmowało jej to nieco więcej czasu. Żart na poziomie, jak zawsze, na Thomasa można zawsze było liczyć. - Heh, dobre, dobre. - Rzuciła, ale jakoś specjalnie mocno się nie śmiała.
Brat najwyraźniej zgodził się z nią, zaakceptował miejsce, o którym pomyślała, był to spory sukces. Najwyraźniej dzisiaj współpraca szła im nad wyraz gładko, czy to efekt magicznego eliksiru na kaca? Kto wie? Grunt, że działało.
- To nie jest worek ziemniaków, żebyś nimi rzucał. Tutaj wszystko trzeba robić delikatnie, z odpowiednią troską, kwiaty muszą wiedzieć, że ci na nich zależy. - Była w tym, co mówiła śmiertelnie poważna, jakby rzeczywiście myślała w ten sposób.
- Musimy wykopać dołki, zastanawiam się, czy z twoimi umiejętnościami nie lepiej będzie to zrobić przy pomocy magii, po co się męczyć. - Ona była raczej słaba w czary, ale jej brat naprawdę znał się na rzeczy, to ułatwiłoby sprawę. - Później wsadzić nasze sadzonki w te dołki, podlać wodą i zasypać ziemią i gotowe. - Nie brzmiało to specjalnie skomplikowanie, bo to nie była żadna tajemna sztuka magiczna.