15.06.2024, 23:50 ✶
Wyjdź? On tu stawiał wszystko na jedną kartę, a ten mu kazał wyjść. Stanowczy głos wywołał w nim drżenie, ale jego ostateczność dodawała mu też sił, bo był pieprzonym desperatem. Odsunął się na krok, odtrącony i pozbawiony możliwości trzymania go za koszulę, na kilka sekund odwrócił twarz w kierunku zamkniętych drzwi...
Nad czymś się jeszcze zastanawiał.
- Jak myślisz, Al... po czym poczujesz się lepiej? Po samotnej, smutnej jak pizda nocy, podczas której śpię chuj wie gdzie, a ty nie potrafisz przestać o mnie myśleć? Czy po zerżnięciu mnie tak, żeby usłyszał mnie cały cyrk? - Albo w pieprzonym Islington. - Kogo innego sobie znajdziesz? - Celowo wybiegł w przyszłość, żeby zasiać w nim ziarno niepewności - żeby do niego dotarło, jak ostateczne to było, że musiałby sobie układać życie na nowo. - Przygruchasz sobie zamiast mnie jakąś tępą kurwę, która będzie gotowała ci obiadki? - Oczywiście wplótł w to swój najgorszy koszmar... - To niczego nie zmieni. - Nie dało się go tak pozbyć. - Wiesz, jak to będzie wyglądało? Będziesz sobie wmawiał, jaka to jest zajebiście zdrowa, oczyszczająca cię relacja, zaplączesz się w czyjeś ramiona i spróbujesz odpłynąć. Myśląc, że tak to powinno wyglądać. Ale nic nie będzie ci się śniło. Obudzisz się w nocy i nie będziesz mógł się mnie pozbyć ze swojej głowy. Bo nikt, NIKT KURWA nie sprawi, że się tak poczujesz. Będziesz się do końca swojego spróchniałego życia budził, mając nadzieję, że się do ciebie dobieram, ale zostanie ci ręka i wspomnienie tych kilku lat, kiedy miałeś mnie w garści.
Chciał jeszcze dodać, że oni by się nie zawahali. Oni by go wzięli takim, jakim był, ale... spodziewał się od razu, że mu głos zadrży. Nie miał pojęcia gdzie właściwie był Cain, a Laurent nie odezwał się do niego ani razu, poza tym jednym listem, który musiałby wysłać nawet wbrew swojej woli. Alexander tego nie wiedział, mógł sprowokować go jeszcze mocniej, ale... kiepski był w aż tak bezpośrednie kłamstwa.
- Może i jestem szmatą, ale skosztowałeś mnie z własnej woli i nie powiesz mi nigdy, że nie było warto.
Jestem pojebana więc rzucam na rizz (kokieteria).
Jak poszło mu tragicznie to wyszedł.
Nad czymś się jeszcze zastanawiał.
- Jak myślisz, Al... po czym poczujesz się lepiej? Po samotnej, smutnej jak pizda nocy, podczas której śpię chuj wie gdzie, a ty nie potrafisz przestać o mnie myśleć? Czy po zerżnięciu mnie tak, żeby usłyszał mnie cały cyrk? - Albo w pieprzonym Islington. - Kogo innego sobie znajdziesz? - Celowo wybiegł w przyszłość, żeby zasiać w nim ziarno niepewności - żeby do niego dotarło, jak ostateczne to było, że musiałby sobie układać życie na nowo. - Przygruchasz sobie zamiast mnie jakąś tępą kurwę, która będzie gotowała ci obiadki? - Oczywiście wplótł w to swój najgorszy koszmar... - To niczego nie zmieni. - Nie dało się go tak pozbyć. - Wiesz, jak to będzie wyglądało? Będziesz sobie wmawiał, jaka to jest zajebiście zdrowa, oczyszczająca cię relacja, zaplączesz się w czyjeś ramiona i spróbujesz odpłynąć. Myśląc, że tak to powinno wyglądać. Ale nic nie będzie ci się śniło. Obudzisz się w nocy i nie będziesz mógł się mnie pozbyć ze swojej głowy. Bo nikt, NIKT KURWA nie sprawi, że się tak poczujesz. Będziesz się do końca swojego spróchniałego życia budził, mając nadzieję, że się do ciebie dobieram, ale zostanie ci ręka i wspomnienie tych kilku lat, kiedy miałeś mnie w garści.
Chciał jeszcze dodać, że oni by się nie zawahali. Oni by go wzięli takim, jakim był, ale... spodziewał się od razu, że mu głos zadrży. Nie miał pojęcia gdzie właściwie był Cain, a Laurent nie odezwał się do niego ani razu, poza tym jednym listem, który musiałby wysłać nawet wbrew swojej woli. Alexander tego nie wiedział, mógł sprowokować go jeszcze mocniej, ale... kiepski był w aż tak bezpośrednie kłamstwa.
- Może i jestem szmatą, ale skosztowałeś mnie z własnej woli i nie powiesz mi nigdy, że nie było warto.
Jestem pojebana więc rzucam na rizz (kokieteria).
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Jak poszło mu tragicznie to wyszedł.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.