Najwyraźniej niektóre ze znajomych jej osób korzystały z okazji do tego, żeby zarobić nieco grosza u Blacków. Billy nie był pierwszą osobą, którą widziała tutaj w stroju kelnera. Wcześniej spotkała Edga, który również prezentował się wyjątkowo w tym garniturze. Tak naprawdę, to nie spodziewała się, że przyjdzie jej tu spotkać tyle znajomych twarzy. Oczywiście zakładała, że spotka sporą część swoich czystokrwistych znajomych, to mogła przewidzieć, jednak tych innych niekoniecznie się spodziewała tutaj zobaczyć. Miała nadzieję, że organizatorzy wesela solidnie im wynagrodzą pracę podczas tego przyjęcia. Na pewno ich było na to stać.
Spora część gości była już całkiem nieźle wstawiona. Pannie Yaxley póki co nie udało się jeszcze dojść do takiego stanu nieważkości - a szkoda, nawet im trochę zazdrościła tej lekkości bytu. Nie zamierzała się już teraz ociągać, przecież nie przyszła tu po to, żeby wyjść stąd trzeźwa. Nie po to męczyła się tyle czasu tkwiąc w tej niewygodnej sukni, miała zamiar wykorzystać tę okazję w odpowiedni sposób.
Billy zaczął jej paniować. Przyglądała mu się uważnie. Czyżby jej nie pamiętał, a może ten strój, który miała na sobie go zmylił, może po prostu się z nią droczył? Póki co nie wiedziała, która opcja jest prawdziwa, dlatego też postanowiła pociągnąć tę rozmowę w ten sposób.
- Możesz, oczywiście, że możesz zrobić więcej. - Rzuciła lekko, uśmiechnęła się przy tym zadziornie. Sama jeszcze nie wiedziała, co to może być, jednak zawsze można zrobić więcej, to było rzeczą oczywistą.
- Wyglądam, jakbym potrzebowała świeżego powietrza? - Zapytała jeszcze, bo najwyraźniej coś w wyrazie jej twarzy mówiło, że chce wyjść na zewnątrz. Właściwie to nawet trafił w sedno, zazwyczaj znikała podczas takich spędów i zaszywała się z dala od ciekawskich oczu, szukając szczęścia, albo nieszczęścia.
- Chętnie zbiorę myśli w ogrodzie, tylko musiałbyś dyskretnie zabrać jedną butelką lub dwie, żebym faktycznie mogła zacząć myśleć. - Nie zamierzała odpuścić sobie możliwości upicia się za pieniądze Blacków. Szkoda było zmarnować okazję. - Czyżbyś też chciał trochę pomyśleć? Mam wrażenie, że razem może to pójść zdecydowanie lepiej. - Wydawało jej się, że Billy nie powinien mieć jej za złe tego, że odciągnie go od pracy, ba, pewnie jak się zorientuje, że ona to ona, to jeszcze jej podziękuje za to, że dzięki niej ucieknie od obowiązków. Wydawało się jej, że raczej nikt nie powinien zauważyć tego, że stąd zniknie. Na sali było sporo kelnerów. Bez potrzeby by się jeszcze przepracowywał, a tak mogliby spędzić chwilę razem, w towarzystwie nie najgorszej butelki alkoholu. Plan wydawał się jej być sprytny, oby tylko on również tak uważał.