15.06.2024, 09:52 ✶
— Cóż, jest w tym pewien sens — przyznał z rezerwą Erik. Chociaż wychował się w rodzinie czystej krwi, która bywała na większości sabatów, tak nie mógł powiedzieć, że kiedykolwiek wcześniej doświadczył czegoś tak... intensywnego i długotrwałego podczas dotychczasowych uroczystości.
''Zachwiać prawami rytuału''? O nie! Wierutne kłamstwo. To magia rytualna kapłanów i kapłanek sobie z nimi pogrywała, a nie oni z nią. Bądź co bądź, byli tylko trójką niewinnych ludzi, którzy chcieli miło spędzić czas. Owszem, przez swoje pochodzenie, magia wręcz płynęła w ich żyłach, ale to nie oznaczało, że byli winni temu, co się stało. To był po prostu taki... wypadek. Splot zdarzeń. Wola bogów. Przeznaczenie.
— Wielka szkoda, że nie ogłosili tego publicznie — mruknął pod nosem z wyraźną nutką sarkazmu w głosie. — Oszczędziłoby to ludziom sporej ilości problemów.
Owszem, czarodzieje i czarownice zjawili się na obchodach z własnej woli, a wielu z nich na pewno liczyło się z tym, że doświadczą pewnych ''atrakcji'' związanych z obchodami. Bądź co bądź, kowen angażował się w dotychczasowe sabaty dosyć intensywnie. Przynajmniej do czasu Lammas, kiedy to wszelkiego rodzaju instytucje nie zaczęły działać ze sobą, aby kiermasz w magicznej dzielnicy Londynu w ogóle się odbył. Odrobina magii była czymś oczywistym, jednak chyba każdy miał swoją własną definicję ''szczypty'' czarów.
Jak dla Erika majowe pale były sporym nieporozumieniem i to z rodzaju tych, które na pewno nie wpłynęło pozytywnie na część par, które brały udział w festynie na Polanie Ognisk. Czy atak Śmierciożerców i działania Voldemorta mogły mieć coś wspólnego z tym że magia miłości się w nich zakorzeniła? Jakoś wątpił. Jak do tej pory wszystko wskazywało na to, że działania czarnoksiężników miały związek z Limbo, toteż nie widział bezpośredniego powiązania między tymi dwoma kwestiami. A może po prostu nie chciał zagłębiać się w kwestii teorii magii, zakłóceń i anomalii oraz tego, jak wpływały one na zwykłych ludzi?
— Hmm... Będziemy o tym pamiętać. — Pokiwał głową. Czy faktycznie mógł obiecać, że to był ostatni raz, kiedy widzieli się w takich okolicznościach? On sam na pewno będzie bardziej wyczulony na punkcie wszelkich rytualnych konkursów, jednak kto wie, co przyniesie nadchodząca jesień? — W takim razie nie będziemy już przeszkadzać. — Uśmiechnął się zdawkowo, podnosząc się z miejsca. — Z całego serca dziękujemy za pomoc i... Będziemy czujni. To znaczy, w sprawie efektów ubocznych.
Przez moment miał ochotę użyć tradycyjnego komentarza Moodych, czyli ''Stała czujność!'', jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Skinął głową Florence na pożegnanie i skierował się wraz z Norą w stronę wyjścia z sali. Kiedy znaleźli się na korytarzu, odetchnął głęboko, aby zaraz wciągnąć gwałtownie powietrze do płuc. Chyba dopiero wtedy poczuł, że faktycznie udało im się zostawić ciężar rytuału w tyle i w końcu mogli zachowywać się ''normalnie''.
— Wiesz... Trochę mnie korci przejażdżka traktorem — przyznał, siląc się na powagę, tylko po to, aby zaraz parsknąć cichym śmiechem. — Byłby to jakiś sposób na sprawdzenie, czy znowu wszystko z nami w porządku.
Trącił lekko Norę ramieniem. Może nie nacierpieli się jakoś bardzo w ostatnich miesiącach, jednak więź jaką ''pobłogosławił'' ich kowen zdecydowanie odcisnęła na nich swoje piętno. Przy odrobinie szczęścia dosyć szybko o nim zapomną. Bądź co bądź, fakt, że to przetrwali, stanowił kolejny niepodważalny dowód na to, jak silna była ich przyjaźń.
— Jakieś ważne plany na dziś?
''Zachwiać prawami rytuału''? O nie! Wierutne kłamstwo. To magia rytualna kapłanów i kapłanek sobie z nimi pogrywała, a nie oni z nią. Bądź co bądź, byli tylko trójką niewinnych ludzi, którzy chcieli miło spędzić czas. Owszem, przez swoje pochodzenie, magia wręcz płynęła w ich żyłach, ale to nie oznaczało, że byli winni temu, co się stało. To był po prostu taki... wypadek. Splot zdarzeń. Wola bogów. Przeznaczenie.
— Wielka szkoda, że nie ogłosili tego publicznie — mruknął pod nosem z wyraźną nutką sarkazmu w głosie. — Oszczędziłoby to ludziom sporej ilości problemów.
Owszem, czarodzieje i czarownice zjawili się na obchodach z własnej woli, a wielu z nich na pewno liczyło się z tym, że doświadczą pewnych ''atrakcji'' związanych z obchodami. Bądź co bądź, kowen angażował się w dotychczasowe sabaty dosyć intensywnie. Przynajmniej do czasu Lammas, kiedy to wszelkiego rodzaju instytucje nie zaczęły działać ze sobą, aby kiermasz w magicznej dzielnicy Londynu w ogóle się odbył. Odrobina magii była czymś oczywistym, jednak chyba każdy miał swoją własną definicję ''szczypty'' czarów.
Jak dla Erika majowe pale były sporym nieporozumieniem i to z rodzaju tych, które na pewno nie wpłynęło pozytywnie na część par, które brały udział w festynie na Polanie Ognisk. Czy atak Śmierciożerców i działania Voldemorta mogły mieć coś wspólnego z tym że magia miłości się w nich zakorzeniła? Jakoś wątpił. Jak do tej pory wszystko wskazywało na to, że działania czarnoksiężników miały związek z Limbo, toteż nie widział bezpośredniego powiązania między tymi dwoma kwestiami. A może po prostu nie chciał zagłębiać się w kwestii teorii magii, zakłóceń i anomalii oraz tego, jak wpływały one na zwykłych ludzi?
— Hmm... Będziemy o tym pamiętać. — Pokiwał głową. Czy faktycznie mógł obiecać, że to był ostatni raz, kiedy widzieli się w takich okolicznościach? On sam na pewno będzie bardziej wyczulony na punkcie wszelkich rytualnych konkursów, jednak kto wie, co przyniesie nadchodząca jesień? — W takim razie nie będziemy już przeszkadzać. — Uśmiechnął się zdawkowo, podnosząc się z miejsca. — Z całego serca dziękujemy za pomoc i... Będziemy czujni. To znaczy, w sprawie efektów ubocznych.
Przez moment miał ochotę użyć tradycyjnego komentarza Moodych, czyli ''Stała czujność!'', jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Skinął głową Florence na pożegnanie i skierował się wraz z Norą w stronę wyjścia z sali. Kiedy znaleźli się na korytarzu, odetchnął głęboko, aby zaraz wciągnąć gwałtownie powietrze do płuc. Chyba dopiero wtedy poczuł, że faktycznie udało im się zostawić ciężar rytuału w tyle i w końcu mogli zachowywać się ''normalnie''.
— Wiesz... Trochę mnie korci przejażdżka traktorem — przyznał, siląc się na powagę, tylko po to, aby zaraz parsknąć cichym śmiechem. — Byłby to jakiś sposób na sprawdzenie, czy znowu wszystko z nami w porządku.
Trącił lekko Norę ramieniem. Może nie nacierpieli się jakoś bardzo w ostatnich miesiącach, jednak więź jaką ''pobłogosławił'' ich kowen zdecydowanie odcisnęła na nich swoje piętno. Przy odrobinie szczęścia dosyć szybko o nim zapomną. Bądź co bądź, fakt, że to przetrwali, stanowił kolejny niepodważalny dowód na to, jak silna była ich przyjaźń.
— Jakieś ważne plany na dziś?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞