15.06.2024, 15:55 ✶
— Rozumiem. Wszystkich nas gonią obowiązki — przyznał po wstępnych powitaniach, kiwając powoli głową.
Przez przyjęcia Longbottomów i wydarzenia przeznaczone dla czystokrwistych przewijała się spora liczba dziennikarzy: każdy z nich byłby bardziej niż chętny na rozmowę z nim czy też oficjalny wywiad w siedzibie redakcji. A jednak koniec końców padło na Monty'ego. Gdzieś trzeba było zacząć, nawet jeśli chodziło o drobny artykuł niż temat numeru. Erik poruszył się niespokojnie na fotelu, gdy reporter od razu przeszedł do rzeczy.
— Boli mnie bierność naszego drogiego społeczeństwa wobec czyhającego na nas wszystkich zagrożenia — przyznał z rozbrajającą wręcz szczerością, zakładając jedną nogę na drugą. Zaraz jednak wrócił do poprzedniej pozycji, zdając sobie sprawę z tego, jak niewygodna była to pozycja na małej przestrzeni, jaką dzielił z dziennikarzem przy stoliku. — Powiedziałbym wręcz, że nie tylko mnie coś gryzie, ile dręczy. Każdego dnia. Zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.
Westchnął cicho. gładząc palcem uszko filiżanki. Uniósł wzrok na Phytona. Nie był aż tak naiwny, aby wierzyć, że dziennikarze przyklasną każdemu jego słowu tylko z uwagi na prominentne nazwisko i popularnościach w mediach. Wprawdzie łudził się poniekąd, że nawet w stadzie żarłocznych sępów znajdzie się ktoś o względnie czystym sercu, komu będzie zależało na tym, aby kraj nie pogrążył się jeszcze bardziej w chaosie, jednak...
Obecny konflikt sprzyjał nagłym zmianom. Nawiązywaniu niestandardowych relacji i interesów. Każdy chciał coś ugrać dla siebie, gdy obce elementy pokroju Śmierciożerców trzęsły światem czarodziejów w posadach. Czy mu się to podobało, czy nie Erik musiał brać pod uwagę, że będzie musiał dać coś od siebie, aby skierować uwagę dziennikarzy w odpowiednią stronę.
— Mówiąc wprost: nie jestem zadowolony z tego, jak reagujemy na kolejne doniesienia na temat działań zwolenników Czarnego Pana w tym kraju — kontynuował, mieszając łyżeczką w herbacie. — Myślę, że potrzebujemy zdecydowanych opinii w gazetach. Jednoznacznych. — Skrzywił się na moment. Mówił wprost, nie bawiąc się w ceregiele. Ludzie pokroju Elliota czy Anthony'ego pewnie wzdychaliby ciężko na ten widok. — Pańska redakcja... Każda redakcja... Ma potencjał do tego, aby wskazać ludziom i Ministerstwu, że nadszedł czas zdecydowanych działań.
Może Harper Moody utrzymująca jedną trzecią władzy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów należała do Zakonu Feniksa, jednak zdaniem Erika robiła za mało, aby w stu procentach na niej polegać. Może i zaszła wysoko w hierarchii Ministerstwa Magii, jednak nie miała władzy absolutnej. Jakby na to nie patrzeć to zwykli czarodzieje i czarownice byli suwerenem. Może wówczas Ministra Magii podjęłaby jakąś stanowczą decyzję.
Przez przyjęcia Longbottomów i wydarzenia przeznaczone dla czystokrwistych przewijała się spora liczba dziennikarzy: każdy z nich byłby bardziej niż chętny na rozmowę z nim czy też oficjalny wywiad w siedzibie redakcji. A jednak koniec końców padło na Monty'ego. Gdzieś trzeba było zacząć, nawet jeśli chodziło o drobny artykuł niż temat numeru. Erik poruszył się niespokojnie na fotelu, gdy reporter od razu przeszedł do rzeczy.
— Boli mnie bierność naszego drogiego społeczeństwa wobec czyhającego na nas wszystkich zagrożenia — przyznał z rozbrajającą wręcz szczerością, zakładając jedną nogę na drugą. Zaraz jednak wrócił do poprzedniej pozycji, zdając sobie sprawę z tego, jak niewygodna była to pozycja na małej przestrzeni, jaką dzielił z dziennikarzem przy stoliku. — Powiedziałbym wręcz, że nie tylko mnie coś gryzie, ile dręczy. Każdego dnia. Zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.
Westchnął cicho. gładząc palcem uszko filiżanki. Uniósł wzrok na Phytona. Nie był aż tak naiwny, aby wierzyć, że dziennikarze przyklasną każdemu jego słowu tylko z uwagi na prominentne nazwisko i popularnościach w mediach. Wprawdzie łudził się poniekąd, że nawet w stadzie żarłocznych sępów znajdzie się ktoś o względnie czystym sercu, komu będzie zależało na tym, aby kraj nie pogrążył się jeszcze bardziej w chaosie, jednak...
Obecny konflikt sprzyjał nagłym zmianom. Nawiązywaniu niestandardowych relacji i interesów. Każdy chciał coś ugrać dla siebie, gdy obce elementy pokroju Śmierciożerców trzęsły światem czarodziejów w posadach. Czy mu się to podobało, czy nie Erik musiał brać pod uwagę, że będzie musiał dać coś od siebie, aby skierować uwagę dziennikarzy w odpowiednią stronę.
— Mówiąc wprost: nie jestem zadowolony z tego, jak reagujemy na kolejne doniesienia na temat działań zwolenników Czarnego Pana w tym kraju — kontynuował, mieszając łyżeczką w herbacie. — Myślę, że potrzebujemy zdecydowanych opinii w gazetach. Jednoznacznych. — Skrzywił się na moment. Mówił wprost, nie bawiąc się w ceregiele. Ludzie pokroju Elliota czy Anthony'ego pewnie wzdychaliby ciężko na ten widok. — Pańska redakcja... Każda redakcja... Ma potencjał do tego, aby wskazać ludziom i Ministerstwu, że nadszedł czas zdecydowanych działań.
Może Harper Moody utrzymująca jedną trzecią władzy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów należała do Zakonu Feniksa, jednak zdaniem Erika robiła za mało, aby w stu procentach na niej polegać. Może i zaszła wysoko w hierarchii Ministerstwa Magii, jednak nie miała władzy absolutnej. Jakby na to nie patrzeć to zwykli czarodzieje i czarownice byli suwerenem. Może wówczas Ministra Magii podjęłaby jakąś stanowczą decyzję.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞