17.06.2024, 19:36 ✶
Nawet gdyby przyszła do biura bez znaczącego powodu, raczej ucieszyłby się, niż zareagował w jakikolwiek sposób negatywnie na jej widok. Szczególnie, że jej obecność była potwierdzeniem tego, że wczoraj naprawdę się wydarzyło, choć nadal wydawało mu się to kompletną abstrakcją.
Sęk w tym, że raczej była to dlatego, że coś się stało. Przez chwilę nie wiedział co ma zrobić. Stał tak, trzymając dalej jej twarz w dłoniach, nie będąc pewnym, czy nie powinien zaraz zrobić szybkiej teleportacji do Munga czy gdzie tam pozwoliłaby siebie zabrać, nie mając pojęcia, czy nie stała jej się jakaś fizyczna krzywda. Czekał więc na jej wytłumaczenie, zastanawiając się, jak najszybciej wyrwać się z pracy, choć powinien przesiedzieć w Biurze jeszcze jakieś pół godziny.
A potem usłyszał jej drżący głosy i na chwilę zamarł. Słuchał marszcząc brwi rozumiejąc zapewne jeszcze mniej niż ona, bo przecież wczoraj opowiadała o tylu otaczających ją osobach, na których zapewne jej z wzajemnością zależało, z drugiej strony pewna jego część znała ułamek tego uczucia.
Wiedział, że nie powinien pod żadnym pozorem jej teraz zostawiać.
- Hej, nie jesteś sama, okej? Masz tyle osób, którym nie jesteś obojętna, cholera, mi nie jesteś obojętna i wszystko będzie dobrze. - Starał się mówić cichym, uspokajającym tonem, choć słychać było, że się trochę zaniepokoił. Po usłyszeniu, że jej zimno, nie wiele myśląc zdjął swoją marynarkę od munduru i zarzucił jej na ramiona.
- Posłuchaj, pójdę tylko uporządkować trochę papiery, wziąć jeden klucz i zaraz znajdę nam jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli pogadać, dobrze? Zaraz wrócę, czekaj tu na mnie. - Poprosił, przenosząc się w dość szybkim tempie do swojego biurka. Schował akta, których nie mógł zostawić na wierzchu, zamykając je w odpowiedniej szufladzie, schował do kieszeni odpowiedni kluczyk wziął pod pachę kawę i herbatę, do drugiej ręki zaś dwa swoje kubki, jeden z ruszającym się wizerunkiem psa, drugi z motywem w latające znicze i wyszedł znów na korytarz, mając nadzieję, że kobieta mu nigdzie nie uciekła.
- Może głupi pomysł, ale możemy pokoczować chwilę w pokoju przesłuchać, a jak skończę zmianę, to pójdziemy gdzie będziesz chciała. Wiem, że z tym pokojem to słaba miejscówka, ale nikt nie będzie niczego kwestionował - szczególnie, że Ger wyglądała co najmniej jak ofiara jakiegoś ataku chcąca złożyć zeznania.
Co wcale nie uspokajało Thomasa.
Sęk w tym, że raczej była to dlatego, że coś się stało. Przez chwilę nie wiedział co ma zrobić. Stał tak, trzymając dalej jej twarz w dłoniach, nie będąc pewnym, czy nie powinien zaraz zrobić szybkiej teleportacji do Munga czy gdzie tam pozwoliłaby siebie zabrać, nie mając pojęcia, czy nie stała jej się jakaś fizyczna krzywda. Czekał więc na jej wytłumaczenie, zastanawiając się, jak najszybciej wyrwać się z pracy, choć powinien przesiedzieć w Biurze jeszcze jakieś pół godziny.
A potem usłyszał jej drżący głosy i na chwilę zamarł. Słuchał marszcząc brwi rozumiejąc zapewne jeszcze mniej niż ona, bo przecież wczoraj opowiadała o tylu otaczających ją osobach, na których zapewne jej z wzajemnością zależało, z drugiej strony pewna jego część znała ułamek tego uczucia.
Wiedział, że nie powinien pod żadnym pozorem jej teraz zostawiać.
- Hej, nie jesteś sama, okej? Masz tyle osób, którym nie jesteś obojętna, cholera, mi nie jesteś obojętna i wszystko będzie dobrze. - Starał się mówić cichym, uspokajającym tonem, choć słychać było, że się trochę zaniepokoił. Po usłyszeniu, że jej zimno, nie wiele myśląc zdjął swoją marynarkę od munduru i zarzucił jej na ramiona.
- Posłuchaj, pójdę tylko uporządkować trochę papiery, wziąć jeden klucz i zaraz znajdę nam jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli pogadać, dobrze? Zaraz wrócę, czekaj tu na mnie. - Poprosił, przenosząc się w dość szybkim tempie do swojego biurka. Schował akta, których nie mógł zostawić na wierzchu, zamykając je w odpowiedniej szufladzie, schował do kieszeni odpowiedni kluczyk wziął pod pachę kawę i herbatę, do drugiej ręki zaś dwa swoje kubki, jeden z ruszającym się wizerunkiem psa, drugi z motywem w latające znicze i wyszedł znów na korytarz, mając nadzieję, że kobieta mu nigdzie nie uciekła.
- Może głupi pomysł, ale możemy pokoczować chwilę w pokoju przesłuchać, a jak skończę zmianę, to pójdziemy gdzie będziesz chciała. Wiem, że z tym pokojem to słaba miejscówka, ale nikt nie będzie niczego kwestionował - szczególnie, że Ger wyglądała co najmniej jak ofiara jakiegoś ataku chcąca złożyć zeznania.
Co wcale nie uspokajało Thomasa.