17.06.2024, 23:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2024, 12:53 przez Atreus Bulstrode.)
Bulstrode cmoknął prowokacyjnie w stronę Hadesa, kiedy ten zaczął mu grozić, ale nie ruszył się ze swojego miejsca. Poza zasięgiem łap McKinnona było mu całkiem wygodnie, a ten wieloryb i tak wyglądał, jakby zaraz miał się przewrócić tam gdzie stał. Auror wcale nie chciał przyjąć niechcący na siebie tyle kilogramów żywej wagi, do tego rzuconych bezwładnie na ziemię. I po chwili rzeczywiście - brygadzista legł na zimne kafelki. Atreus miał tylko szczerą nadzieję, że ten mu tutaj nie odpłynął, bo co niby miał w tym przypadku zrobić? Ucałować go niby książę śpiącą księżniczkę i liczyć na to, że ten się obudzi?
Żałośnie się na niego patrzyło. Hades był żywym dowodem na to, że władza to przywilej, na który nie każdy zasługuje. Bo przecież oni, jako pracownicy Ministerstwa i Departamentu Przestrzegania Prawa, właśnie to posiadali nad ludźmi. Byli autorytetem, a ten kpił z munduru, jakby wypełznięcie z Nokturnowskich zaułków upośledzało nieco jego myślenie.
Bulstrode zacisnął zęby, kiedy sam się zachwiał. Próbował odciążyć rozdartą nogę i poruszać się jak najmniej, a przede wszystkim - nie patrzeć na obrzydliwie odciągnięty płat skóry, z którego leniwie sączyła się chłodna krew. Zapominał czasem o tym, jak obce to było uczucie kiedy był ranny i cieknąca posoka nie ogrzewała skóry tak jak wcześniej, zamiast tego dodatkowo chłodząc. Sam by się w sumie mógł położyć na tych kafelkach. Cholera, zrobiłby to chętnie, ale jakoś tak wyjątkowo bał się, że jak się położy to już nie wstanie. Przez moment nawet przyglądał się McKinnonowi uważniej, żeby sprawdzić czy ten jeszcze oddycha, ale niestety - wydawał się trzymać całkiem dobrze jak na okoliczności.
- Od kiedy, kurwa, brygadzista na służbie rzuca się pijany na cywili? - zapytał, intonując słowa w takim sam sposób jak rozmówca. - Będziesz miał szczęście, jeśli cię nie wypierdolą tylko zawieszą - chociaż to nie tak, że się specjalnie martwił, co się z tym cymbałem stanie. Jednego idiotę mniej w departamencie, tym lepiej dla niego i dla obrazu, jaki ludzie mieli w głowach myśląc o stróżach prawa.
- Na Matkę, co wyście zrobili? Co się stało? - koło nich rozległ się zdenerwowany, kobiecy głos. Należał do wysokiej szatynki, która zatrzymała się nad Hadesem, rozgorączkowana przyglądając się jego stopom. Towarzyszyło jej jeszcze dwóch mężczyzn, z czego jeden z nich podszedł do Atreusa, klękając i chcąc obejrzeć jego łydkę. Auror skrzywił się tylko, wciąż nie ruszając i z Hadesa przekierowując spojrzenie na kobietę.
- Krzywo nas teleportowało, bo ten tutaj dureń, postanowił się szamotać.
- Nie znacie podstaw? Ce-wu-en? - rzuciła Bulstrode'owi krótkie, zniesmaczone spojrzenie, a potem pochyliła się nad Hadesem. - Słyszysz mnie? - pstryknęła mu palcami przed twarzą, chcąc chyba sprawdzić jego responsywność.
Żałośnie się na niego patrzyło. Hades był żywym dowodem na to, że władza to przywilej, na który nie każdy zasługuje. Bo przecież oni, jako pracownicy Ministerstwa i Departamentu Przestrzegania Prawa, właśnie to posiadali nad ludźmi. Byli autorytetem, a ten kpił z munduru, jakby wypełznięcie z Nokturnowskich zaułków upośledzało nieco jego myślenie.
Bulstrode zacisnął zęby, kiedy sam się zachwiał. Próbował odciążyć rozdartą nogę i poruszać się jak najmniej, a przede wszystkim - nie patrzeć na obrzydliwie odciągnięty płat skóry, z którego leniwie sączyła się chłodna krew. Zapominał czasem o tym, jak obce to było uczucie kiedy był ranny i cieknąca posoka nie ogrzewała skóry tak jak wcześniej, zamiast tego dodatkowo chłodząc. Sam by się w sumie mógł położyć na tych kafelkach. Cholera, zrobiłby to chętnie, ale jakoś tak wyjątkowo bał się, że jak się położy to już nie wstanie. Przez moment nawet przyglądał się McKinnonowi uważniej, żeby sprawdzić czy ten jeszcze oddycha, ale niestety - wydawał się trzymać całkiem dobrze jak na okoliczności.
- Od kiedy, kurwa, brygadzista na służbie rzuca się pijany na cywili? - zapytał, intonując słowa w takim sam sposób jak rozmówca. - Będziesz miał szczęście, jeśli cię nie wypierdolą tylko zawieszą - chociaż to nie tak, że się specjalnie martwił, co się z tym cymbałem stanie. Jednego idiotę mniej w departamencie, tym lepiej dla niego i dla obrazu, jaki ludzie mieli w głowach myśląc o stróżach prawa.
- Na Matkę, co wyście zrobili? Co się stało? - koło nich rozległ się zdenerwowany, kobiecy głos. Należał do wysokiej szatynki, która zatrzymała się nad Hadesem, rozgorączkowana przyglądając się jego stopom. Towarzyszyło jej jeszcze dwóch mężczyzn, z czego jeden z nich podszedł do Atreusa, klękając i chcąc obejrzeć jego łydkę. Auror skrzywił się tylko, wciąż nie ruszając i z Hadesa przekierowując spojrzenie na kobietę.
- Krzywo nas teleportowało, bo ten tutaj dureń, postanowił się szamotać.
- Nie znacie podstaw? Ce-wu-en? - rzuciła Bulstrode'owi krótkie, zniesmaczone spojrzenie, a potem pochyliła się nad Hadesem. - Słyszysz mnie? - pstryknęła mu palcami przed twarzą, chcąc chyba sprawdzić jego responsywność.