Robił się mały w środeczku, kiedy widział taką rozedrganą Victorię, z takimi wielkimi oczami, która upewniała się, że nic mu nie jest. Czym różnił się od bezradnego dziecka, którym trzeba się zająć? Powinien naprawdę zacząć chodzić z ochroniarzem. Ojciec miał rację. Gdyby dotarło to jeszcze do Edwarda... Ugh. Aż mu się niedobrze zrobiło na samą myśl. Na szczęście Victoria na pewno nie zamierzała tego nigdzie słać dalej, a Anthony..? Nie, raczej nie. A może? W co by strzelał, gdy chodziło o Shafiqa..?
- Aż się boję zapytać, co mój dzisiejszy wybawca zawarł w tym liście. - Spróbował się uśmiechnąć, ale wyszło to dość smętnie. Próbował zażartować, żeby rozluźnić tę atmosferę. Ułożył dłonie na jej ramionach i pogłaskał ją delikatnie. - Naprawdę nic mi nie jest. Ucierpiała tylko moja duma. - Chociaż i tak chyba niewiele już jej jest. Godność, ha... bardzo cenny surowiec - gdzie można go zdobyć? - Tutaj, na Horyzontalnej, więc... w pobliżu po prostu. - Już nawet nie ma znaczenia, gdzie dokładnie, ale tam, gdzie zdecydowanie rozboje dziać się nie powinny. Tymczasem działy i dziać się będą. Spojrzał w kierunku gabinetu, z którego dotarł do nich głos Anthonyego, ale tylko na moment, zaraz znowu jego oczy były na Victorii. - Nie chcę. To była jakaś banda zamaskowanych dzieciaków, co mam zgłosić? Kompromitować się w urzędzie? Wolę sobie tego oszczędzić... zresztą wolę bardziej nie drażnić Atreusa... - To ostatnie zdanie dodał już ciszej, żeby Anthony niekoniecznie go słyszał. Więc tak, pewnie powinien, ale przy tym wcale nie miał ochoty i kiedy myślał o tym, CO w ogóle miałby zgłosić, to... już nie ważne. Z drugiej strony czy powinien to tak zostawiać..? Może chociaż powinno się pojawić jakieś ostrzeżenie, że takie rzezimieszki tutaj grasują? Nie wiedział teraz, nie chciał o tym myśleć - chciał kupić różdżkę i iść do domu. Zamknąć się w nim jak najszybciej.
- Dobrze. Zaraz wrócę... - Dodał, kiedy mężczyzna wtrącił się, że Victoria przerwała mu właśnie przywdziewanie swoich piórek, które na szczęście zostały wyczyszczone. Zerknął w kierunku ptaka i skierował się do łazienki, zabierając swoje rzeczy. Wciągnął je na siebie, złożył szlafrok, zostawił go na półce, by było wiadomo, który powinien zostać wyprany. Więc dostali chwilę dla siebie. Dosłownie chwilę, bo Laurent miał do założenia tylko koszulę i spodnie.
- Pan Shafiq nalegał, żebym udał się niezwłocznie do Ollivandera i nabył nową różdżkę. - Usiadł obok Victorii i wyciągnął w jej stronę dłoń. Oczywiście podchodził do tego prawie tak, jakby mu urwało rękę, każdy dotyk to było "ach", "och" i "boli". Bez różdżki było naprawdę dziwnie... i jeśli chodzi o urazy to ręki to właśnie tak: jak bez ręki. - To może chwilę potrwać, więc docenię samo odprowadzenie. Wiem, że masz teraz pakowanie na głowie i wyjazd.