16.06.2024, 18:10 ✶
— Faktycznie, muszę — przyznał jej rację z kwaśną miną. — Najdroższy czarodziej Wielkiej Brytanii będzie brzmiał lepiej, gdy będzie mu towarzyszył tytuł Najbardziej pożądanego kawalera w Wielkiej Brytanii, a nie ''drugiego najbardziej pożądanego''. Jak już mam grać w tę grę, to wolałbym wygrać całą pulę nagród.
Ach... Po raz kolejny przemawiała przez niego ambicja. Niektórych genów czystej krwi nie potrafiło wypłukać nawet wychowanie pośród Longbottomów. Chociaż nie miał najlepszej opinii o mediach i chmarach reporterów biegających po całym Londynie, tak, kiedy już machina wizerunkowa zaczynała się rozkręcać... Chciał wypaść jak najlepiej. Dla swojego własnego dobra. I w bardzo małej części dla swojego ego.
— Faktycznie! Kapka tradycji w kalendarzu na pewno przyciągnie konserwatywne starsze czarownice.
Szykowne tiary czarodziejów sprzed kilku dekad nie były obecnie najpopularniejszym ubiorem, chociaż dalej można było napotkać sporo czarodziejów z takimi nakryciami głowy. Wpływ nowych trendów w modzie czarodziejów? A może mugolskie trendy odzieżowe powoli przesiąkały do magicznego Londynu przez Dziurawy Kocioł?
— Większość dnia pewnie spędzę na oficjalnych obchodach w magicznej dzielnicy — przyznał bez najmniejszego zająknięcia się, kiwając powoli głową, jakby w ten sposób utwierdzał się w przekonaniu, że jego plany faktycznie wejdą w życie w niezmienionej formie. — Wieczorem planuję wyskoczyć do naszej rodzinnej chaty w górach szkockich.
Biorąc pod uwagę, że Longbottomowie byli dosyć prominentnym rodem w czarodziejskiej społeczności raczej nikogo nie dziwiło, że pod ich nazwiskiem funkcjonowało w kraju parę budynków poza Warownią. Większość z nich znajdowała się pod opieką kuzynostwa, które po prostu tam pomieszkiwała, jednak chata na wyżynach była...
Cóż, niczym w porównaniu do rezydencji w Dolinie Godryka. Minimalne zabezpieczenia, które pewnie i tak zdążył osłabnąć przez brak ludzkiej obecności w okolicy; budynek był wykorzystywany podczas nielicznych w ostatnich latach wyjazdach rodzinnych na urlopy w trakcie kalendarzowej zimy.
— A ty? Mam nadzieję, że nie spędzisz święta nad jakimś śledztwem? — Zerknął na siostrę podejrzliwie, mrużąc przy tym oczy. — Wiesz, że nawet ty zasługujesz na odpoczynek i chwilę oddechu od tego, co się dzieje w Ministerstwie, prawda?
Nie chciał wdawać się z Brenną w kolejną utarczkę słowną. Chociaż nie mógł jej karać za posiadanie dobrego serca, tak wolałby, żeby faktycznie trochę wypoczęła skoro była ku temu okazja, niż spędzała kolejny dzień w biurach Brygady Uderzeniowej. Wbrew pozorom Longbottomowie nie byli jedynymi pracownikami Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Czasem można było nieco zwolnić.
— Dobrze, to w takim razie, jak tutaj skończymy, to załatwię tego całego stracha na wróble.
Westchnął przeciągle, przysiadając na podłokietniku fotela zajętego przez Brennę. Osobiście wydawało mu się, że było to nieco dziwne posunięcie, ale podobno, póki coś działa, to nie powinno się uznawać tego za głupie, więc... Kim był, żeby sprzeciwiać się swojej rodzonej siostrze? W jakiejś kanciapie na pewno się zachował jakiś nieużywany egzemplarz. W najgorszym razie poprosi Samuela, żeby jakiegoś przygotował.
— Myślisz, że powinniśmy się pomodlić? — spytał po dłuższej chwili. — Wiesz, poprosić o powodzenie w nadchodzących tygodniach, święty spokój podczas obchodów, brak apokaliptycznej katastrofy, która rozerwie świat na strzępy...
Ach... Po raz kolejny przemawiała przez niego ambicja. Niektórych genów czystej krwi nie potrafiło wypłukać nawet wychowanie pośród Longbottomów. Chociaż nie miał najlepszej opinii o mediach i chmarach reporterów biegających po całym Londynie, tak, kiedy już machina wizerunkowa zaczynała się rozkręcać... Chciał wypaść jak najlepiej. Dla swojego własnego dobra. I w bardzo małej części dla swojego ego.
— Faktycznie! Kapka tradycji w kalendarzu na pewno przyciągnie konserwatywne starsze czarownice.
Szykowne tiary czarodziejów sprzed kilku dekad nie były obecnie najpopularniejszym ubiorem, chociaż dalej można było napotkać sporo czarodziejów z takimi nakryciami głowy. Wpływ nowych trendów w modzie czarodziejów? A może mugolskie trendy odzieżowe powoli przesiąkały do magicznego Londynu przez Dziurawy Kocioł?
— Większość dnia pewnie spędzę na oficjalnych obchodach w magicznej dzielnicy — przyznał bez najmniejszego zająknięcia się, kiwając powoli głową, jakby w ten sposób utwierdzał się w przekonaniu, że jego plany faktycznie wejdą w życie w niezmienionej formie. — Wieczorem planuję wyskoczyć do naszej rodzinnej chaty w górach szkockich.
Biorąc pod uwagę, że Longbottomowie byli dosyć prominentnym rodem w czarodziejskiej społeczności raczej nikogo nie dziwiło, że pod ich nazwiskiem funkcjonowało w kraju parę budynków poza Warownią. Większość z nich znajdowała się pod opieką kuzynostwa, które po prostu tam pomieszkiwała, jednak chata na wyżynach była...
Cóż, niczym w porównaniu do rezydencji w Dolinie Godryka. Minimalne zabezpieczenia, które pewnie i tak zdążył osłabnąć przez brak ludzkiej obecności w okolicy; budynek był wykorzystywany podczas nielicznych w ostatnich latach wyjazdach rodzinnych na urlopy w trakcie kalendarzowej zimy.
— A ty? Mam nadzieję, że nie spędzisz święta nad jakimś śledztwem? — Zerknął na siostrę podejrzliwie, mrużąc przy tym oczy. — Wiesz, że nawet ty zasługujesz na odpoczynek i chwilę oddechu od tego, co się dzieje w Ministerstwie, prawda?
Nie chciał wdawać się z Brenną w kolejną utarczkę słowną. Chociaż nie mógł jej karać za posiadanie dobrego serca, tak wolałby, żeby faktycznie trochę wypoczęła skoro była ku temu okazja, niż spędzała kolejny dzień w biurach Brygady Uderzeniowej. Wbrew pozorom Longbottomowie nie byli jedynymi pracownikami Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Czasem można było nieco zwolnić.
— Dobrze, to w takim razie, jak tutaj skończymy, to załatwię tego całego stracha na wróble.
Westchnął przeciągle, przysiadając na podłokietniku fotela zajętego przez Brennę. Osobiście wydawało mu się, że było to nieco dziwne posunięcie, ale podobno, póki coś działa, to nie powinno się uznawać tego za głupie, więc... Kim był, żeby sprzeciwiać się swojej rodzonej siostrze? W jakiejś kanciapie na pewno się zachował jakiś nieużywany egzemplarz. W najgorszym razie poprosi Samuela, żeby jakiegoś przygotował.
— Myślisz, że powinniśmy się pomodlić? — spytał po dłuższej chwili. — Wiesz, poprosić o powodzenie w nadchodzących tygodniach, święty spokój podczas obchodów, brak apokaliptycznej katastrofy, która rozerwie świat na strzępy...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞