17.06.2024, 18:20 ✶
Jego przeciwniczka, Phoenix Black spoglądała hardo lodowacie błekitnym ślepiem na młodzika z którym miała się zmierzyć. Widział jej walki, wiedział, że walczy brudno, na pograniczu zasad, naginając je do swojej woli tak, aby zwycięski pojedynek nie był z przyczyn formalnych jej ostatnim. Wysoka, smukła, spod mankietu szaty wystawały tatuaże bogato zdobiące jej skórę. Była ścięta krótko, podgolona na karku, choć z długą grzywą zarzuconą do przodu twarzy, przesłaniającą drugie oko. Obserwowała go czujnie, czekając na pierwszy krok, z życzliwości jaką można oddać świeżakowi.
Erik świsnął w kobietę stojącą po drugiej stronie ringu ognistym biczem, który wyszedł mu doskonale. Brawo, dziesięć punktów dla Gryffindoru. Jeszcze gdy leciał w stronę przeciwniczki, dostrzegł słabe halo tarczy, ale zaraz potem tarcza zniknęła a płomień uderzył prosto w niewiastę. Zamiast jej krzyku jednak, zamiast swądu palonej skóry, Longbottom usłyszał donośny, nieprzyjemnie wgryzający się w uszy śmiech.
– Nieprzygotowany do walki, dlaczego mnie to nie dziwi? – Krzyknęła w jego stronę postępując krok do przodu, z wysoko uniesioną ręką z różdżką, którą teraz kręciła kółka, jak gimnastyczka szarfą. Akompaniament ognistych języków kręcił się wkoło, czerwono-złotą migotliwą wstęgą. Cmoknęła kilkukrotnie kiwając głową na boki z kpiącym niedowierzaniem, nie przestając bawić się ogniem.
– Dziadek z pewnością nie jest zadowolony, że nie odrobiłeś pracy domowej. Nie wiesz chłopczyku, że moją matką jest Parkinsonówna? – Na Sali zapanowało absolutne milczenie. Nikt nie odważył się spojrzeć na zasiadającego na honorowym miejscu obserwatora Godryka, który z palcami złożonymi w piramidkę obserwował całe starcie. Oceniał. Wyczekiwał.
Zaraz potem Phoenix smagnęła swoją giętką, kilkunastocalową różdżką przeformułowując ognistą wstęgę na cienką żyłkę, która miała owinąć się wokół kostek młodego członka klubu, unieruchomić, a kto wie, może powalić na ziemię.
Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 41
Sukces!
Sukces!