04.01.2023, 21:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 21:44 przez William Lestrange.)
Na dźwięk swojego własnego, szczerego śmiechu wzdrygnął się niezauważalnie, bo ten wyszedł z niego niesamowicie niespodziewanie. Nie spodziewał się, po tygodniach spędzonych albo na kłótniach, spotkaniach naukowych czy samemu w pracowni, że rozbawi go tak trywialny, prosty żart. Niezrozumienie odbiło się w jego oczach, ale tylko na chwilę - nie potrafił zbyt dobrze panować nad wyrazami twarzy, słowami czy nieokazywaniem uczuć, był w tym wszystkim bardzo szczery, przede wszystkim w zagubieniu.
Florence nie wydawała się nawet w połowie tak niezorientowana, co on - kwestia priorytetów i charakteru, tak zakładał, no, przede wszystkim tego pierwszego. Nie przeszkadzało mu to, że ludzie myśleli o nim jako o nierozgarniętym, często też ułatwiało sprawy, jak, chociażby tę z bobrem. Kto posądziłby go o zapoczątkowanie takiego zamieszania? Nikt - chyba, że wszczęto by dochodzenie.
- Aż tak bardzo są niezorganizowani? I nie mówię tu o stażystach, bo ci z zasady, zazwyczaj, tacy są, w końcu jeszcze się uczą - wzruszył lekko ramionami. Miał swój porządek pracy, przy eliksirotwórstwie oraz pracy z różnymi substancjami trzeba było uważności, ale przy rygorze Florence nawet to nie stało, prawdopodobnie szybko by się poprztykali, gdyby mieli dyżur przy jednym stanowisku - Szpital cały czas stoi, więc chyba boją się, że byś go wybudowała od nowa i rozniosła, jakbyś wróciła na ruiny. - oczywiście, że żartował, ale nigdy nie był w tym delikatny, nie posiadał filtra, więc wrażliwi na swoim punkcie rozmówcy bardzo szybko tracili przy nim cierpliwość.
- Jestem tu... - bo jestem okropnym mężem? Bo nie nadaję się do relacji międzyludzkich i próbuje wszystkim oraz sobie udowodnić, że tak nie jest?
Widać było, że się na chwilę zawiesił, ale zaraz też zaaferował, nie chcąc zdradzać faktycznego powodu, dlaczego w ogóle zdecydował się przyjść. Dla osoby nie znającej sytuacji w jego małżeństwie mogło to oznaczać tak naprawdę cokolwiek.
- Przepraszam, jestem tu, bo wypadało przyjść. To idiotyczne. - skrzywił się nieznacznie jakby brzydził się sam sobą, że jest to prawdziwy powód. Czuł się ostatnio, jeżeli nie przesiadywał w labolatorium, zagubiony, jakby zostawił sporą część siebie w przeszłości, a teraz po prostu funkcjonował na autopilocie. Coraz bardziej mu to doskwierało, ale nie wiedział dokładnie co takiego z tym zrobić i czy w ogóle powinien cokolwiek. Świat, zwłaszcza ten towarzyski, okazywał się zazwyczaj nazbyt wymagający. Chciał mieć kogoś, kto pomógłby zaprezentować, to co miał w głowie - wszystkie pomysły, idee - za niego, ale dotychczas nie był w stanie nawiązać relacji, która by mu to przyniosła.
Zdziwił się zdecydowanym ruchem, który Bulstrode wykonała. Zamrugał i spojrzał to na nią, to na rękę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, pozostał raczej neutralny, ale w oczach błysnęło zrozumienie.
- Ścisnąłem kieliszek. To nic takiego. Przez tę całą sytuację z bobrem całkowicie o tym zapomniałem. Krew starłem chusteczką, bo tylko to miałem pod ręką, pewnie zająłbym się tym w domu, albo przed tym jak usiadłbym do jakichś eliksirów. - wyjaśnił po krótce, był rzetelny, nie tłumaczył co wywołało w nim takie emocje, aby skruszyć szkło, bo też nie takie było pytanie jego rozmówczyni.
Nie zabrał ręki, nie spiął się też na dotyk, jakby nie wiązał z nim niczego znaczącego, tak samo jak lata temu nie udało mu się dotrzeć do faktu, dlaczegoż to przesiadywanie w opuszczonej łazience dziewcząt mogłoby ukazać go w złym świetle.
Florence nie wydawała się nawet w połowie tak niezorientowana, co on - kwestia priorytetów i charakteru, tak zakładał, no, przede wszystkim tego pierwszego. Nie przeszkadzało mu to, że ludzie myśleli o nim jako o nierozgarniętym, często też ułatwiało sprawy, jak, chociażby tę z bobrem. Kto posądziłby go o zapoczątkowanie takiego zamieszania? Nikt - chyba, że wszczęto by dochodzenie.
- Aż tak bardzo są niezorganizowani? I nie mówię tu o stażystach, bo ci z zasady, zazwyczaj, tacy są, w końcu jeszcze się uczą - wzruszył lekko ramionami. Miał swój porządek pracy, przy eliksirotwórstwie oraz pracy z różnymi substancjami trzeba było uważności, ale przy rygorze Florence nawet to nie stało, prawdopodobnie szybko by się poprztykali, gdyby mieli dyżur przy jednym stanowisku - Szpital cały czas stoi, więc chyba boją się, że byś go wybudowała od nowa i rozniosła, jakbyś wróciła na ruiny. - oczywiście, że żartował, ale nigdy nie był w tym delikatny, nie posiadał filtra, więc wrażliwi na swoim punkcie rozmówcy bardzo szybko tracili przy nim cierpliwość.
- Jestem tu... - bo jestem okropnym mężem? Bo nie nadaję się do relacji międzyludzkich i próbuje wszystkim oraz sobie udowodnić, że tak nie jest?
Widać było, że się na chwilę zawiesił, ale zaraz też zaaferował, nie chcąc zdradzać faktycznego powodu, dlaczego w ogóle zdecydował się przyjść. Dla osoby nie znającej sytuacji w jego małżeństwie mogło to oznaczać tak naprawdę cokolwiek.
- Przepraszam, jestem tu, bo wypadało przyjść. To idiotyczne. - skrzywił się nieznacznie jakby brzydził się sam sobą, że jest to prawdziwy powód. Czuł się ostatnio, jeżeli nie przesiadywał w labolatorium, zagubiony, jakby zostawił sporą część siebie w przeszłości, a teraz po prostu funkcjonował na autopilocie. Coraz bardziej mu to doskwierało, ale nie wiedział dokładnie co takiego z tym zrobić i czy w ogóle powinien cokolwiek. Świat, zwłaszcza ten towarzyski, okazywał się zazwyczaj nazbyt wymagający. Chciał mieć kogoś, kto pomógłby zaprezentować, to co miał w głowie - wszystkie pomysły, idee - za niego, ale dotychczas nie był w stanie nawiązać relacji, która by mu to przyniosła.
Zdziwił się zdecydowanym ruchem, który Bulstrode wykonała. Zamrugał i spojrzał to na nią, to na rękę. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, pozostał raczej neutralny, ale w oczach błysnęło zrozumienie.
- Ścisnąłem kieliszek. To nic takiego. Przez tę całą sytuację z bobrem całkowicie o tym zapomniałem. Krew starłem chusteczką, bo tylko to miałem pod ręką, pewnie zająłbym się tym w domu, albo przed tym jak usiadłbym do jakichś eliksirów. - wyjaśnił po krótce, był rzetelny, nie tłumaczył co wywołało w nim takie emocje, aby skruszyć szkło, bo też nie takie było pytanie jego rozmówczyni.
Nie zabrał ręki, nie spiął się też na dotyk, jakby nie wiązał z nim niczego znaczącego, tak samo jak lata temu nie udało mu się dotrzeć do faktu, dlaczegoż to przesiadywanie w opuszczonej łazience dziewcząt mogłoby ukazać go w złym świetle.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated