Starała się mu mówić tylko to, co powinna, najlepiej jak najmniej, żeby niepokoić brata za bardzo. Nie było to wcale łatwe, opowiadać o tym na okrętkę, dlatego nie do końca sobie z tym radziła, normalnie przecież też miała problem z tym, żeby zebrać swoje myśli, co dopiero w sytuacji, w której musiała zważać na słowa. Cóż, robiła co w swojej mocy, żeby jakoś ułożyć to w odpowiednią całość.
Nie było jej wcale łatwo się z nim tym dzielić, bo nie chciała, bardzo nie chciała, żeby się o nią martwił. Nikt nie powinien przejmować się jej losem, ona sama była za siebie odpowiedzialna. Nie mogła zrzucać tego na kogoś innego. Przynajmniej tak się jej wydawało. Nie znosiła prosić o pomoc, tutaj i tak poprosiła naprawdę sporą ilość osób o to, aby pomogły uzyskać jej informacje. Z resztą jakoś da radę sama. Jakoś sobie poradzi, zawsze sobie przecież radziła, tym razem nie powinno być inaczej. Musiało być dobrze. Kto jeśli nie ona byłby w stanie rozwiązać ten problem? Naprawdę zaczęła mieć nadzieję. Zresztą, nawet jeśli jej się nie uda, to tylko i wyłącznie ona na tym ucierpi. Już wiele osób oberwało rykoszetem przez Thorana, nie zamierzała pozwolić na to, aby ktokolwiek jeszcze ryzykował. Musiała to załatwić sama.
- Nie chciałam zawracać ci głowy swoimi sprawami, masz zbyt wiele teraz na głowie. - W końcu niedawno zmienił się w wampira, naprawdę powinien zająć się sobą, a nie przejmować tym, że ona miała jakieś problemy z egzystencją.
- Nie wiem jak, wiem tylko, że Florence nie widziała mojej przyszłości, doszłam więc do wniosku, że może nie istnieć. - Nie wydawała się być tym faktem szczególnie mocno załamana, najwyraźniej zdążyła się już pogodzić z tą myślą. - Oczywiście nie zamierzam się poddawać, chociaż na początku było trochę ciężko mi się z tym oswoić. - Była naprawdę bardzo spokojna, jak na to, że mówiła o tym, że niedługo może umrzeć.
- Dużo osób mi pomogło, znaleźli niezbędne informacje, już wiem, co muszę zrobić. - Nadal jednak najwyraźniej nie chciała wszystkiego powiedzieć Astarothowi, bo bała się, że mógłby się w to zaangażować, a nie chciała, żeby stała mu się krzywda. Nigdy więcej nie zaryzykuje jego życia.
- Powiem ci, na pewno ci powiem, jak wreszcie sobie z tym poradzę, o ile sobie poradzę. Na pewno stanie się to na dniach, ale nie chcę teraz o tym mówić, musisz mi zaufać, musisz wierzyć, że mi się uda. - To była jej jedyna prośba, nie mogła się rozpraszać tym, że Ask mógłby chcieć wziąć sprawy we własne ręce, bo mogła stracić czujność, gdyby chodziło o jego ewentualne bezpieczeństwo.