-Może właśnie dlatego pytam? - powiedział, gdy dziewczę okrążyli go.
Może chciał zobaczyć, czy w swoim tańcu skieruje się bardziej ku jawie, a może podda się sennym fantazjom? Co by zobaczył?
Dotyk nie przerwał jego gry, a otulające go chłodne ramiona sprawiły, że po ciepłej skórze przebiegł dreszcz. Czyli była prawdziwa. Nie była zjawą, jak można było pomyśleć, a prawdziwym człowiekiem, nawet jeśli co dnia tańczyła na granicy jawy i snu.
Jej dłonie niespiesznie przesuwały się po jego brzuchu, po jego żebrach i piersi, unoszącej się i opadającej w równomiernym oddechu. Melodia wciąż przecinała powietrze, ale jej rytm zwolnił, jakby dopasowywał się do ruchów dłoni, bezwstydnie poznających ciało młodzieńca.
Była prawdziwa...
Jej głos przy jego uchu, jej oddech na jego karku, wywołały u niego kolejny dreszcz. Zaśmiał się cicho.
-A co TY potrafisz? - on już jej coś pokazał.
Grał dla niej. Czy nie sprawiedliwym, gdyby teraz to ona coś mu pokazała?