16.06.2024, 16:50 ✶
Uśmiechnęła się lekko na żart Thomasa. Na całe szczęście wcale nie chciała się ich pozbywać i cieszyła się, że byli gotowi pomóc przy pracach w Księżycowym Stawie, bo sama nie miała ani dość czasu, ani umiejętności, aby ogarnąć tutaj wszystko. Za pieniądze mogła kupić potrzebne rzeczy, ale nie chciała przecież sprowadzać tutaj pracowników – jedyną prawdziwą ochroną domu Juliusów było to, że praktycznie nikt nie wiedział, że tutaj przebywają.
– Bez przesady, wszyscy jesteśmy teraz zajęci, ale to nie tak, że jakoś się przemęczam – zapewniła, otrzepując rękę z resztek okruszków bułki. – Dobrze się odżywiam, i w ogóle, chociaż może nie do końca zdrowo, ale chyba sam rozumiesz, że jak ma się dostęp do pączków Nory, bardzo trudno o zdrowe odżywianie, nie? – zapytała, posyłając mu odrobinę rozbawione spojrzenie. Nie jadła oczywiście samych pączków, ale te już konsumowała przynajmniej dwa razy w tygodniu, więc może i dobrze, że poza tym była tak aktywna, by jakoś spalić te kalorie. – Jasne. Poltergeisty, duchy, klątwy i głosy w ścianach na pierwszy ogień. Potem rozprawimy się z listą zakupów, meblami i wyborem farb – zgodziła się bez większych oporów. Bo była zdeterminowana poradzić sobie z wszystkimi boginami, poltergeistami i klątwami oraz mroczną historią, które odstraszały stąd poprzednich właścicieli. Ich nie wykurzą, koniec, kropka.
Potem milczała dość długo: nie odpowiedziała od razu na uwagę Thomasa. Stała po prostu zapatrzona na ogród, pochłonięta przez dawne wspomnienie i próby utrzymania go.
Tym razem przynajmniej nie była tak zdezorientowana. To nie był pierwszy raz. I tym razem nie było to wspomnienie przykre, ale Brennę i tak nawiedziła ponura myśl, że być może było ich więcej. I że wielu z nich nigdy nie odzyska. Ile cennych wspomnień umknęło z jej głowy tamtego wieczora? A z głów jej bliskich? Czy była to jedyna konsekwencja, czy może w ich głowach tkwiły jeszcze jakieś przykre niespodzianki?
Przeklęty Voldemort i przeklęte Beltane.
Odetchnęła i znów przeniosła spojrzenie na Thomasa. Nie dała po sobie poznać, że coś jest nie tak, bo chociaż nie miała problemu z proszeniem o pomoc z ogarnianiem Księżycowego Stawu, to już… opowiadanie o tych utraconych i odzyskiwanych wspomnieniach nic by przecież nie dało. Z tym nikt z nich nie mógłby pomóc, a Brenna nie chciała niepotrzebnie ich martwić.
– Cóż, to siedziba Zakonu, będziesz więc mógł wpadać i oglądać ogród, kiedy tylko zechcesz. Jak już się upewnimy, że nic tutaj nas nie zeżre – stwierdziła. – To… chyba pora brać się do roboty – dodała, obracając się w stronę domu, z którego dobiegały już głosy innych członków Zakonu.
– Bez przesady, wszyscy jesteśmy teraz zajęci, ale to nie tak, że jakoś się przemęczam – zapewniła, otrzepując rękę z resztek okruszków bułki. – Dobrze się odżywiam, i w ogóle, chociaż może nie do końca zdrowo, ale chyba sam rozumiesz, że jak ma się dostęp do pączków Nory, bardzo trudno o zdrowe odżywianie, nie? – zapytała, posyłając mu odrobinę rozbawione spojrzenie. Nie jadła oczywiście samych pączków, ale te już konsumowała przynajmniej dwa razy w tygodniu, więc może i dobrze, że poza tym była tak aktywna, by jakoś spalić te kalorie. – Jasne. Poltergeisty, duchy, klątwy i głosy w ścianach na pierwszy ogień. Potem rozprawimy się z listą zakupów, meblami i wyborem farb – zgodziła się bez większych oporów. Bo była zdeterminowana poradzić sobie z wszystkimi boginami, poltergeistami i klątwami oraz mroczną historią, które odstraszały stąd poprzednich właścicieli. Ich nie wykurzą, koniec, kropka.
Potem milczała dość długo: nie odpowiedziała od razu na uwagę Thomasa. Stała po prostu zapatrzona na ogród, pochłonięta przez dawne wspomnienie i próby utrzymania go.
Tym razem przynajmniej nie była tak zdezorientowana. To nie był pierwszy raz. I tym razem nie było to wspomnienie przykre, ale Brennę i tak nawiedziła ponura myśl, że być może było ich więcej. I że wielu z nich nigdy nie odzyska. Ile cennych wspomnień umknęło z jej głowy tamtego wieczora? A z głów jej bliskich? Czy była to jedyna konsekwencja, czy może w ich głowach tkwiły jeszcze jakieś przykre niespodzianki?
Przeklęty Voldemort i przeklęte Beltane.
Odetchnęła i znów przeniosła spojrzenie na Thomasa. Nie dała po sobie poznać, że coś jest nie tak, bo chociaż nie miała problemu z proszeniem o pomoc z ogarnianiem Księżycowego Stawu, to już… opowiadanie o tych utraconych i odzyskiwanych wspomnieniach nic by przecież nie dało. Z tym nikt z nich nie mógłby pomóc, a Brenna nie chciała niepotrzebnie ich martwić.
– Cóż, to siedziba Zakonu, będziesz więc mógł wpadać i oglądać ogród, kiedy tylko zechcesz. Jak już się upewnimy, że nic tutaj nas nie zeżre – stwierdziła. – To… chyba pora brać się do roboty – dodała, obracając się w stronę domu, z którego dobiegały już głosy innych członków Zakonu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.