04.01.2023, 22:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2023, 22:33 przez William Lestrange.)
Pomimo tego, że zazwyczaj był dość wycofany w towarzystwie, tak przy rozmowie z kimś bliższym potrafił dać ponieść się żartom, czasami nawet i monologom, ale tego drugiego, jak na razie, wolał Florence oszczędzić. Miewał już momenty, gdzie ludzie albo błagali go, aby przestał mowić, albo zasypiali - wtedy nauczył się, że powinien lepiej dobierać widownie i nie skupiać się na tych, których nie interesuje to, co ma do przekazania, a przede wszystkim samo jego towarzystwo. Nawet jeżeli miał mieć tylko małą grupą ludzi, z którymi spędza czas, wydawało się to znacznie lepszą perspektywą niż próba dopasowania uśmiechu do każdej rozmowy.
- Doskonałego? Chyba, żadne nie może być, ale jeżeli już jakieś miałoby być to tylko twoje. W razie czego daj znać które sekcje jak opisać. - mrugnął do niej, wciąż ciągnąć żart, bo przecież nikogo nie miała zamiaru zabijać za przestawienie eliksiru na niższą półkę. Przynajmniej taką miał nadzieję, dopadła go pewna wątpliwość, bo perfekcjonizm Florence pamiętał jeszcze ze szkoły i wiele osób jak i przedmiotów padło jego ofiarą.
Chwilowe zwątpienie nie ujmowało wcale ognikom rozświetlającym jego spojrzenia, kiedy mógł z kimś pożartować bez doszukiwania się złośliwości ani strachu, że kolejnym słowem naciśnie na temat, na który nie powinien. Czuł dziwną ulgę, gdy odpowiedzi Bulstrode były proste i bezpośrednie. Gdyby nie fakt, że nie chciał jej odrywać od pracy to zaprosiłby ją może na jakieś spotkanie poza balem, gdzie otaczało ich mnóstwo ludzi, kto wie, być może nauczyliby się obydwoje oderwać się od swojej pracy raz na jakiś czas... lub rozmawialiby o niej ze sobą, ale poza produktywnymi godzinami.
- Bo zawsze wydawało mi się to idiotyczne. Jeżeli nie lubię gdzieś chodzić, to nie idę, oczywiście jeżeli mowa tutaj o poświęceniu na to mojego wolnego czasu. Praca czy inne obowiązki to kompletnie co innego - zaznaczył na samym początku, bo przecież życie nie składało się tylko z rzeczy przyjemnych - Nie lubię tej całej gry pozorów, nigdy nie lubiłem, ale z drugiej strony, jakbyśmy wszyscy byli dobitnie szczerzy to też nic by nie działało. Nie ma złotego środka, ale definitywnie za duża ilość osób robi lub nie robi czegoś, bo 'tak wypada'. Mamy tylko jedno życie, bez sensu je marnować na coś, co nie przynosi satysfakcji. - wyjaśnił swój punkt widzenia, ale nie przedłużał tej wypowiedzi, jeżeli Florence będzie chciała na ten temat usłyszeć więcej to pociągnie dialog.
Uniósł brwi widząc jak szybko w dłoniach kobiety znalazła się różdżka i jak zwinnie nią operowała, aby pozbyć się niewielkiego zadrapania. Dokładnie o to by ją posądzał - o idealne wykonywanie swojego fachu, ale jednocześnie przyglądał się temu procesowi, trochę jakby był wyjątkową nocą spadających gwiazd. Nie powiedział ani słowa, dając jej pracować i też przyjął naganę bez większego przejęcia - w młodości bardzo dużo osób traktowało go w ten sposób, więc nauczył się to wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać. Zabrał dłoń dopiero, gdy cały proces był skończony.
- Minęło wiele lat odkąd ktoś faktycznie użył na mnie zaklęć uzdrawiających, zazwyczaj robię to sam. - wyznał bez ogródek, bo to głownie dlatego ta sytuacja wydala mu się tak nieszablonowa - A odpowiadając na twoje pytanie, to cóż, chyba wtedy musiałbym cię odwiedzić na dyżurze, więc nie byłoby tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedział skąd wzięły się w nim te nagłe pokłady pewności siebie, ale te, od czasu do czasu po prostu brały kontrolę nad jego językiem, a William na pozwalał.
Nigdy też sama Florence nie wydawała mu się przemądrzała, chociaż słyszał jak inni ją tak nazywali, najcześciej za jej plecami, czego też, z początku nie rozumiał. Bardzo nienaturalnym było dla niego plotkowanie, bo jeżeli posiadał jakikolwiek zatarg z kimkolwiek to starał się go wyjaśnić. Takowy delikwent albo sobie odpuszczał, albo Lestrange kończył z podbitym okiem. Po części potrafił się sam wyleczyć lub zagadywał potem pielęgniarkę o przeróżne specyfiki. Tak czy siak, Bulstrode była kimś, kto nie bał się wyrazić swojej opinii, miała wiedzę w danym zakresie i na te tematy się wypowiadała, szanował to, a nie traktował jako coś, przez co chciała zdegradować innych. To nie była jej winna, ze inni byli niepewni swojej wartości, gdy ona swoją doskonale znała.
- Chcesz zatańczyć? - wypalił nagle - Skoro już tu jesteśmy, 'bo wypada', to można przynajmniej wykorzystać parkiet. Aczkolwiek będziesz musiała prowadzić, nie pamiętam kiedy ostatnio tańczyłem. - uprzedził, czysto informacyjnie. Nie przeszkadzała mu 'zamiana roli', wręcz odwrotnie, w ogóle o nich nie myślał.
- Doskonałego? Chyba, żadne nie może być, ale jeżeli już jakieś miałoby być to tylko twoje. W razie czego daj znać które sekcje jak opisać. - mrugnął do niej, wciąż ciągnąć żart, bo przecież nikogo nie miała zamiaru zabijać za przestawienie eliksiru na niższą półkę. Przynajmniej taką miał nadzieję, dopadła go pewna wątpliwość, bo perfekcjonizm Florence pamiętał jeszcze ze szkoły i wiele osób jak i przedmiotów padło jego ofiarą.
Chwilowe zwątpienie nie ujmowało wcale ognikom rozświetlającym jego spojrzenia, kiedy mógł z kimś pożartować bez doszukiwania się złośliwości ani strachu, że kolejnym słowem naciśnie na temat, na który nie powinien. Czuł dziwną ulgę, gdy odpowiedzi Bulstrode były proste i bezpośrednie. Gdyby nie fakt, że nie chciał jej odrywać od pracy to zaprosiłby ją może na jakieś spotkanie poza balem, gdzie otaczało ich mnóstwo ludzi, kto wie, być może nauczyliby się obydwoje oderwać się od swojej pracy raz na jakiś czas... lub rozmawialiby o niej ze sobą, ale poza produktywnymi godzinami.
- Bo zawsze wydawało mi się to idiotyczne. Jeżeli nie lubię gdzieś chodzić, to nie idę, oczywiście jeżeli mowa tutaj o poświęceniu na to mojego wolnego czasu. Praca czy inne obowiązki to kompletnie co innego - zaznaczył na samym początku, bo przecież życie nie składało się tylko z rzeczy przyjemnych - Nie lubię tej całej gry pozorów, nigdy nie lubiłem, ale z drugiej strony, jakbyśmy wszyscy byli dobitnie szczerzy to też nic by nie działało. Nie ma złotego środka, ale definitywnie za duża ilość osób robi lub nie robi czegoś, bo 'tak wypada'. Mamy tylko jedno życie, bez sensu je marnować na coś, co nie przynosi satysfakcji. - wyjaśnił swój punkt widzenia, ale nie przedłużał tej wypowiedzi, jeżeli Florence będzie chciała na ten temat usłyszeć więcej to pociągnie dialog.
Uniósł brwi widząc jak szybko w dłoniach kobiety znalazła się różdżka i jak zwinnie nią operowała, aby pozbyć się niewielkiego zadrapania. Dokładnie o to by ją posądzał - o idealne wykonywanie swojego fachu, ale jednocześnie przyglądał się temu procesowi, trochę jakby był wyjątkową nocą spadających gwiazd. Nie powiedział ani słowa, dając jej pracować i też przyjął naganę bez większego przejęcia - w młodości bardzo dużo osób traktowało go w ten sposób, więc nauczył się to wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać. Zabrał dłoń dopiero, gdy cały proces był skończony.
- Minęło wiele lat odkąd ktoś faktycznie użył na mnie zaklęć uzdrawiających, zazwyczaj robię to sam. - wyznał bez ogródek, bo to głownie dlatego ta sytuacja wydala mu się tak nieszablonowa - A odpowiadając na twoje pytanie, to cóż, chyba wtedy musiałbym cię odwiedzić na dyżurze, więc nie byłoby tego złego, co by na dobre nie wyszło - nie wiedział skąd wzięły się w nim te nagłe pokłady pewności siebie, ale te, od czasu do czasu po prostu brały kontrolę nad jego językiem, a William na pozwalał.
Nigdy też sama Florence nie wydawała mu się przemądrzała, chociaż słyszał jak inni ją tak nazywali, najcześciej za jej plecami, czego też, z początku nie rozumiał. Bardzo nienaturalnym było dla niego plotkowanie, bo jeżeli posiadał jakikolwiek zatarg z kimkolwiek to starał się go wyjaśnić. Takowy delikwent albo sobie odpuszczał, albo Lestrange kończył z podbitym okiem. Po części potrafił się sam wyleczyć lub zagadywał potem pielęgniarkę o przeróżne specyfiki. Tak czy siak, Bulstrode była kimś, kto nie bał się wyrazić swojej opinii, miała wiedzę w danym zakresie i na te tematy się wypowiadała, szanował to, a nie traktował jako coś, przez co chciała zdegradować innych. To nie była jej winna, ze inni byli niepewni swojej wartości, gdy ona swoją doskonale znała.
- Chcesz zatańczyć? - wypalił nagle - Skoro już tu jesteśmy, 'bo wypada', to można przynajmniej wykorzystać parkiet. Aczkolwiek będziesz musiała prowadzić, nie pamiętam kiedy ostatnio tańczyłem. - uprzedził, czysto informacyjnie. Nie przeszkadzała mu 'zamiana roli', wręcz odwrotnie, w ogóle o nich nie myślał.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated