Nie do końca rozumiała dlaczego Florence chciała się z nią spotkać. Zazwyczaj to ona nawiedzała ją w różnych dziwnych godzinach potrzebując pomocy. Raczej rzadko umawiały się na konkretny termin, co było całkiem miłą odmianą. Geraldine z tej okazji nawet trochę posprzątała, ba zakupiła zestaw herbat, żeby móc ugościć przyjaciółkę, bo zazwyczaj w jej kuchni można było znaleźć jedynie alkohol i kawę. Naprawdę więc przygotowała się do tego spotkania.
Yaxley nie wychodziła dzisiaj prawie nigdzie, zaliczyła tylko spacer z psami, nie wybierała się na żadne polowanie, żeby nie zniknąć na zbyt długo. W lasach traciła poczucie czasu, a wolałaby nie spóźnić się na wizytę swojej przyjaciółki, nie wypadało zbytnio.
Gerry wyglądała zwyczajnie. Włosy związała w długi warkocz, nie znosiła kiedy fruwały jej na wszystkie strony, jako, że była w domu, to miała na sobie zwykły czarny t-shirt i krótkie spodnie, może nie był to zbyt oficjalny strój, jak na przyjęcie gościa, ale przecież nigdzie się nie wybierały.
Gdy tylko usłyszała stukanie do drzwi, to od razu się przy nich znalazła, a wraz z nią Pierdoła i Cukier, którzy przywitali pannę Bulstrode merdając ogonami.
W końcu dały jej spokój i poszły położyć się w swoich legowiskach. Yaxley spoglądała na przyjaciółkę z zainteresowaniem, bo nie miała zielonego pojęcia, co to za skrzynkę ze sobą przyniosła. Nie wypytywała o to jednak, przynajmniej jak na razie.
- Cześć Florence, czymże zasłużyłam sobie na twoją wizytę? - Wolała zapytać, bo nadal nie rozumiała całej sytuacji.
Znalazły się przy sypialni Geraldine. Wtedy Bulstrodne wspomniała o kodzie. Geraldine zmrużyła oczy, wymyślenie czterech cyfr, które zapamięta nie było wcale takim prostym zadaniem. - Czy mam ci powiedzieć te cyfry? - Nie wiedziała, czy to jakaś zagadka, czy Flo chce się jej pochwalić swoimi jasnowidzkimi umiejętnościami, czy o co właściwie jej chodzi.