17.06.2024, 12:33 ✶
Wolność. Tęsknota. Nostalgia.
Melodie snuły się w przestrzeni, zakradały między otulające ich listowie, ślizgały po jeziornej tafli, hipnotyzowały... Była trochę jak wąż zaklęty jego muzyką, przekrzywiająca głowę zjawa, której złociste oczy ani na moment nie opuszczały jego młodzieńczej twarzy. Upiorzyca podążała za nim krok w krok, lecz gdy stanął wyminęła go niespiesznie, otaczając szerokim kołem.
– Nie powinieneś mnie pytać, ja tańczę na skraju snu i jawy każdego dnia... – odpowiedziała mu, wysuwając zadziornie podbródek ku górze. – Ale Ty... Ty jesteś... – jej dłoń wysunęła się z refleksem godnym topielicy, do jego boku, do cienkiej koszuli osłaniajacej skórę przed bezpośrednim kontaktem. – Jesteś prawdziwy... – podobnie z resztą jak ona, bo kontakt był wzajemny. Zbliżyła się o krok, który zwykle ich dzielił, chłodne ramiona oplotły go tak, by nie przeszkadzać w grze. Dłonie na piersi, na żebrach, na brzuchu. Badające, bezwstydnie zwiedzające ciało muzyka, zatrzymujące się na tych partiach mięśni w obręczy barkowej, które były niezbędne do tego by wprawić smyczek w ruch. Wspięła się na palce, gdy przylgnęła do jego pleców.– Co jeszcze potrafisz?– szept wsunął się do umysłu, niemalże opuszczając ucho przez które się wślizgnął.
Melodie snuły się w przestrzeni, zakradały między otulające ich listowie, ślizgały po jeziornej tafli, hipnotyzowały... Była trochę jak wąż zaklęty jego muzyką, przekrzywiająca głowę zjawa, której złociste oczy ani na moment nie opuszczały jego młodzieńczej twarzy. Upiorzyca podążała za nim krok w krok, lecz gdy stanął wyminęła go niespiesznie, otaczając szerokim kołem.
– Nie powinieneś mnie pytać, ja tańczę na skraju snu i jawy każdego dnia... – odpowiedziała mu, wysuwając zadziornie podbródek ku górze. – Ale Ty... Ty jesteś... – jej dłoń wysunęła się z refleksem godnym topielicy, do jego boku, do cienkiej koszuli osłaniajacej skórę przed bezpośrednim kontaktem. – Jesteś prawdziwy... – podobnie z resztą jak ona, bo kontakt był wzajemny. Zbliżyła się o krok, który zwykle ich dzielił, chłodne ramiona oplotły go tak, by nie przeszkadzać w grze. Dłonie na piersi, na żebrach, na brzuchu. Badające, bezwstydnie zwiedzające ciało muzyka, zatrzymujące się na tych partiach mięśni w obręczy barkowej, które były niezbędne do tego by wprawić smyczek w ruch. Wspięła się na palce, gdy przylgnęła do jego pleców.– Co jeszcze potrafisz?– szept wsunął się do umysłu, niemalże opuszczając ucho przez które się wślizgnął.