15.06.2024, 14:40 ✶
Uśmiechnął się i sam upił łyka szampana, uznając, że zarówno kryzys pod tytułem Muszę wyjaśnić czemu tak się ubrałem, nie wspominając o prawdziwej przyczynie, jak i Charlotte zadała mi właśnie bardzo podchwytliwe pytanie zostały zażegnane.
– A przy tym widzę, że opanowałaś mistrzowstwo skromności – odparował rozbawiony, doskonale wiedząc, że ich dwójka skromności niemal w ogóle nie znała. Zabawne, bo w takim wypadku ludzie jednak częściej kłócili się, chcąc pokazać, kto jest tym bardziej wspanialszym, a jednak im się udało jakośuniknąć tego losu. Może po prostu czasem raźniej było, gdy nie musiało się samemu nosić ciężaru wspaniałości.
– Kieliszki? Tak – Skinął głową, samemu przyglądając się szkłu ozdobionego drobinkami złotego. – Twoja rodzina strasznie naciskała na ich oddanie, więc oficjalnie wzięłaś je ze sobą do krainy jankesów, gdzie biedne sę pewnie zgubiły.
Zbyt dobrze wyglądał z tymi kieliszkami w dłoni, aby się z nimi rozstawać i to jeszcze na prośbę swoich niedoszłych teściów.
– Poza tym ty przecież cały czas byłaś u mnie – zgodził się na jej słowa, potencjalnego atakowania niektórych.
Zamyślił się na chwilę. Rozmowa z Charlotte skutecznie odpychała od niego myśli o liście, zwłaszcza, gdy na jej propozycje zareagował dźwięcznym śmiechem.
– Mam kilku kandydatów, ale obawiam się, że ich biedne żony nie zasłużyły na taki los. – Mogliby zrobić przyjacielski kawał, taki ze szczerej miłośc, Morpheusowi, ale zakładał, że ich przyjaciel po śmierci brata miał już zbyt dużo zmartwień na głowie, aby jeszcze ktoś mu mówił, że szuka go zaginiona córka. Anthony z kolei z oczywistych powodów od razu odpadał, a Jonathan nie był okrutny, aby zaproponować, że mogą w ten sposób podniszczyc zdrowie psychiczne szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, aby ułatwić tym samym awans Shafiqowi.
– Tu przecież chodzi o metaforycznej śmiech. Naprawdę Lottie. Czasem mam wrażenie, że resztki wrażliwości na sztukę, które w sobie miałaś, zmusiłaś w sobie jakoś w wieku... – Machnął ręką. – No na jaki teraz wyglądasz. Jakie to w ogóle uczucie? – Chyba trochę jej zazdrościł. Sam chciałby chociaż raz spojrzeć w lustro i zobaczyć oznaki odmłodzenia, a nie nieustannego starzenia się. Za oknem zagrzmiała burza, jakby w drwinie dla jego pragnienia.
– A przy tym widzę, że opanowałaś mistrzowstwo skromności – odparował rozbawiony, doskonale wiedząc, że ich dwójka skromności niemal w ogóle nie znała. Zabawne, bo w takim wypadku ludzie jednak częściej kłócili się, chcąc pokazać, kto jest tym bardziej wspanialszym, a jednak im się udało jakośuniknąć tego losu. Może po prostu czasem raźniej było, gdy nie musiało się samemu nosić ciężaru wspaniałości.
– Kieliszki? Tak – Skinął głową, samemu przyglądając się szkłu ozdobionego drobinkami złotego. – Twoja rodzina strasznie naciskała na ich oddanie, więc oficjalnie wzięłaś je ze sobą do krainy jankesów, gdzie biedne sę pewnie zgubiły.
Zbyt dobrze wyglądał z tymi kieliszkami w dłoni, aby się z nimi rozstawać i to jeszcze na prośbę swoich niedoszłych teściów.
– Poza tym ty przecież cały czas byłaś u mnie – zgodził się na jej słowa, potencjalnego atakowania niektórych.
Zamyślił się na chwilę. Rozmowa z Charlotte skutecznie odpychała od niego myśli o liście, zwłaszcza, gdy na jej propozycje zareagował dźwięcznym śmiechem.
– Mam kilku kandydatów, ale obawiam się, że ich biedne żony nie zasłużyły na taki los. – Mogliby zrobić przyjacielski kawał, taki ze szczerej miłośc, Morpheusowi, ale zakładał, że ich przyjaciel po śmierci brata miał już zbyt dużo zmartwień na głowie, aby jeszcze ktoś mu mówił, że szuka go zaginiona córka. Anthony z kolei z oczywistych powodów od razu odpadał, a Jonathan nie był okrutny, aby zaproponować, że mogą w ten sposób podniszczyc zdrowie psychiczne szefa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, aby ułatwić tym samym awans Shafiqowi.
– Tu przecież chodzi o metaforycznej śmiech. Naprawdę Lottie. Czasem mam wrażenie, że resztki wrażliwości na sztukę, które w sobie miałaś, zmusiłaś w sobie jakoś w wieku... – Machnął ręką. – No na jaki teraz wyglądasz. Jakie to w ogóle uczucie? – Chyba trochę jej zazdrościł. Sam chciałby chociaż raz spojrzeć w lustro i zobaczyć oznaki odmłodzenia, a nie nieustannego starzenia się. Za oknem zagrzmiała burza, jakby w drwinie dla jego pragnienia.