18.06.2024, 02:00 ✶
Owen uśmiechnął się przepraszająco.
- Mam taki zwyczaj, że kiedy coś przychodzi mi do głowy, od razu staram się to zapisać. Gdziekolwiek – wyjaśnił Millie. Poniekąd odpowiedział także, skąd jego notatki mogły się znaleźć w różnych miejscach Ośrodka Windermere. I czemu Penny z Peppą znalazły porysowaną mapę. Jubilerce zresztą też od razu przytaknął, gdy zapytała o daty. – Chodzi o to, że rytuał słabnie z czasem, więc i obejmuje mniejszy teren. Na tej mapie, którą poznaczyłem, było to całkiem dobrze widać. Najazd Szkotów na Carlisle miał miejsce na początku sierpnia, dlatego udało im się niemal wejść do Katedry. Jestem pewien, że gdyby spróbowali zaatakować dziesiątego sierpnia, nie zdołaliby nawet wejść za miejskie mury. Pewnie w ogóle wycofaliby się od razu, gdy tylko wkroczyliby na tereny, na których oddziaływała magia. – Westchnął, znowu łapiąc się na tym, że prawie zaczął dawać wykład. – Ośrodek. Wyspa. Katedra. Wszystkie trzy zawsze pozostawały pod wpływem magii, założyłem więc, że w tych miejscach musi tkwić coś co dodatkowo ją wzmacnia – dodał, tym razem pilnując się by mówić krótko i na temat. – I tak. Myślałem, że może coś jest ukryte w krypcie biskupa. Niestety, nie dane mi było tam wejść.
No cóż. Owen Bagshot był tylko historykiem. Marnie sobie radził z włamywaniem a miejscowy proboszcz najwyraźniej niespecjalnie chciał gościć kogoś w katakumbach.
- Niczego nie znalazłem ani na wyspie, ani w ośrodku – uprzedził na wszelki wypadek, gdyby chcieli go o to zapytać. – I nie, nie widziałem tu żadnych dzikich ludzi zamieniających się w dzikie zwierzęta. Tylko nieumarłych. I jednego wyjątkowo natrętnego selkie.
Owen pochylił głowę w dół, by Penny łatwiej było namalować mu na twarzy runy ochronne. Kiedy to robiła, zamknął oczy, nie chcąc jej dodatkowo rozpraszać.
Powrót do tunelu, który wcześniej pominął Isaac z Basiliusem, zajął całej grupie chwilę czasu. Obydwaj mężczyźni jeszcze raz przemierzali trasę, którą zdążyli już poznać, ale dla reszty choć była ona swoistą nowiną, mogła wydać się… całkiem podobna do tego, co widzieli już wcześniej. Ciągle poruszali się pod ziemią, po nienaturalnych, wydrążonych w ziemi tunelach i kawernach ze sklepieniami utkanymi z korzeni. Minęli rozczłonkowane truchło żywego trupa, przecisnęli się przez kolejny wąski tunel i wreszcie dotarli do kawerny, w której na samym początku wylądował Isaac i Basilius.
By przejść tunelem, który mężczyźni pominęli wcześniej, musieli mocno pochylać głowy. Owen oddychał przy tym dość ciężko, najwyraźniej zmęczenie znowu zaczęło mu się dawać we znaki. Korzenie zwisały nad ich głowami. Przy nierozsądnym ruchu, łatwo było dosłownie, wsadzić między nie własną głowę.
- Próbowałem – odszepnął Owen Isaacowi. – Ta czaszka brzmi jak rodzaj wyjątkowo paskudnej nekromancji.
Idące przodem Millie z Penny pierwsze zaczęły dostrzegać zmiany. Najpierw subtelne. Światło różdżek pokazywało im zieleniejącą w środku podziemi kępkę trawki lub rozkwitłą na ścianie stokrotkę.
Wreszcie tunel zaczął się zwężać, by wreszcie zakończyć się… czymś osobliwym. Z jednej strony wyglądało na to, że tunel był ślepy i kończył się ścianą. Z drugiej… jaka to była ściana. Mimo ciemności, w których zazwyczaj pozostawała, wydawała się skąpana w zielonej roślinności. Widzieli bluszcz, bez, usiane w trawie polne kwiaty. Czuli ich zapachy.
Millie zyskała również swoją niespodziankę, gdy usłyszała, wszyscy usłyszeli, stłumione głosy, dochodzące jakby z drugiej strony. Brygadzistka rozpoznała wśród nich głos Morpheusa Longbottoma.
@Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett
/Tak, moi drodzy, znajdujecie się właśnie po drugiej stronie, za ścianą kurhanu, w którym tkwią Morpheus, Ambrosia i Alexander. Możecie się spróbować z nimi skomunikować.
- Mam taki zwyczaj, że kiedy coś przychodzi mi do głowy, od razu staram się to zapisać. Gdziekolwiek – wyjaśnił Millie. Poniekąd odpowiedział także, skąd jego notatki mogły się znaleźć w różnych miejscach Ośrodka Windermere. I czemu Penny z Peppą znalazły porysowaną mapę. Jubilerce zresztą też od razu przytaknął, gdy zapytała o daty. – Chodzi o to, że rytuał słabnie z czasem, więc i obejmuje mniejszy teren. Na tej mapie, którą poznaczyłem, było to całkiem dobrze widać. Najazd Szkotów na Carlisle miał miejsce na początku sierpnia, dlatego udało im się niemal wejść do Katedry. Jestem pewien, że gdyby spróbowali zaatakować dziesiątego sierpnia, nie zdołaliby nawet wejść za miejskie mury. Pewnie w ogóle wycofaliby się od razu, gdy tylko wkroczyliby na tereny, na których oddziaływała magia. – Westchnął, znowu łapiąc się na tym, że prawie zaczął dawać wykład. – Ośrodek. Wyspa. Katedra. Wszystkie trzy zawsze pozostawały pod wpływem magii, założyłem więc, że w tych miejscach musi tkwić coś co dodatkowo ją wzmacnia – dodał, tym razem pilnując się by mówić krótko i na temat. – I tak. Myślałem, że może coś jest ukryte w krypcie biskupa. Niestety, nie dane mi było tam wejść.
No cóż. Owen Bagshot był tylko historykiem. Marnie sobie radził z włamywaniem a miejscowy proboszcz najwyraźniej niespecjalnie chciał gościć kogoś w katakumbach.
- Niczego nie znalazłem ani na wyspie, ani w ośrodku – uprzedził na wszelki wypadek, gdyby chcieli go o to zapytać. – I nie, nie widziałem tu żadnych dzikich ludzi zamieniających się w dzikie zwierzęta. Tylko nieumarłych. I jednego wyjątkowo natrętnego selkie.
Owen pochylił głowę w dół, by Penny łatwiej było namalować mu na twarzy runy ochronne. Kiedy to robiła, zamknął oczy, nie chcąc jej dodatkowo rozpraszać.
Powrót do tunelu, który wcześniej pominął Isaac z Basiliusem, zajął całej grupie chwilę czasu. Obydwaj mężczyźni jeszcze raz przemierzali trasę, którą zdążyli już poznać, ale dla reszty choć była ona swoistą nowiną, mogła wydać się… całkiem podobna do tego, co widzieli już wcześniej. Ciągle poruszali się pod ziemią, po nienaturalnych, wydrążonych w ziemi tunelach i kawernach ze sklepieniami utkanymi z korzeni. Minęli rozczłonkowane truchło żywego trupa, przecisnęli się przez kolejny wąski tunel i wreszcie dotarli do kawerny, w której na samym początku wylądował Isaac i Basilius.
By przejść tunelem, który mężczyźni pominęli wcześniej, musieli mocno pochylać głowy. Owen oddychał przy tym dość ciężko, najwyraźniej zmęczenie znowu zaczęło mu się dawać we znaki. Korzenie zwisały nad ich głowami. Przy nierozsądnym ruchu, łatwo było dosłownie, wsadzić między nie własną głowę.
- Próbowałem – odszepnął Owen Isaacowi. – Ta czaszka brzmi jak rodzaj wyjątkowo paskudnej nekromancji.
Idące przodem Millie z Penny pierwsze zaczęły dostrzegać zmiany. Najpierw subtelne. Światło różdżek pokazywało im zieleniejącą w środku podziemi kępkę trawki lub rozkwitłą na ścianie stokrotkę.
Wreszcie tunel zaczął się zwężać, by wreszcie zakończyć się… czymś osobliwym. Z jednej strony wyglądało na to, że tunel był ślepy i kończył się ścianą. Z drugiej… jaka to była ściana. Mimo ciemności, w których zazwyczaj pozostawała, wydawała się skąpana w zielonej roślinności. Widzieli bluszcz, bez, usiane w trawie polne kwiaty. Czuli ich zapachy.
Millie zyskała również swoją niespodziankę, gdy usłyszała, wszyscy usłyszeli, stłumione głosy, dochodzące jakby z drugiej strony. Brygadzistka rozpoznała wśród nich głos Morpheusa Longbottoma.
@Penny Weasley @Millie Moody @Isaac Bagshot @Basilius Prewett
Czas na odpis do 20.06 godz. 21.00
/Tak, moi drodzy, znajdujecie się właśnie po drugiej stronie, za ścianą kurhanu, w którym tkwią Morpheus, Ambrosia i Alexander. Możecie się spróbować z nimi skomunikować.