04.01.2023, 20:33 ✶
Od kiedy patrzenie bolało? Gdy próbował skupić spojrzenie na jednym punkcie jego mózg odpowiadał przenikliwą, nieustępliwą migreną. Chwycił się za głowę w miejscu, które zdawało się emitować całą tę arię nieprzyjemnych doświadczeń i skrzywił się, gdy wyczuł tylko częściowo ukrytego za linią włosów guza. Gdy go dotykał zdawał się być ogromny i wyobrażał sobie, że musiał wyglądać jak mała główka wyrastająca z jego głowy.
Za to słuchanie szło mu coraz lepiej. Coraz lepiej rozróżniał słowa, tak jakby jego zmęczony mózg był zbyt wyczerpany by je dłużej mieszać ze sobą. Pytanie drugiej poszkodowanej dotarło do niego wyraźnie, ale najpierw przez kilka chwil z markotną miną musiał zastanowić nad odpowiedzią.
- Nie mam amnezji – odparł bez przekonania - Chyba. Nie jestem pewien, nie pamiętam – dodał po chwili i złapał się ponownie za głowę. Nie próbował wstawać, nie chciało mu się, poza tym miał nieodparte wrażenie, że pomieszczenie trochę wirowało. Ograniczył się do obserwacji towarzyszki niedoli i jej heroicznej, choć pozbawionej sensu podróży po skrzydle szpitalnym.
- Aha… Czyli pewnie Greengrass... – skondensował jej wywód w kilku słowach. Był to spory komplement: mógł mieć problemy ze skojarzeniem własnego imienia, słabo orientował się, co działo się wokół niego i zachowywał się tak, jakby uderzenie tłuczka wybiło mu z głowy połowę jego życiorysu, ale bez problemu połączył problematyczną dla jego zespołu graczkę z właściwym nazwiskiem, zupełnie jakby miał tę informację wyrytą w umyśle dużymi literami. Musiał zaufać jej opisowi, gdyż nie miał szans rozpoznać dziewczyny po samym wyglądzie. Wzrok wciąż płatał mu figle, a Mackenzie była poobijana. Na boisku rozpoznawał ją po charakterystycznych blond włosach, a w tym momencie miały one barwę brudu i błota.
- Wiesz może jak skończył się mecz? - spytał się gryfonki. Nie tylko na boisku był dwa kroki za nią. Mimo wymiany zdań między nauczycielką a Greengrass jakimś cudem do jego świadomości wciąż nie dotarła informacja, że mecz jeszcze trwał. Przekonany, że już dawno było po wszystkim, wpatrywał się w przeciwniczkę będącą coraz bliżej swojego celu.
Otworzenie okna niewiele pomogło. Wiatr z radością wdarł się do środka, wywiewając wszystkie kartki ułożone na pobliskim stoliku. Niemiłosiernie dudnił i w tandemie z deszczówką spływająca po rynnach zagłuszał to, co działo się na stadionie. Mimo to był przekonany, że usłyszał krzyk komentatora, z którego rozpoznał słowo „Gryffindor”. Niestety, nie było sposobu, by powiedzieć, czy zdobyli punkt, czy złapali znicz, czy może wprost przeciwnie, dostawali baty. Zaraz potem mógłby przysiąc, że usłyszał ten sam głos wykrzykujący nazwisko jego koleżanki z drużyny, ale pełna informacja o tym, co się z nią działo, była zagłuszona przez warunki pogodowe.
@Mackenzie Greengrass
Za to słuchanie szło mu coraz lepiej. Coraz lepiej rozróżniał słowa, tak jakby jego zmęczony mózg był zbyt wyczerpany by je dłużej mieszać ze sobą. Pytanie drugiej poszkodowanej dotarło do niego wyraźnie, ale najpierw przez kilka chwil z markotną miną musiał zastanowić nad odpowiedzią.
- Nie mam amnezji – odparł bez przekonania - Chyba. Nie jestem pewien, nie pamiętam – dodał po chwili i złapał się ponownie za głowę. Nie próbował wstawać, nie chciało mu się, poza tym miał nieodparte wrażenie, że pomieszczenie trochę wirowało. Ograniczył się do obserwacji towarzyszki niedoli i jej heroicznej, choć pozbawionej sensu podróży po skrzydle szpitalnym.
- Aha… Czyli pewnie Greengrass... – skondensował jej wywód w kilku słowach. Był to spory komplement: mógł mieć problemy ze skojarzeniem własnego imienia, słabo orientował się, co działo się wokół niego i zachowywał się tak, jakby uderzenie tłuczka wybiło mu z głowy połowę jego życiorysu, ale bez problemu połączył problematyczną dla jego zespołu graczkę z właściwym nazwiskiem, zupełnie jakby miał tę informację wyrytą w umyśle dużymi literami. Musiał zaufać jej opisowi, gdyż nie miał szans rozpoznać dziewczyny po samym wyglądzie. Wzrok wciąż płatał mu figle, a Mackenzie była poobijana. Na boisku rozpoznawał ją po charakterystycznych blond włosach, a w tym momencie miały one barwę brudu i błota.
- Wiesz może jak skończył się mecz? - spytał się gryfonki. Nie tylko na boisku był dwa kroki za nią. Mimo wymiany zdań między nauczycielką a Greengrass jakimś cudem do jego świadomości wciąż nie dotarła informacja, że mecz jeszcze trwał. Przekonany, że już dawno było po wszystkim, wpatrywał się w przeciwniczkę będącą coraz bliżej swojego celu.
Otworzenie okna niewiele pomogło. Wiatr z radością wdarł się do środka, wywiewając wszystkie kartki ułożone na pobliskim stoliku. Niemiłosiernie dudnił i w tandemie z deszczówką spływająca po rynnach zagłuszał to, co działo się na stadionie. Mimo to był przekonany, że usłyszał krzyk komentatora, z którego rozpoznał słowo „Gryffindor”. Niestety, nie było sposobu, by powiedzieć, czy zdobyli punkt, czy złapali znicz, czy może wprost przeciwnie, dostawali baty. Zaraz potem mógłby przysiąc, że usłyszał ten sam głos wykrzykujący nazwisko jego koleżanki z drużyny, ale pełna informacja o tym, co się z nią działo, była zagłuszona przez warunki pogodowe.
@Mackenzie Greengrass