Była przyzwyczajona do tego, że ludzie nie potrafili się powstrzymać przed niedyskretnym spoglądaniem w jej kierunku. Wzbudzała zainteresowanie, wszędzie gdzie się pojawiła, chociaż często wiele by dała, żeby niknąć w tłumie. Rzadko kiedy jednak jej się to udawało. Nokturn był miejscem, które wybrała na spotkanie nie bez powodu. Czuła się tutaj zawsze trochę bardziej anonimowa, ci bogaci czystokrwiści raczej nie kręcili się w okolicy, aby nie zszargać swojej opinii, ona się tym nie przejmowała. Wiedziała, że ludzie lubią o nich plotkować, jej rodzina była specyficzna, nawet wśród innych czystokrwistych wzbudzała kontrowersje.
- Chyba najrozsądniejsze, zważając na sytuację. - Wolała nie podchodzić zbyt optymistycznie do tego spotkania, bo póki co nie wiedziała, czego się spodziewać, co tym razem odpierdolił jej kochany brat bliźniak? Tego się miała dopiero dowiedzieć. Thomas nie wyglądał na mocno wkurzonego, nie miał śladów po pobiciu, więc aż tak źle nie było, przynajmniej miała taką nadzieję.
Nie zauważyła uniesionej brwi wyrażającej zdziwienie tym, że korzystała z mugolskiej zapalniczki. Nie uważała, żeby było to coś nadzwyczajnego. Geraldine nie miała problemu z tym, aby bratać się z mugolami. Często pojawiała się w tej niemagicznej części Londynu, uważała, że mogą się naprawdę sporo nauczyć od tych, którzy magami nie byli. Miała świadomość, że to dosyć kontrowersyjne podejście, jak na jedną z czystokrwistych. To też miała gdzieś, nie do końca przejmowała się tym, co o niej mówią, chociaż wyjątkowo dbała o to, aby jej rodzina nie utraciła relacji wynikających ze swojego pochodzenia, taki dziwny paradoks. Szczególnie, że ostatnimi czasy, to ona zajmowała się utrzymywaniem ich statusu społecznego, czego nigdy nie miała zamiaru robić, los jednak chciał inaczej.
- Przyzwyczaiłam się już do tego. - Nie oczekiwała od niego współczucia, uśmiechnęła się jednak delikatnie, kiedy zobaczyła, że korzysta z podobnej metody co ona podczas odpalania fajki. Takie drobne gesty mogły do siebie zbliżyć.
- Jestem w trakcie ustalania źródła problemu, tak naprawdę to zbliżam się do rozwiązania. - Nie do końca chciała dzielić się z obcą osobą swoimi odkryciem, nie miała pojęcia przecież, jakie są jego zamiary. Chciała jednak, żeby wiedział, że ma wszystko pod kontrolą, że już niedługo załatwi sprawę. - Mój brat już niedługo nie będzie nikogo niepokoił. - Dodała jeszcze bardzo pewnym tonem głosu. Zaciągnęła się dymem, któryś raz z kolei, a po chwili wypuściła bardzo niewielką chmurę. Uwielbiała to uczucie w płucach, kiedy przyjemnie ją łaskotało.
- Ciężko mi będzie spełnić ich oczekiwania, gdy nie wiem, czego chcą. - Spoglądała na niego nieco zaskoczona, bo spodziewała się jednak uzyskać jakąś konkretniejszą odpowiedź. Jak widać wcale miało nie być tak prosto.
- Czyli chciałbyś, żebym przyprowadziła im mojego brata na pożarcie? - Nie wiedziała, czy go dobrze zrozumiała. Wbrew pozorom to nie było wcale takie proste do zrealizowania. Skąd bowiem mogła wiedzieć, gdzie właściwie szukać tych magicznych matek, oczywiście samo zaprowadzenie gdziekolwiek Thorana też było sporym wyzwaniem, oczywiście nie zakładała, że nie uda jej się tego zrealizować, chociaż wiedziała, że on wie, że ona węszy, że szuka dowodów, które miały go udupić, ba sam widział, że jest mocno zaangażowana w tę sprawę. Sytuacja powoli zaczynała ją przerastać. - Mogłabym je zapewnić, że się nim zajmę, chociaż mam wrażenie, że w tej sytuacji moje słowo może okazać się niewystarczające. - Nie była głupia, wiedziała, że to wyglądało źle.
Rozmyślała o tym wszystkim tak bardzo intensywnie, że nie zauważyła, że zaczęła palić filtr papierosa, przez co poparzyła się w usta, syknęła cicho z bólu, a później przygasiła resztę niedopałka w popielniczce, która znajdowała się na stole.