17.06.2024, 17:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 17:52 przez Bard Beedle.)
Szczekot psa był nieznośny, zajadły i piskliwy. Szczekot był mechaniczny i do cna mięsisty, odbijający się echem po ciasnym korytarzu, odbijający się echem po pocie roszącym czoło. Odbijający się...
Osuwisko połknęło i oświeconego chłopca, śmierć dla wszystkich była sprawiedliwa, ale nie, stopa nie upadła na żwir. Morpheus zachwiał się, a szczekot odbijał mu się w uszach, rytmiczny nieprzerwany, igłami wbijający się w kręgosłup wieszcz nadchodzącego zagrożenia. Krok dał impuls dla jego towarzysza, przyjaciela obrońcy, Longbottom z zaskoczeniem dostrzegł Brownie, żywotny terier uratowany, odchowany, nieokrzesany, pognał uliczką i odbił w lewo wciąż szczekając, choć alarm w który uderzał odsuwał się w raz z nim falą.
Kolejne pchnięcie, kolejny krok. Smuga jasnego futra kundla, któremu daleko było do czystości krwi. Wesołek, mający w sobie z pewnością domieszkę krwi labradora jego szczekot, tak ujadanie, też ujadał też gonił, pazury szurały o kamienną ścieżkę, gdy pies ruszył wzdłuż i odbił w lewo, a wraz z nim pobiegł dźwięk daleko, do zagrożenia, które było bardzo daleko.
Łatek nie pchnął Morpheusa, widocznie wizja podobnie cechowała się nieśmiałością co prawdziwy kundelek Brenny, za to Ponurak bratanka, zwalista psia bestia niemal położyła go na kolana. Uliczka zwężała się, jej ściany fluktuowały wraz z gorączką, która trawiła obciążony narkotykiem mózg. Cztery. Głupiec miał swoje cztery psy.
I kolejny, wielki owczarek belgijski, o ostrych uszach, tropiącym nosie. On nie szczekał, on polował, uciekał, biegł, choć w jego ruchach nie było możliwości dostrzec ludzkich cech Morpheus wiedział. Thomas. Sojusznik. Domownik. Przyjaciel.
Z dwóch stron w tym samym momencie wyminęły go dwie wilczyce, stanowiące prawo a ślizgające się na jego pograniczu. Sierść nie pozostawiała złudzeń, dzikie bestie nie były dzikie, Brenna i Mavelle... znów rodzina, znów bliscy, kochani, którzy powinni pomóc, być przewodnikiem po labiryncie, a czmychali z za niego w przód, zmuszając stopy do wędrówki, zmuszając ciało do... ucieczki...
... warkot dobiegający gdzieś daleko zza jego pleców, zacisnął srebrzystą klamrę na sercu jasnowidza. Oto sfora z Warowni została spuszczona z łańcuchów, a wraz z nimi i największy, najniebezpieczniejszy z nich, którego jedno kłapnięcie paszczą oznaczałoby dla Morpheusa koniec daru, koniec życia takim, jakie znał je do tej pory. Czy kiedykolwiek odważył się zejść w czasie pełni do lochów, czy kiedykolwiek odważył się zobaczyć na własne oczy z jaką klątwą musiał zmierzać się Erik każdego miesiąca? Czy teraz odważy się obejrzeć? Przed nim wyrosła ściana, z neonowym graffiti. Gdzie Mag? Gdzie dwór Cesarza, Śmierć, Wisielec? Nie... był teraz w samym środku pełni, a jego przewodnikiem była osiemnasta stacja. Księżyc lśnił przed nim i nad nim, a pomruk podświadomości przeszedł w ryk bestii gotowej zapolować na swoją ofiarę.
![[Obrazek: e2b241aa3184a200386810bc87e468f6.jpg]](https://i.pinimg.com/236x/e2/b2/41/e2b241aa3184a200386810bc87e468f6.jpg)
Osuwisko połknęło i oświeconego chłopca, śmierć dla wszystkich była sprawiedliwa, ale nie, stopa nie upadła na żwir. Morpheus zachwiał się, a szczekot odbijał mu się w uszach, rytmiczny nieprzerwany, igłami wbijający się w kręgosłup wieszcz nadchodzącego zagrożenia. Krok dał impuls dla jego towarzysza, przyjaciela obrońcy, Longbottom z zaskoczeniem dostrzegł Brownie, żywotny terier uratowany, odchowany, nieokrzesany, pognał uliczką i odbił w lewo wciąż szczekając, choć alarm w który uderzał odsuwał się w raz z nim falą.
Kolejne pchnięcie, kolejny krok. Smuga jasnego futra kundla, któremu daleko było do czystości krwi. Wesołek, mający w sobie z pewnością domieszkę krwi labradora jego szczekot, tak ujadanie, też ujadał też gonił, pazury szurały o kamienną ścieżkę, gdy pies ruszył wzdłuż i odbił w lewo, a wraz z nim pobiegł dźwięk daleko, do zagrożenia, które było bardzo daleko.
Łatek nie pchnął Morpheusa, widocznie wizja podobnie cechowała się nieśmiałością co prawdziwy kundelek Brenny, za to Ponurak bratanka, zwalista psia bestia niemal położyła go na kolana. Uliczka zwężała się, jej ściany fluktuowały wraz z gorączką, która trawiła obciążony narkotykiem mózg. Cztery. Głupiec miał swoje cztery psy.
I kolejny, wielki owczarek belgijski, o ostrych uszach, tropiącym nosie. On nie szczekał, on polował, uciekał, biegł, choć w jego ruchach nie było możliwości dostrzec ludzkich cech Morpheus wiedział. Thomas. Sojusznik. Domownik. Przyjaciel.
Z dwóch stron w tym samym momencie wyminęły go dwie wilczyce, stanowiące prawo a ślizgające się na jego pograniczu. Sierść nie pozostawiała złudzeń, dzikie bestie nie były dzikie, Brenna i Mavelle... znów rodzina, znów bliscy, kochani, którzy powinni pomóc, być przewodnikiem po labiryncie, a czmychali z za niego w przód, zmuszając stopy do wędrówki, zmuszając ciało do... ucieczki...
... warkot dobiegający gdzieś daleko zza jego pleców, zacisnął srebrzystą klamrę na sercu jasnowidza. Oto sfora z Warowni została spuszczona z łańcuchów, a wraz z nimi i największy, najniebezpieczniejszy z nich, którego jedno kłapnięcie paszczą oznaczałoby dla Morpheusa koniec daru, koniec życia takim, jakie znał je do tej pory. Czy kiedykolwiek odważył się zejść w czasie pełni do lochów, czy kiedykolwiek odważył się zobaczyć na własne oczy z jaką klątwą musiał zmierzać się Erik każdego miesiąca? Czy teraz odważy się obejrzeć? Przed nim wyrosła ściana, z neonowym graffiti. Gdzie Mag? Gdzie dwór Cesarza, Śmierć, Wisielec? Nie... był teraz w samym środku pełni, a jego przewodnikiem była osiemnasta stacja. Księżyc lśnił przed nim i nad nim, a pomruk podświadomości przeszedł w ryk bestii gotowej zapolować na swoją ofiarę.
![[Obrazek: e2b241aa3184a200386810bc87e468f6.jpg]](https://i.pinimg.com/236x/e2/b2/41/e2b241aa3184a200386810bc87e468f6.jpg)