— Oh, rozumiem — wymamrotałam żałując rozpoczętej konwersacji. Chyba kompletnie nie trafiłam z tematem do rozmowy, której i tak nie chciałam podejmować. Ale wydawało mi się to słuszne... Teraz na nic to, zwiększyłam tylko niesmak. Powinnam była zostać w domu.
Ciemne czasy. Słyszałam o nich wiele historii. O wojnie czarodziejów. O dwóch wojnach Mugoli. Polska wciąż w pewnym sensie utknęła w ciemnych czasach. Może nie kompletnie czarnych, ale spowitych sowiecką szarością betonu. Słyszałam wiele historii, szczególnie od babki. Była aurorem w Brytyjskim Ministerstwie, ale po wybuchu drugiej wojny przeniosła się na stałe do Polski, by tam wspomagać potrzebujących. Już po szkole poświęcała swój czas dla innych narażając się na niebezpieczne misje. Czy ja mogłabym postąpić jak ona, gdy będzie tego wymagać ode mnie życie?
— Na szczęście to przeminie — powiedziałam od czapy. — Tyle złego się działo... Ale przetrwaliśmy!
Ile istnień przeminie w trakcie — o tym nie warto było mówić. Nie podobały mi się moje słowa, rzuciłam coś by uniknąć niezręczności ciszy. Ale możliwe, że tylko pogorszyłam sprawę.
Ton rozmówczyni brzmiał, jakbym ją trochę przybiła tą losową pogawędką, ale cóż się dziwić. Ciężko mi było też skupić się jednocześnie na opanowaniu chęci ucieczki, nie pogarszania nastroju czarownicy, a co dopiero prowadzeniu jakiejkolwiek rozmowy. Ale może jeszcze uda mi się z tego wybrnąć.
— Jestem Ula — przedstawiłam się licząc na zmianę tematu. A może zakończenie rozmowy? Skoro już dane nam jest spędzać razem czas, może da się to zrobić przyjemnie? Gdy rzuciłam krótkie spojrzenie na czarownicę przed przedstawieniem się, nie wydawała się być dużo starsza ode mnie.