15.06.2024, 18:25 ✶
Otworzył usta, jakby chciał od razu zaprzeczyć słowom siostry, jednak zaraz znowu je zamknął, gdy dłużej pomyślał nad tym, jakie mogą czekać ich konsekwencje. Może tak naprawdę nie zostaliby wytargani za uszy, bo w końcu nie byli już dziećmi, ale faktycznie mogło im się dostać za... zaburzenie wspólnej przestrzeni jaką był salon. Poza tym, chociaż stado adoptowanych psów szybko zostało zaakceptowane przez resztę domowników, tak obowiązek sprzątania po nich zazwyczaj spadał na ich właścicieli. Ach, ta nauka odpowiedzialności w życiu dorosłym.
W sumie nie powinien się dziwić: dni graniczące w kalendarzu ze świętem żniw zawsze były nieco intensywne. Trzeba było więcej robić, bardziej się przykładać, a czasem nawet dopełnić paru rytuałów. Gdy jeszcze uczęszczał do Hogwartu, Lammas wyznaczało też u niego poniekąd półmetek wakacji: ostatnie kilka tygodni spędzonych w domu, pośród przyjaciół i krewnych. Teraz przypominał mu tylko o tym, że jesień mogła okazać się bardzo nerwowym okresem. Jakby na to nie patrzeć lato nie okazało się czasem, gdy Śmierciożercy zaatakowali ze zdwojoną siłą. Przynajmniej jeszcze nie.
Erik mimowolnie pomyślał o nadchodzącym kiermaszu. Na szczęście udało mu się załatwić wolne na ten dzień, toteż nie martwił się zbytnio tym, że będzie musiał paradować po magicznym Londynie w służbowych ciuchach. Nie wiedział, czy tak po prostu chciał przypadek, że dostał taki, a nie inny grafik, czy to Bones dał nieco odpocząć osobom, które brały udział w obronie Polany Ognisk. Tak czy siak, chciał wykorzystać tę okazję. Zwłaszcza że z samego rana miał jeszcze widzieć się z Anthonym.
— Obawiam się, że już mnie wrobiłaś. Nie możesz rzucać pomysłami, a potem oczekiwać, że je zignoruje! — Uniósł wyprostowane dłonie na wysokość twarzy. — Poza tym, sesja zdjęciowa do kalendarza nie brzmi tak źle w porównaniu z sama-wiesz-czym (wystawieniem na licytację), w co wpakowałaś mnie podczas sama-wiesz-czego (balu Longbottomów) w marcu.
Jasne, nie zamierzał od razu pójść do pierwszej lepszej redakcji z tym pomysłem. Tutaj trzeba było trochę po planować. Znaleźć odpowiednią, najlepiej zaprzyjaźnioną ekipę, tak żeby wszyscy czuli się komfortowo z całym projektem. I znaleźć cel, na jaki pójdą pieniądze sprzedaży kalendarzy. Nie zamierzał brać udział w takim przedsięwzięciu tylko po to, żeby cała kasa poszła do kieszeni Proroka Codziennego albo Czarownicy. Te galeony musiały pójść na szczytny cel.
— Oczywiście, że miałem na myśli Chestera — przyznał niewzruszony, starając się pohamować krzywy uśmiech pragnący wedrzeć się na jego przystojną twarz. — Wprawdzie wówczas drastycznie wzrasta ryzyko incydentu podobnego do tego sprzed Beltane, jednak... Wyobraź sobie tę sprzedaż! Mugolacy, półkrwi, czystej krwi - wszyscy razem w jednym kalendarzu. Ostateczny pokaz jedności w naszym cudownym społeczeństwie.
Wprawdzie porozwieszane po Londynie ulotki sugerowały, że wystarczył incydent z arcykapłanką kowenu w Stonehenge, aby zrzeszyć co ważniejsze instytucje i organizacje czarodziejskiego świata pod jednym sztandarem na czas Lammas, jednak... Miło by było stać się częścią większej inicjatywy. Pokazu tego, że pomimo problemów trawiących obecnie świat czarodziejów, społeczność dalej potrafiła się zjednoczyć. Może i Rookwoodowie nie byli zbyt dobrym wyborem, ale byli też inni, którzy na pewno byliby aż nader chętni.
— Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale nie wszyscy przystojni czarodzieje pracą w naszym departamencie. — Ach, jakże nad tym ubolewał. — Dobrze by było nieco wyjść poza schemat. Nie, żebym nie dostrzegał, czemu kalendarz ''chłopcy BUM-u'' mógłby hmm wzbudzić zainteresowanie!
Ponownie się zaczerwienił. Jeśli miał być szczery, bardziej widział się jako Pana Października niż Pana Sierpnia, głównie z uwagi na termin swoich urodzin, jednak... Kto wie, do jakiej karty kalendarza zostanie przydzielony, jeśli projekt faktycznie stanie się faktem, a nie jedynie zbiorem drobnych żartów i docinków rodzeństwa?
— Strachy na wróble wsadza się na drzewa?
Przekrzywił głowę, stając za plecami siostry i wyglądając za okno. Nie kojarzył takich praktyk, jednak z drugiej strony... Nie licząc tego, że rodzina posiadała sady, to nie wiedział też zbyt wiele o pracy na roli i dbaniu o rośliny na szeroką skalę. A Brenna miała wiele zainteresowań. Może nagle zainteresowała się ogrodnictwem? Może Dora ją w coś wciągnęła?
— Myślałem, że zazwyczaj stawia się je na polu, żeby ptaki nie wydziobywały nasion. Na drzewa to już chyba lepiej by było rzucić jakieś delikatne zaklęcie odpędzające. — Pstryknął parokrotnie palcami. — Coś w rodzaju zaklęć zwodzących?
W sumie nie powinien się dziwić: dni graniczące w kalendarzu ze świętem żniw zawsze były nieco intensywne. Trzeba było więcej robić, bardziej się przykładać, a czasem nawet dopełnić paru rytuałów. Gdy jeszcze uczęszczał do Hogwartu, Lammas wyznaczało też u niego poniekąd półmetek wakacji: ostatnie kilka tygodni spędzonych w domu, pośród przyjaciół i krewnych. Teraz przypominał mu tylko o tym, że jesień mogła okazać się bardzo nerwowym okresem. Jakby na to nie patrzeć lato nie okazało się czasem, gdy Śmierciożercy zaatakowali ze zdwojoną siłą. Przynajmniej jeszcze nie.
Erik mimowolnie pomyślał o nadchodzącym kiermaszu. Na szczęście udało mu się załatwić wolne na ten dzień, toteż nie martwił się zbytnio tym, że będzie musiał paradować po magicznym Londynie w służbowych ciuchach. Nie wiedział, czy tak po prostu chciał przypadek, że dostał taki, a nie inny grafik, czy to Bones dał nieco odpocząć osobom, które brały udział w obronie Polany Ognisk. Tak czy siak, chciał wykorzystać tę okazję. Zwłaszcza że z samego rana miał jeszcze widzieć się z Anthonym.
— Obawiam się, że już mnie wrobiłaś. Nie możesz rzucać pomysłami, a potem oczekiwać, że je zignoruje! — Uniósł wyprostowane dłonie na wysokość twarzy. — Poza tym, sesja zdjęciowa do kalendarza nie brzmi tak źle w porównaniu z sama-wiesz-czym (wystawieniem na licytację), w co wpakowałaś mnie podczas sama-wiesz-czego (balu Longbottomów) w marcu.
Jasne, nie zamierzał od razu pójść do pierwszej lepszej redakcji z tym pomysłem. Tutaj trzeba było trochę po planować. Znaleźć odpowiednią, najlepiej zaprzyjaźnioną ekipę, tak żeby wszyscy czuli się komfortowo z całym projektem. I znaleźć cel, na jaki pójdą pieniądze sprzedaży kalendarzy. Nie zamierzał brać udział w takim przedsięwzięciu tylko po to, żeby cała kasa poszła do kieszeni Proroka Codziennego albo Czarownicy. Te galeony musiały pójść na szczytny cel.
— Oczywiście, że miałem na myśli Chestera — przyznał niewzruszony, starając się pohamować krzywy uśmiech pragnący wedrzeć się na jego przystojną twarz. — Wprawdzie wówczas drastycznie wzrasta ryzyko incydentu podobnego do tego sprzed Beltane, jednak... Wyobraź sobie tę sprzedaż! Mugolacy, półkrwi, czystej krwi - wszyscy razem w jednym kalendarzu. Ostateczny pokaz jedności w naszym cudownym społeczeństwie.
Wprawdzie porozwieszane po Londynie ulotki sugerowały, że wystarczył incydent z arcykapłanką kowenu w Stonehenge, aby zrzeszyć co ważniejsze instytucje i organizacje czarodziejskiego świata pod jednym sztandarem na czas Lammas, jednak... Miło by było stać się częścią większej inicjatywy. Pokazu tego, że pomimo problemów trawiących obecnie świat czarodziejów, społeczność dalej potrafiła się zjednoczyć. Może i Rookwoodowie nie byli zbyt dobrym wyborem, ale byli też inni, którzy na pewno byliby aż nader chętni.
— Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale nie wszyscy przystojni czarodzieje pracą w naszym departamencie. — Ach, jakże nad tym ubolewał. — Dobrze by było nieco wyjść poza schemat. Nie, żebym nie dostrzegał, czemu kalendarz ''chłopcy BUM-u'' mógłby hmm wzbudzić zainteresowanie!
Ponownie się zaczerwienił. Jeśli miał być szczery, bardziej widział się jako Pana Października niż Pana Sierpnia, głównie z uwagi na termin swoich urodzin, jednak... Kto wie, do jakiej karty kalendarza zostanie przydzielony, jeśli projekt faktycznie stanie się faktem, a nie jedynie zbiorem drobnych żartów i docinków rodzeństwa?
— Strachy na wróble wsadza się na drzewa?
Przekrzywił głowę, stając za plecami siostry i wyglądając za okno. Nie kojarzył takich praktyk, jednak z drugiej strony... Nie licząc tego, że rodzina posiadała sady, to nie wiedział też zbyt wiele o pracy na roli i dbaniu o rośliny na szeroką skalę. A Brenna miała wiele zainteresowań. Może nagle zainteresowała się ogrodnictwem? Może Dora ją w coś wciągnęła?
— Myślałem, że zazwyczaj stawia się je na polu, żeby ptaki nie wydziobywały nasion. Na drzewa to już chyba lepiej by było rzucić jakieś delikatne zaklęcie odpędzające. — Pstryknął parokrotnie palcami. — Coś w rodzaju zaklęć zwodzących?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞