04.01.2023, 22:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2023, 21:36 przez Mackenzie Greengrass.)
- „Nie pamiętam” brzmi jak definicja amnezji. O jasny szlag – jęknęła Mackenzie, podpierając się na moment o parapet, bo krótka przechadzka po skrzydle szpitalnym odebrała jej większość energii i zaowocowała tym, że po pierwsze, znów zrobiło się jej niedobrze, po drugie, wszystkie obrażenia zaprotestowały przeciwko ruchowi.
Ktoś inny być może zmartwiłby się stanem kolegi, który najwyraźniej oberwał bardzo mocno. I to może po części przez nią, nie wiedziała w końcu, że oberwał tłuczkiem – mogła podejrzewać, że skutkiem było to, że zrzuciła go z miotły.
Jeżeli szło o Mackenzie, to tak trywialne rzeczy nie mogły zaprzątać jej blond (tudzież błotonobrązowej), obolałej głowy, gdy nie znała wyniku. Wprawdzie wygrana albo przegrana nie odbierała jeszcze żadnej drużynie walk o finał, a Lovegood był jednym z nielicznych zawodników, których Mackenzie uznawał u Puchonów za „znośnych”, ale i tak się martwiła. Znicz bywał nieprzewidywalny. Mógł na przykład wpaść prosto w usta szukającego Puchonów.
- Nie skończył się – odpowiedziała krótko, po czym z kolejnym jęknięciem wychyliła się przez parapet, podpierając przy tym zdrową ręką. Krople deszczu zaczęły uderzać o twarz, wiatr świszczał w uszach, dołączając do świstu już i tak w jej głowie obecnego, ale mogła dostrzec kawałek boiska i latające w oddali postacie.
Niestety, nie umiała ich od siebie odróżnić. Nadstawiła uszu, zagryzając wargę z nerwów, aż w ustach poczuła smak błota i krwi. Tak, twarz też miała ubrudzoną.
- Grają dalej. Bez nas – powiedziała, takim tonem, jakby granie bez nich, no dobrze, bez niej, było według Mackenzie Greengrass straszliwym przewinieniem. - Gryffindor właśnie zdobył gol, i chyba prowadzimy dwudziestoma punktami, ale teraz przy kaflu jest wasza ścigająca, atakuje bramkę… cholera, krzyczą i zagłuszyli komentatora, nie wiem, czy trafiła, czy spudłowała - zrelacjonowała odruchowo, bo może nie litowała się nad Theodorem na tyle, żeby przejąć się jego obrażeniami, ale już na pewno dość, aby przekazać mu, co usłyszała, bo przecież nie trzyma się zawodnika quidditcha w niepewności, co do wyniku meczu. Takich rzeczy po prostu się nie robi. To byłoby absolutnie nieludzkie. – Jeżeli tego tłuczka wbił we mnie Billy, osobiście go uduszę – obiecała sobie na głos. Billy był pałkarzem Gryfonów i to całkiem dobrym pałkarzem, który miał sporo siły, ale czasem w zaaferowaniu nie był dostatecznie dokładny.
Nieważne, jak bardzo chciała słuchać i obserwować dalej. Zakazany Las i fragment boiska zaczęły rozmazywać się przed jej oczyma, więc odwróciła się i bardzo powoli osunęła na szpitalną podłogę, plecami podpierając się o ścianę.
@Theodore Lovegood
Ktoś inny być może zmartwiłby się stanem kolegi, który najwyraźniej oberwał bardzo mocno. I to może po części przez nią, nie wiedziała w końcu, że oberwał tłuczkiem – mogła podejrzewać, że skutkiem było to, że zrzuciła go z miotły.
Jeżeli szło o Mackenzie, to tak trywialne rzeczy nie mogły zaprzątać jej blond (tudzież błotonobrązowej), obolałej głowy, gdy nie znała wyniku. Wprawdzie wygrana albo przegrana nie odbierała jeszcze żadnej drużynie walk o finał, a Lovegood był jednym z nielicznych zawodników, których Mackenzie uznawał u Puchonów za „znośnych”, ale i tak się martwiła. Znicz bywał nieprzewidywalny. Mógł na przykład wpaść prosto w usta szukającego Puchonów.
- Nie skończył się – odpowiedziała krótko, po czym z kolejnym jęknięciem wychyliła się przez parapet, podpierając przy tym zdrową ręką. Krople deszczu zaczęły uderzać o twarz, wiatr świszczał w uszach, dołączając do świstu już i tak w jej głowie obecnego, ale mogła dostrzec kawałek boiska i latające w oddali postacie.
Niestety, nie umiała ich od siebie odróżnić. Nadstawiła uszu, zagryzając wargę z nerwów, aż w ustach poczuła smak błota i krwi. Tak, twarz też miała ubrudzoną.
- Grają dalej. Bez nas – powiedziała, takim tonem, jakby granie bez nich, no dobrze, bez niej, było według Mackenzie Greengrass straszliwym przewinieniem. - Gryffindor właśnie zdobył gol, i chyba prowadzimy dwudziestoma punktami, ale teraz przy kaflu jest wasza ścigająca, atakuje bramkę… cholera, krzyczą i zagłuszyli komentatora, nie wiem, czy trafiła, czy spudłowała - zrelacjonowała odruchowo, bo może nie litowała się nad Theodorem na tyle, żeby przejąć się jego obrażeniami, ale już na pewno dość, aby przekazać mu, co usłyszała, bo przecież nie trzyma się zawodnika quidditcha w niepewności, co do wyniku meczu. Takich rzeczy po prostu się nie robi. To byłoby absolutnie nieludzkie. – Jeżeli tego tłuczka wbił we mnie Billy, osobiście go uduszę – obiecała sobie na głos. Billy był pałkarzem Gryfonów i to całkiem dobrym pałkarzem, który miał sporo siły, ale czasem w zaaferowaniu nie był dostatecznie dokładny.
Nieważne, jak bardzo chciała słuchać i obserwować dalej. Zakazany Las i fragment boiska zaczęły rozmazywać się przed jej oczyma, więc odwróciła się i bardzo powoli osunęła na szpitalną podłogę, plecami podpierając się o ścianę.
@Theodore Lovegood