17.06.2024, 19:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2024, 00:16 przez Eden Lestrange.)
Eden nie rozumiała, wręcz nienawidziła spontaniczności. Wtedy jeszcze nieświadoma, że ta awersja zrodzona była ze strachu przed ośmieszeniem, była przekonana, że ametodyczność bierze się z lenistwa i braku powagi. Otaczała się ludźmi, którzy zawsze wiedzieli, co robili; ewentualnie takimi, którzy świetnie kontrolę nad sytuacją udawali. Niemniej nawet fałsz w obliczu zaskoczenia, przybranie dobrej miny do złej gry, to też było swego rodzaju przygotowanie się na każdą ewentualność. Sztukę kłamstwa doprowadzało się do perfekcji latami.
Malfoy miała więc w niezdrowym nawyku nadanalizować wszystko, myśleć namolnie o wszelkich możliwych scenariuszach. Dla niej nie istniały rzeczy niemożliwe, więc jeśli zauważała istnienie kolejnej możliwości, hipotetyzowała o swoim położeniu w jej kontekście, nawet kiedy prawdopodobieństwo ziszczenia się scenariusza było nikłe. Niejeden nazwałby to zwyczajną paranoją, ona chowała ją pod przykrywką ostrożności.
Toteż teraz, kiedy znalazła się w sytuacji, która niechybnie nie śniła się nawet prorokom (a jeśli przyszła w objawieniu do Mulcibera mimo wszystko, a on celowo jej nie ostrzegł, to lepiej, żeby już szukał sobie miejsca w Beauxbatons jako jedna z nimf leśnych, co tam śpiewają do kotleta), nie wiedziała, co zrobić. Bo jak człowiek ma się przygotować na porwanie miotłą w środku nocy? Eden nigdy się nad tym nie zastanawiała, co by zrobiła w takiej sytuacji, a obecne warunki średnio pozwalały na trzeźwe myślenie. Co, miała skoczyć prosto do jeziora, kiedy nie umiała pływać, żeby pójść jak kamień na dno? A może miała się zeszmacić i to dziewczę zacząć błagać o litość? Obydwie opcje brzmiały równie suicydalnie, więc Eden zwyczajnie nie robiła nic.
Wybiegała jedynie myślami dalej, że co jeśli któryś z profesorów widział, jak odlatują z wieży? Co jeśli poznał jej jasne włosy tańczące szaleńczo na wietrze, bo te wyjątkowo wyraźnie odcięły się na tle ciemnego nieba? Co jeśli będzie miała przez to problemy?
Spojrzała na porywaczkę spod byka, będąc pewna, że się zwyczajnie naigrywa; Eden też wydawała się być bardzo poważna, ale w przeciwieństwie do tej na górze, zdecydowanie nie wydawała się na zadowoloną.
A ja pizdooką sroką jestem, pomyślała. Ale nie odpowiedziała.
Wtem zaczęły pikować jeszcze wyżej, a Malfoy zupełnie straciła rezon i ochotę na pyskówki. Pęd napierającego powietrza, a także narastający chłód związany ze zmieniającą się szybko wysokością sprawiły, że jeszcze bliżej przysunęła się do dziewczyny. Objęła ją szczelnie, nawet oplątała ją nogami, wmawiając sobie przy tym wszystkim, że te łzy, co cisną się jej do oczu, to od wiatru tnącego ją prosto w twarz. Przecież Eden Malfoy nie bała się starcia z diabłem, a miałaby się bać wysokości?
Jakie marzenie chciałaby od niej dostać? Oj, na usta cisnęło jej się wiele niemiłych odzywek, ale nauczona dosyć szybko tym traumatycznym doświadczeniem przeczuwała, że zadziałałyby jak płachta na byka. Powiedziałaby, że marzy, co by się rychło zabiła, a ta się rozpędzi na miotle z Eden cały czas pod sobą i rozkwasi je obydwie na drzewie, spełniając życzenia jak prawdziwa wiedźma z lasu - rzetelnie, acz z haczykiem, żebyś w przyszłych swoich życiach już uważał, czego sobie życzysz.
- Najbardziej to chyba pragnę zejść na ziemię - odparła wreszcie, godząc się na tą neutralną prośbę. Liczyła, że tyle wystarczy, by wylądować w jednym kawałku; wolała się nie zniżać do poziomu zapewniania, że zrobi, co tylko dziewczyna zechce.
Malfoy miała więc w niezdrowym nawyku nadanalizować wszystko, myśleć namolnie o wszelkich możliwych scenariuszach. Dla niej nie istniały rzeczy niemożliwe, więc jeśli zauważała istnienie kolejnej możliwości, hipotetyzowała o swoim położeniu w jej kontekście, nawet kiedy prawdopodobieństwo ziszczenia się scenariusza było nikłe. Niejeden nazwałby to zwyczajną paranoją, ona chowała ją pod przykrywką ostrożności.
Toteż teraz, kiedy znalazła się w sytuacji, która niechybnie nie śniła się nawet prorokom (a jeśli przyszła w objawieniu do Mulcibera mimo wszystko, a on celowo jej nie ostrzegł, to lepiej, żeby już szukał sobie miejsca w Beauxbatons jako jedna z nimf leśnych, co tam śpiewają do kotleta), nie wiedziała, co zrobić. Bo jak człowiek ma się przygotować na porwanie miotłą w środku nocy? Eden nigdy się nad tym nie zastanawiała, co by zrobiła w takiej sytuacji, a obecne warunki średnio pozwalały na trzeźwe myślenie. Co, miała skoczyć prosto do jeziora, kiedy nie umiała pływać, żeby pójść jak kamień na dno? A może miała się zeszmacić i to dziewczę zacząć błagać o litość? Obydwie opcje brzmiały równie suicydalnie, więc Eden zwyczajnie nie robiła nic.
Wybiegała jedynie myślami dalej, że co jeśli któryś z profesorów widział, jak odlatują z wieży? Co jeśli poznał jej jasne włosy tańczące szaleńczo na wietrze, bo te wyjątkowo wyraźnie odcięły się na tle ciemnego nieba? Co jeśli będzie miała przez to problemy?
Spojrzała na porywaczkę spod byka, będąc pewna, że się zwyczajnie naigrywa; Eden też wydawała się być bardzo poważna, ale w przeciwieństwie do tej na górze, zdecydowanie nie wydawała się na zadowoloną.
A ja pizdooką sroką jestem, pomyślała. Ale nie odpowiedziała.
Wtem zaczęły pikować jeszcze wyżej, a Malfoy zupełnie straciła rezon i ochotę na pyskówki. Pęd napierającego powietrza, a także narastający chłód związany ze zmieniającą się szybko wysokością sprawiły, że jeszcze bliżej przysunęła się do dziewczyny. Objęła ją szczelnie, nawet oplątała ją nogami, wmawiając sobie przy tym wszystkim, że te łzy, co cisną się jej do oczu, to od wiatru tnącego ją prosto w twarz. Przecież Eden Malfoy nie bała się starcia z diabłem, a miałaby się bać wysokości?
Jakie marzenie chciałaby od niej dostać? Oj, na usta cisnęło jej się wiele niemiłych odzywek, ale nauczona dosyć szybko tym traumatycznym doświadczeniem przeczuwała, że zadziałałyby jak płachta na byka. Powiedziałaby, że marzy, co by się rychło zabiła, a ta się rozpędzi na miotle z Eden cały czas pod sobą i rozkwasi je obydwie na drzewie, spełniając życzenia jak prawdziwa wiedźma z lasu - rzetelnie, acz z haczykiem, żebyś w przyszłych swoich życiach już uważał, czego sobie życzysz.
- Najbardziej to chyba pragnę zejść na ziemię - odparła wreszcie, godząc się na tą neutralną prośbę. Liczyła, że tyle wystarczy, by wylądować w jednym kawałku; wolała się nie zniżać do poziomu zapewniania, że zrobi, co tylko dziewczyna zechce.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~