04.01.2023, 20:51 ✶
Gdy rozmawiało się z Brenną, w jednej chwili można było dyskutować o czekoladzie, w drugiej o wynikach Ligii quidditcha, w trzeciej o Hogwarcie, a w kolejnej o tym, czy da się wyhodować wielkiego, groźnego potwora z ubrań swojej ciotki. Jej myśli czasem zdawały się przypominać stado rozbrykanych szczeniaków, które to usiłowały biec w absolutnie różne strony, to niby w tę samą, ale przy okazji wpadały na siebie i się przewracały. A Brenna dość chętnie tak przynajmniej połową tych myśli dzieliła się z towarzystwem. I zazwyczaj jeśli nie była w sytuacji „rozmowa z podejrzanym”, „rozmowa z szefem” albo „rozmowa z Ministrem Magii” zachowywała się całkiem podobnie wobec koleżanek, luźnych znajomych albo przypadkowo spotykanych osób. (Wyróżniając może nieco przyjaciół, ci dostawali jeszcze większą dawkę absurdu.)
Można to było tolerować, lubić albo nienawidzić. Spotykała się już ze wszystkimi reakcjami. Victoria nie uciekała z krzykiem, w dodatku podejmowała tematy, więc można było powiedzieć, że tylko Brennę zachęcała…
- Jedna z największych zagadek współczesnego świata: kobiety z Departamentu Przestrzegania Prawa noszące buty na szpilkach do pracy – podsumowała Brenna. – Prawda? O ile nasza praca byłaby łatwiejsza. Powinni rozdawać takie specjalne instrukcje już w Hogwarcie. Albo przeprowadzać ćwiczenia. Wiesz, żeby wyrobić u czarodziejów odruch zatrzymywania się na konkretne hasło – parsknęła, chociaż gdy rozmawiały o temacie bólu, śmierci i zrozumienia morderców, była nieco poważniejsza.
- W sumie zrozumieć ich motywy na poziomie logicznym stosunkowo łatwo, gdy długo w tym siedzisz – nie zgodziła się w pewnym zamyśleniu. Po pewnym czasie zaczynałeś rozumieć, co takiemu siedzi w głowie. Skąd biorą się niektóre zachowania. Co sprawiło, że zabija, krzywdzi, kradnie. – To oczywiście co innego niż uznanie ich za „sensowne”.
Upiła jeszcze jeden łyk kawy i uśmiechnęła się do Victorii znad naczynia.
- Na przykład… co zjadłaś na śniadanie – powiedziała, odginając jeden z palców, a potem dołączył do niego drugi, trzeci, czwarty i piąty, w miarę jak wymieniała kolejne rzeczy, może zwykle mało ciekawe, ale dla niej równie interesujące, jak każdy inny temat. – Jaką sukienkę ostatnio kupiłaś, czym krewni doprowadzili cię do szału w tym tygodniu, jak spędziłaś ostatni dzień wolny albo czy trafiła ci się jakaś bardzo dziwna sprawa. O, ja na przykład. Wyobraź sobie, że jeden geniusz wręczył mnie, brygadzistce, przeklęty przedmiot na licytację, bo chciał się go pozbyć. Chyba myślał, że nie sprawdzam tego, co moja rodzina potem wystawia na charytatywnych zabawach.
Można to było tolerować, lubić albo nienawidzić. Spotykała się już ze wszystkimi reakcjami. Victoria nie uciekała z krzykiem, w dodatku podejmowała tematy, więc można było powiedzieć, że tylko Brennę zachęcała…
- Jedna z największych zagadek współczesnego świata: kobiety z Departamentu Przestrzegania Prawa noszące buty na szpilkach do pracy – podsumowała Brenna. – Prawda? O ile nasza praca byłaby łatwiejsza. Powinni rozdawać takie specjalne instrukcje już w Hogwarcie. Albo przeprowadzać ćwiczenia. Wiesz, żeby wyrobić u czarodziejów odruch zatrzymywania się na konkretne hasło – parsknęła, chociaż gdy rozmawiały o temacie bólu, śmierci i zrozumienia morderców, była nieco poważniejsza.
- W sumie zrozumieć ich motywy na poziomie logicznym stosunkowo łatwo, gdy długo w tym siedzisz – nie zgodziła się w pewnym zamyśleniu. Po pewnym czasie zaczynałeś rozumieć, co takiemu siedzi w głowie. Skąd biorą się niektóre zachowania. Co sprawiło, że zabija, krzywdzi, kradnie. – To oczywiście co innego niż uznanie ich za „sensowne”.
Upiła jeszcze jeden łyk kawy i uśmiechnęła się do Victorii znad naczynia.
- Na przykład… co zjadłaś na śniadanie – powiedziała, odginając jeden z palców, a potem dołączył do niego drugi, trzeci, czwarty i piąty, w miarę jak wymieniała kolejne rzeczy, może zwykle mało ciekawe, ale dla niej równie interesujące, jak każdy inny temat. – Jaką sukienkę ostatnio kupiłaś, czym krewni doprowadzili cię do szału w tym tygodniu, jak spędziłaś ostatni dzień wolny albo czy trafiła ci się jakaś bardzo dziwna sprawa. O, ja na przykład. Wyobraź sobie, że jeden geniusz wręczył mnie, brygadzistce, przeklęty przedmiot na licytację, bo chciał się go pozbyć. Chyba myślał, że nie sprawdzam tego, co moja rodzina potem wystawia na charytatywnych zabawach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.