Lekka ekscytacja przeszła przez skórę Laurenta, chociaż niby nic wcale się wielkiego nie zdarzyło, energia nie błyskała... nie, nie musiała. To były emocje. Król się poruszył. Król wyraził zgodę, uniósł się z tronu i jego siła, przynajmniej dla Laurenta, wypełniała całą tą przestrzeń. Przepłynął na bok, czując wśród tego niepokoju, w tej zgnuśniałości wszystkiego, w niebezpieczeństwie - kolejny raz przychodził moment, kiedy można było coś zrobić na lepsze. Kogoś ochronić. Komuś pomóc. Tyle przecież mogli zrobić, prawda? Nadzieja. To chyba właśnie była nadzieja, której tak często mu brakowało. Dotknął dłonią ręki Victorii na swoim ramieniu.
Król się poruszył, jego ogon zafalował wodą, a Laurent poczuł, że jego umysł staje się klarowniejszy. Jego uczucia stają się klarowniejsze. To, co ściskało je w supeł, co trzymało w ciągłym napięciu i tworzyło nieufność zniknęło. Te podejrzenia, ta niechęć, strach przed spojrzeniami Perseusa... skierował błękitne oczy na mężczyznę rozglądającym się po wszystkim i wszystkich. Przecież widzi aury. Czemu temu nie ufałem? Układanka zaczynała do siebie pasować. Rozsypane, zastąpione fałszywymi elementami... tylko czemu? Skąd? Czy to ta czerń? Gdyby teraz był w postaci foki to właśnie nastroszyłby swoje futro ze strachu, które przeszyło jego serce. Czy jego emocje były manipulowane? Czy COŚ nimi manipulowało? Skierował się do Perseusa.
- Perseusie... pewnie to nie jest odpowiedni czas i miejsce, ale przepraszam cię za moje nieodpowiednie zachowanie. Ja... nie jestem pewien, dlaczego się tak zachowywałem... - Odezwał się z pozycji osoby, która naprawdę miała za co przepraszać. Nie było to racjonalne i... zupełnie mijało się z całą jego filozofią postępowania wobec ludzi. Szczególnie, że jak dotąd Perseus dał mu odczucia bycia czułym i troskliwym człowiekiem, który nie zasługiwał na takie skreślanie przez... przez co? Nawet nie wiedział. Przez to, że miał coś w spojrzeniu, co mu przypomniało o Dante? Bzdura. Nie patrzył na niego tak samo. - Ja... nie wiem dlaczego, ale coś sobie uroiłem, że... że Perseus nas zdradzi. - Skierował te słowa do Victorii, kiedy czekali, aż król porozmawia z podwładnymi, żeby jej wyjaśnić to... to wszystko. Aż poczerwieniał na twarzy z tego zażenowania i trochę go zemdliło na myśl, że już nawet nad własnymi emocjami nie ma kontroli. Tak jakby wcześniej ją miał, ale... to było coś innego. Wpływało bezpośrednio na umysł.
- Więzienie..? - Nie bardzo rozumiał - więzienie czego? Kogo?
Zmienił się z powrotem w fokę, kiedy płynęli przez wodę, żeby nadążać za trytonem. Rozglądał się wokół szukając śladów trucizny, a może wręcz spodziewał się widoku krat, łańcuchów? Tego więzienia, którego nie widział, ale które na upartego mogłyby tworzyć sploty glonów i kamieni, między którymi przepływali. Dopiero kiedy dojrzał trytonkę przed nimi, która wypłynęła z budowli myślał o tym, żeby się odmienić... ale tego nie zrobił. To te trytony zapewne skrzywdziły Cirila.
- Przypływamy w pokoju. - Spojrzał kontrolnie na Leartesa, żeby się upewnić, czy trytonka go rozumie. A potem wysunął się trochę do przodu i jednocześnie na bok. Obrócił się wokół własnej osi niemal leniwie. Żeby sie trochę przed nią odsłonić, pokazać brak złych intencji. - Wasze jezioro jest zatrute, a ci ludzie mogą pomóc. Ciril i Ulth nas poprosili. - Tooo była manipulacja faktami, aleee kto by się tam przejmował! - Chcemy pomóc. Proszę, wysłuchajcie nas!
Na charyzmę
Sukces!
Sukces!