Chmury nad nimi były jakże adekwatne, bo lęgły się też pod kopułą głowy Caina jak myszy na polu. Burzliwe, gotowe te pioruny tworzyć, ale zamiast burzy był tylko zaduch. Coraz silniejszy, coraz bardziej męczący zaduch, z którego każdy normalny chciałby uciec. Człowiek szuka w życiu wygody - chce wygodnie żyć, chce spokoju, chce pozytywnych emocji i pozytywnych relacji. Stworzyć chociaż pozór rodziny, tak? Chyba każdy tego chce? Cain o tym nie myślał - dziwił się, że i tak pożył na tyle długo, a wiedział, że nie pożyje jakoś szczególnie dłużej. Jeśli nawet nie zabije go potwór to w końcu sam nie wytrzyma ze sobą. Te ładne słowa "on zasługuje na więcej" byłyby jednak tylko przykrą rysą na szkle. Przecież się kochali, więc dlaczego musiało ich podzielić kilka lat? To nie było sprawiedliwe.
I te chmury przybywały. Z ust Caina nie wydobyło się żadne konkretne słowo ani żadne konkretne zdanie. Niezidentyfikowany pomruk, swoiste "mhmm", które nawet nie brzmiało jak przytaknięcie temu wszystkiemu. Naprężał mięśnie, bo chciał się kontrolować, ale sam miał wrażenie, że jeszcze kilka punktów więcej na tym termometrze gniewu i sam wybuchnie. Nigdy nie chciał obdarzać Flynna szorstkością - chciał mu dać to, co najlepsze i najważniejsze. Właśnie to, czego ludzie pragną i potrzebują. Czego on sam chciał, nawet jeśli rodzina byłaby z nich żadna, to przynajmniej byłaby swoja? Jak bardzo było to egoistyczne i jednocześnie nierealne, skoro odliczasz dni swego życia w sekundach? Tik-tok, tik-tok, tik-tok...
Cisza zagościła między nimi przerywana tylko głosem Flynna. Nadmiar emocjonalnych bodźców mieszał Cainowi w głowie i zaczynał się w tym rozsypywać, gubić, chociaż doskonale znał kierunek swoich własnych uczuć. Wiedział, gdzie chciałby iść, tylko czy w ogóle był w stanie tam dotrzeć?
- Dobrze. - Powiedział w końcu cichym, głębokim głosem, spoglądając na niego z przestrogą chmur, które wisiały nad nimi i które te szare oczy bawiły w tym światłocieniu prawie na czarno. Nie, nie zamierzał go nazywać "kurwą". Ta zachęta na moment wytrąciła jego maskę z równowagi i sprawiła, że zmarszczył brwi i część tej złości i dystansu wylały się na jego twarz, ale to tylko na chwilę. Krok przed tą płomienną deklaracją, propozycją, jaka nastała. Zbliżył się o krok, żeby złapać jego twarz i odcisnąć swoje usta na jego, zacisnąć palce na jego biodrze - o ile tylko mu na to pozwolił. - Dobrze, Fleamoncie. Zadbamy o chłopców, o których życie tak się lękasz, a później niech świat płonie z zazdrości. - Przesunął kciukiem po jego skórze, palcami po tych pięknych loczkach, na których punkcie miał obsesję... choć on miał obsesję na punkcie jego całego. Mój. Mój. Cainowi było już wszystko jedno. Co miał do stracenia? Reputację? Z tego życia i tak już tak niewiele zostało... że równie dobrze mógł z niego skorzystać. Jeśli nawet nie zaakceptują ich w tym królestwie - zrobią to w innym. Przecież był tak zdolnym magiem, że każdy król chętnie kupiłby te zdolności.